Boże, dlaczego mi TO zrobiłeś?!

Wyklęłam Boga za TO siarczyście i bezwstydnie po wielokroć. Odmówiłam mu jego istnienia. Obarczyłam winą za moje i bliskich cierpienie.

– Boże zrób COŚ, bo ja nie umiem, nie chcę tak dłużej żyć, ale nie umiem tego zmienić… – błagałam przez lata. Byłam więźniem mojego poukładanego życia. Kobietą sukcesu, która NIE MOGŁA wyjechać na wakacje z dzieckiem, bo MUSIAŁA pilnować firmy, która MIAŁA pieniądze, lecz NIE MIAŁA czasu ich wydawać, która gubiła łzy jadąc do swojej ukochanej i wymarzonej agencji reklamowej, która stała się jej więzieniem, kobietą która nie potrafiła ogrzać domu, który z mężem zbudowała.

Bóg wysłuchał i zrobił COŚ

24 lipca 2007 roku urodziłam synka z zespołem Downa. Wszystko co było do tego dnia ważne, stało się kompletnie nieważne, a zupełnie inne rzeczy nabrały wielkiej wagi. Upłynęło sporo czasu zanim zrozumiałam, że to COŚ było jednym za najważniejszych drogowskazów w moim życiu.

Dzisiaj, jeśli Bóg dałby mi szansę, stanął przede mną i spytał:
– Agatko, czy chcesz wrócić do tamtego życia sprzed narodzin Krystiana? Daję Ci wybór pomiędzy tamtym życiem: z jednym zdrowym dzieckiem, mężem, firmą, domem i tamtymi perspektywami, a Twoim obecnym życiem: z czwórką dzieci, Krystianem z zespołem Downa, bez męża i firmy, ale z wiedzą, doświadczeniem i stanem świadomości, w którym żyjesz teraz, CO WYBIERASZ?
– Wybieram TERAZ Boże. Wybieram to co mam.
Bóg się uśmiechnął, pogłaskał mnie po głowie i odparł:
– Prosiłaś mnie bym zrobił COŚ żeby Cię uratować. Nie powiedziałaś jednak czego potrzebujesz, więc zrobiłem to co uznałem za najlepszą odpowiedź na Twoje modlitwy.Wiedziałem, że Ci się to z początku nie spodoba. Wyklęłaś mnie i wyrzuciłaś ze swojego życia.  Przez cały czas byłem jednak tuż obok. Stawiałem na Twojej drodze ludzi, którzy wskazywali Ci drogę, podnosili gdy upadałaś. Sądziłaś, że radzisz sobie sama, to dobrze, bo stałaś się silniejsza i mądrzejsza. Na tyle mądra, by zacząć słuchać swojego Serca, swojej Intuicji. Nauczyłaś się pokory i akceptacji. Nauczyłaś się korzystać z sił natury, zamiast z nimi walczyć. Wyciągnęłaś wnioski, odrobiłaś lekcje i dzisiaj jesteś tym kim jesteś. Poznałaś intencję z jaką Cię stworzyłem.

Poznaj intencję własnego istnienia

Czy znasz intencję swojego życia? Czy wiesz po co tu jesteś? Po co tu jesteś, Kochana? Ta wiedza jest źrodłem życia. To siła napędowa i źródło bezgranicznego spokoju. To jak zgranie się w jednej symfonii z orkiestrą wszechświata. To jak… Na nic te moje opisy, jeśli sama tego nie poczujesz. To jak opisywanie słowami koncertu, a bycie na tym koncercie. Odczuwanie wibracji dźwięków przenikających każdą komórkę Twojego istnienia, a oglądanie zdjęć z koncertu. To taka różnica jest. Dosłownie.

Odkrycie swojego przeznaczenia jest jak picie ze źródła życia. Kiedyś miałam wszystko i nic nie mogłam. Dzisiaj wszystko mogę, nic nie muszę. Dzisiaj wiem, że wszystko co się w moim życiu dzieje jest dla mnie dobre, nawet jeśli sprawia mi ból i przynosi cierpienie. To tylko kolejne lekcje, nowe szczeble drabiny do głębszego poznania siebie i tajemnicy istnienia, zjednoczenia z Bogiem, dotknięcia własnej duchowości.

„Nie mogę już słuchać i czytać tych coachingowych głupot. Miałam wypadek i teraz moje życie to operacje i szpitale, zamiast podróży, rodziny i normalnego życia. Serio mam się w związku z tym cieszyć kanapką i rozkoszować herbatą. Co za pierdolenie!! – napisała Kasia pod moim wpisem Depresja – chcesz umrzeć, umrzyj, a potem zacznij naprawdę żyć.

Droga Kasiu, w chwili kiedy nauczysz się cieszyć pierdołami, zrozumiesz to moje pierdolenie i przestaniesz być taka wściekła na życie i tych, którzy mają czelność się nim cieszyć, pomimo niepełnosprawności syna, jego chorób, własnej choroby i innych przeciwności losu. Zawsze masz wybór: być wściekła i jadowita do końca życia, albo wybrać radość z kanapki, słońca i innych pierdół. Bo te pierdoły składają się na całe Twoje życie. Oczywiście złość jest częścią procesu uzdrawiania, częścią żałoby, a utrata zdrowia to też strata, więc żałoba, a w tym złość przysługują Ci bez żadnego „ale”. Też byłam wściekła na tych co się cieszyli ze swoich dzieci, kiedy mój syn urodził się z zespołem Downa. Rozumiem i szanuję, ale już nie potrafię być zła, szkoda życia. Nie złoszczą mnie nawet jadowite komentarze pod moimi wpisami. Serio:)

Po co ja to robię?

Od ponad trzech lat uzewnętrzniam się publicznie i wystawiam na ostrzał wszystkich tych, którzy cierpią z powodu tej mojej bezsensownej radości. Po co ja to robię? Dla chwały, dla kasy, dla… no właśnie dlaczego? Za każdym razem kiedy coś robię zadaję sobie pytanie: Po co? To pytanie jest najważniejszym pytaniem jakie każdy człowiek powinien sobie zadać przy podejmowaniu ważnych decyzji. Po co? Czyli jaka jest moja ukryta intencja.

– Po co adoptujesz dziecko?
– Żeby pomóc biednym dzieciom.
– Ale po co chcesz im pomagać?
I odpowiedź na to drugie pytanie jest prawdziwą intencją. To intencja, która stoi za intencją. Jeśli chcesz pomagać innym, żeby poczuć się lepiej ze sobą, nie rób tego. Najpierw uporaj się ze sobą, naucz kochać i szanować siebie, a potem myśl o adopcji, czy innym pomaganiu.

Po co chcesz wybudować dom? Jeśli po to żeby udowodnić rodzicom, że jednak wbrew ich przewidywaniom, do czegoś dojdziesz, jeśli po to, żeby pokazać sąsiadom, że ty możesz mieć dom większy od ich żałosnej chatki, jeśli po to, żeby udowodnić sobie, że Cię stać (przy zabójczym kredycie), to tego nie rób. Jeśli jednak potrzebujesz więcej miejsca dla tego adoptowanego dziecka, to OK, buduj:)

Po co chcesz żeby mąż wyłączył telewizor? Czy po to żeby mu udowodnić kto tu rządzi, czy po to, żeby mu udowodnić, że tego nie zrobi czyli, że jest uzależniony, czy po to żebyś nie musiała słuchać wiadomości i wszystkich przekazanych w nich okropności, czy po to żeby być razem z mężem, a nie obok niego. Każda z tych intencji jest inna i wywoła inną reakcję. Bo dostajemy od życia to, co jest intencją stojącą za intencją. Jeśli chodzi o władzę, to zamiast ciszy w domu będziesz miała wojnę o władzę. Jeśli chcesz mu udowodnić, że jest uzależniony, to sprawisz, że jego poczucie własnej wartości będzie zależało od posiadania pilota. Każda akcja powoduje równą i odwrotną reakcję. Takie prawo fizyki. Jeśli walczysz o władzę, poczucie własnej wartości, miłość i szacunek, to zyskasz więcej walki, która spowoduje, że opadniesz z sił. Stracisz kontrolę nad swoim życiem, szacunek do siebie i uznasz, że nie zasługujesz na miłość.

Chcesz być kochana? W pierwszej kolejności pokochaj siebie. Posiadając miłość własną możesz ją rozdawać bezwarunkowo, nie oczekując w zamian chwały ani wdzięczności. Bo Twoją intencją jest jedynie czysty przepływ miłości, bo kocha się po to żeby kochać, a nie po to żeby coś zyskać.

Chcesz być szanowana? W pierwszej kolejności uszanuj siebie. Swoje potrzeby, słabości i siłę, swoje ciemne i jasne strony. Szanując siebie, będziesz z szacunkiem traktowała innych, nawet dzieci i męża;), a jednocześnie nie pozwolisz na traktowanie siebie bez szacunku.

Szczęśliwy człowiek to taki, który odnalazł swoją własną ścieżkę i nią podąża. Który zna odpowiedź na swoje „Po co?”, swoją intencję życia. Który robi to co kocha i kocha to co robi. Który nie wini wczorajszego dnia za dzisiejsze nieszczęścia, tylko potrafi dziękować za wszystkie, nawet te najgorsze doświadczenia, bo wierzy w to, że każde z nich jest po coś i jest dobre pomimo cierpienia, które ze sobą niesie. To taki, który nie przywiązuje się do dzisiaj, bo wie że jutro wszystko może się zmienić. Jednak dzisiaj przeżywa z wielką intensywnością, bo TERAZ to jedyny moment na który mamy wpływ. Szczęśliwy człowiek to taki, który przyjmuje zmiany, które niesie mu jutro z ciekawością, pokorą i spokojem.

„A co będzie jutro, pojutrze, za 10 lat, gdy zabraknie rodziców. Odpowiedzialność to nie cieszenie się chwilą, odpowiedzialność to myślenie o przyszłości.” – napisał Turbosceptyk pod moim wpisem w Wysokich Obcasach.

Drogi Turbo, rozumiem, że radzisz, bym była wredną, zgorzkniałą i sfrustrowaną babą, piekłem dla moich dzieci i śmierdzącą kupką nieszczęścia do omijania dla tych, którzy będą mieli nieszczęście spotkać mnie na swojej drodze. Po co? Ano po to, by zapewnić lepszą przyszłość mojemu synowi z zespołem Downa. To się nazywa odpowiedzialność. Odpowiedzialność za co? Za kogo? No bo chyba nie za moje dzieci, którym w imię tej „zapewnionej” przyszłości radzisz mi robić piekło na ziemi w teraźniejszości. A co jeśli mój syn jutro umrze? Nie doczeka przyszłości (tej zapewnionej), a jedyne co mu w życiu podaruję to moje cierpienie? Przez ostatnich 10 lat nauczyłam się, że 99% rzeczy, o które się martwiłam nigdy się nie spełniło. Za to przytrafiło mi się jakieś 100 innych, których się za nic na świecie nie spodziewałam. W tym narodziny Krystiana, depresja, rozwód, adopcja, nowa droga zawodowa i wiele innych atrakcji.

Bóg wciąż zsyła mi na głowę jakieś COŚ. Cieszę się tymi jego mniej lub bardziej udanymi prezentami, bo są tylko moje, bo pozwalają mi spoglądać na moje życie z coraz to nowej perspektywy, odkrywać nowe jego smaki. Są palcem bożym, który popycha mnie w kierunku zgodnym z moim przeznaczeniem, moją misją, intencją mojego życia.

Kończąc szkołę średnią, stanęłam przed wyborem zawodu. Chciałam zostać psychologiem. Po co? Bo chciałam pomagać innym. Po co? Wtedy nie wiedziałam, ale z przejęciem uczestniczyłam w grupach wsparcia, wysłuchiwałam rówieśników, brałam w ramiona zapłakane cheerleaderki w ogólniakowych łazienkach, odwiedzałam niedoszłych samobójców w szpitalach, „na sygnale” gnałam ratować koleżankę, której odechciało się żyć. To wszystko było już wtedy, ale nie byłam gotowa. Małe przeciwności losu i zostałam grafikiem. Z pasją projektowałam plakaty, broszury i okładki. Prawie 30 lat później zatoczyłam koło. Musiałam przejść daleką drogę, by wrócić do siebie. Musiałam na własnej skórze, w swoim Sercu doświadczyć tego wszystkiego, o czym dzisiaj mówię. Zajęło mi prawie 30 lat żeby poczuć spokój, spełnienie i jedność z siłami istnienia. Harmonię pomiędzy Sercem, Duszą, Ciałem i Rozumem, odpuścić całą kontrolę i poddać się siłom większym ode mnie, którym całkowicie zaufałam.

Ogromną przyjemność sprawia mi mój nowy piękny pokój, w którym mogę się z Wami spotykać. Z ciekawością i ekscytacją planuję kolejne szkolenia i warsztaty, choć za każdym razem boję się, że nawalę. Akceptuję ten lęk, bo wiem, że jest towarzyszem każdej zmiany, każdej nowej ścieżki. Robię to co czuję, że jest słuszne, co sprawia mi radość i niesie dobro innym.

Odkrywanie tej drogi było procesem i nadal jest drogą, którą sobie idę i jestem ciekawa kolejnych zakrętów. Wcale nie martwi mnie to, że nie wiem gdzie mnie ostatecznie zaprowadzi. Na tej drodze poznaję niesamowitych ludzi i doświadczam niezwykłych rzeczy. Popełniam błędy, przeżywam smutki i rozczarowania, ale też radość, miłość i satysfakcję. Jestem absolutnie pewna, że przeszłam przez ciemną stronę życia, by doświadczyć światła, którym mogę się dzisiaj dzielić.

Wędrowanie własną ścieżką jest źródłem bezkresnej radości. Ludzie, którzy tę ścieżkę odnaleźli zaczynają nadawać na podobnych falach. Moja mama kończy w tym roku 70 lat. Biega, przekracza własne granice i nareszcie odnalazła swoją misję. Pracuje ze starszymi osobami. Pomaga im, opiekuję się nimi. Niedawno nasza rozmowa zeszła na ten właśnie temat. Przyznała, że nareszcie odnalazła intencję swojego życia. Wędrowałyśmy bardzo różnymi drogami. Spotkałyśmy się w tym samym miejscu. Niesamowite!

Po co Bóg Ci TO zrobił?

Zadajesz sobie pytanie: Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Czym zawiniłam? Co takiego zrobiłam? Nic nie zrobiłaś. TO nie kara. TO jest lekcja, stopień, list z przesłaniem, siła która ma Cię ukształtować. Oczywiście możesz żyć w cierpieniu i odrzucić tę teorię w całości. Zostać w roli ofiary i narzekać na pecha. Tylko po co?

Chcesz wiedzieć? To zajmie chwilkę, może nawet dwie. Zacznij poszukiwać, skrobać ściany, a w końcu wydostaniesz się na wolność.

  • Bądź uważna w stosunku do siebie. Z uwagą przyglądaj się swoim emocjom, swoim reakcjom. Jeśli cokolwiek sprawi, że Twoje serce mocniej zabije i sprawi Ci to chociaż cień przyjemności, łap to coś i nie puszczaj. To koniec nitki, która doprowadzi Cię do kłębka. Joga, szydełkowanie, boks, psy, gady, dzieci, staruszkowie, góry, morze, fitness… Znam wiele niesamowitych historii ludzi, którzy łapiąc koniec nitki opuścili swoją bezpieczną pracę, czy miejsce zamieszkania i dotarli w miejsca, o których im się nawet nie śniło!
  • Co wieczór rób listę wdzięczności. Zaczniesz zauważać dobro w swoim życiu, karmić je swoją uwagą i tym samym przyciągać go coraz więcej. Zaczniesz zauważać co przyciąga Twoją uwagę, co sprawia Ci przyjemność, co cieszy. Zaczniesz na nowo odkrywać siebie, a od tego momentu do poznania intencji Twojego życia już nie tak daleka droga.
  • Korzystaj z okazji. Wszechświat podsyła Ci różne wskazówki. Dostałaś zaproszenie na premierę filmu, który chciałaś obejrzeć? Idź! Marzyłaś o podróżach i nagle znajomy przysłał Ci przypadkiem oferty w sam raz dla Ciebie? Jedź! Koleżanka zaprasza Cię na wspólną jogę, o której ostatnio myślałaś? Idź! Ktoś zaoferował Ci pracę, która jest kompletnie niezwiązana z Twoim zawodem, ale czujesz całą sobą, że chciałabyś to robić? Rób!
  • Uwierz w znaki. Ja wierzę. Od dawna. Weszłaś do księgarni i nagle książka spadła Ci pod nogi. Tytuł Cię zaintrygował. Czy to znak? Kup! Wciąż pojawia się jakiś link na twoim fb i korci Cię żeby zajrzeć? Zajrzyj! Bez przerwy wpadasz na tę samą osobę. Zagadnij ją!

Jest takie powiedzenie, że kiedy uczeń jest gotowy, nauczyciel się pojawi, a Paulo Coelho napisał w Alchemiku, że jeśli czegoś bardzo pragniesz, to cały wszechświat sprzysięgnie się, by to Twoje marzenie spełnić. Nie ignoruj znaków. Podążaj za nimi, słuchaj intuicji, a odnajdziesz intencję swojego życia.

Fot. Iwona Karolak
Boże, dlaczego mi TO zrobiłeś?!
4.9 (98.46%) 13 votes

10 thoughts on “Boże, dlaczego mi TO zrobiłeś?!

  1. Jeśli chodzi o „przypadki”, to zaprzyjaźniony mnich z klasztoru kontemplacyjnego mawia: „My nie wierzymy w przypadki. My wierzymy w Opatrzność Bożą „.
    Pozdrawiam, dzięki za wpis.

  2. Pani Agato pisze Pani o znakach i tak też widujemy się od kilku miesięcy codziennie rano na parkignu pod szkołą naszych dzieci o Pani blogu nie miałam pojęcia a dziś przez przypadek bumm widzę, wchodzę i czytam…. W każdym Pani zdaniu odnajduje swoje życie swoją codzienność – nagle odbajdu też odpowiedzi na wiele nurtujących pytań. Piękny blog, piękne prawdziwe słowa – chociaż mamy różne życia to jednak podobne – i tak jak Pani napisala każde doświadczenie z przeszłości i złe i dobre czegoś nas uczy, po coś w naszym życiu się pojawia. Ja wierze, że Bóg jest przy nas i wtedy kiedy jesteśmy już na 1% baterii przylatują do nas anioły a po co było to zło? Ta zła przeszłość? Po to żebyśmy dobrze doceniali nasze dobre anioły i nasza teraźniejszośc.
    Dziękuje i pozdrawiam

  3. pieknie!! piekna Pani,Pani dzieci i spokoj, ktory nastal, jest! <3 ! niech trwa wiecznie,niech sie nie konczy..

  4. W życiu każdego z nas, wcześniej czy pozniej bedzie jakies wydarzenie, które po ludzku wydaje sie nie do przejścia. My widzimy fragment, wycinek i nie rozumiemy…Czasami dopiero po wielu latach wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Kiedyś mieliśmy raj, ale człowiek chciał byc mądrzejszy i sam decydować o wszystkim. Trud, łzy i problemy sa częścią naszego życia na ziemi. Poza tym nie za wszystko jest odpowiedzialny Bóg. Cały czas o swoje miejsce w swiecie walczy demon, to on podsuwa zle rzeczy, często prowokuje, a potem dobija wyrzutami sumienia. To moze byc oczywiście dla niektórych średniowieczna teoria, ale dla mnie ma sens.

  5. Agato! Ja też zaczęłam wierzyć w znaki. Ty jesteś jednym z nich. Przeczytałam „Depesjologię” – wpadłam na nią przypadkiem, kiedy przypadkiem odkryłam Twój blog ? (Przypadek to podobno drugie imię Boga ☺) W akcie desperacji zgłosiłam się na terapię, choć nie miałam pojęcia, dokąd mnie zaprowadzi i czy to właściwy i konieczny krok. „Depresjologia” dała mi odpowiedź twierdzącą. Co więcej – jest jakby pisana o mnie i dla mnie. W bardzo wielu aspektach widzę ogromne podobieństwo między nami. (I jeszcze to „Jedz. Módl się. Kochaj”… ). Twoje doświadczenie dało mi pewność, że dotrę do samej siebie i wreszcie będę żyć pełną piersią. To będę prawdziwa ja. Dziękuję Ci, że jesteś! ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.