Czy to już DEPRESJA?

Święta dawno za nami. Zwłoki choinek straszą gołymi szkieletami przy śmietnikach. Te, które się tu i ówdzie jeszcze ostały opuściły ramiona i przygarbiły się przytłoczone codziennością. Kolorowe światełka ćmią się z trudem, przymulone kurzem i smogiem. Nie wyglądają już tak radośnie jak miesiąc temu. I jakoś masz wrażenie, że te choinki to Ty, że brakuje Ci blasku jak tym świątecznym lampeczkom.

Sezon na depresję

Przed Świętami jeszcze się jakoś dało żyć. Był cel. I nawet jeśli kompletnie nie miałaś na to ochoty, to trzeba było kupić rybę, ugotować grzybową i zapakować prezenty dla dzieci. Trzeba było się jakoś ubrać i ogarnąć, bo takie spotkania rodzinne to przecież wyjątkowa okazja. Teraz nie trzeba nic. Znaczy trzeba pracować, wozić dzieci do szkoły, robić zakupy, ale nie ma już tej iskry oczekiwania na coś szczególnego. Na coś co zdarza się raz do roku, co jest radością nawet jeśli trzeba się narobić i nadwyrężyć karty kredytowe.

Sylwester przeszedł, nowy rok przyszedł i pomimo silnych postanowień nie schudłaś jeszcze ani kilograma. Na jodze byłaś raz, potem mały miał katar, więc nie mogłaś. Nie jesteś w stanie rano wcześniej wstawać, a wieczory ciągną się jak guma do żucia na chodniku w upalny dzień. Wszystko jest nie tak, wszystko Cię wkurza i nic nie cieszy. Rano i wieczorem niebo spowija ciemność, a między jednym a drugim królują bure odcienie szarości. I z czego się tu cieszyć? Na co czekać? Do Wielkanocy jeszcze za daleko, Walentynki są dla infantylnych siusiumajtek, a sama myśl o odległych, no właśnie, ODLEGŁYCH, wakacjach na plaży wpędza Cię w depresję.

Czy to już depresja?

Wleczesz swoje ciało przez szarą codzienność i coraz częściej zadajesz sobie pytanie: czy to jeszcze tylko zwykłe przesilenie czy może już depresja… Otóż odpowiedź nie jest prosta, nawet dla takich weteranów depresyjnych jak ja. Problem w tym, że posiadamy genialne mechanizmy wyparcia:
• przecież jestem już zdrowa, więc to nie może być depresja
• inni mają depresję, ale ja jestem silna
• depresja jest dla mięczaków
• nie leżę w łóżku i nie płaczę, więc to pewnie coś innego.

Więcej, może nawet wcale nie przyszło Ci do głowy, że Twoje kiepskie samopoczucie może być „sama wiesz czym”, bo tego imienia lepiej nie wypowiadać. Myślisz:
• jak tylko słońce zaświeci, to mi przejdzie
• kiedy skończę ten projekt, odpocznę
• byle do weekendu, wtedy nadgonię zaległości
• jak dzieci przestaną smarkać i kasłać, to i ja się lepiej poczuję

Smutek, złość i zmęczenie w okresie zimowym są zupełnie naturalne. Dalej przeczytasz listę symptomów i sytuacji, które mogą zdarzyć się każdemu. Możesz też zauważyć, że występują z nabożną wręcz regularnością między listopadem, a marcem. Otóż depresja zaczyna się wtedy, kiedy ich częstotliwość i długość trwania zaczyna paraliżować życie Twoje i Twoich bliskich. To sygnał żeby zgłosić się po pomoc.

Depresja jest wtedy…

…kiedy stoisz w sklepie przed skrzynką z ziemniakami i nie masz siły wybrać kilku, wsadzić do torebki i zważyć. Wszystko kupujesz paczkowane i wcześniej ważone. Ziemniaki paczkowane są tylko po 5 kg. Nie kupujesz. Ani dzisiaj, ani jutro.

…kiedy karmisz koty karmą z Żabki, bo nie masz siły wstąpić do zoologicznego po puszki. Od dwóch miesięcy.

…kiedy robisz kanapki dla dzieci bez pomidora i sałaty. Umycie i ukrojenie pomidora zżera zbyt dużo energii. Sałaty nie kupiłaś, bo zapominasz. Od tygodnia.

…kiedy poruszasz się bardzo powoli nawet kiedy się spieszysz. Twoja energia jest towarem reglamentowanym niczym woda na pustyni. Musisz racjonalnie nią gospodarować, żeby przeżyć do końca dnia. Każdego dnia. Od wielu dni.

…kiedy siadając na sedesie masz wrażenie, że twoje ciało z niego zaraz spłynie, bo nie masz siły utrzymać wszystkich komórek w kupie, znaczy razem. Za każdym razem.

…kiedy wiesz, że to co na siebie założyłaś do siebie nie pasuje, ale jest ciepłe. Nie zmieniasz, bo a) nie masz siły,  b) utrzymanie ciepła jest ważniejsze od wyglądu.

…kiedy idziesz do apteki po krople do nosa, ale kupujesz ibuprom. O kroplach przypominasz sobie dopiero dwie godziny później. Nos miałaś zatkany przez cały czas.

…kiedy nie podajesz dzieciom witaminy D3, bo nie masz siły się tym zająć. Od ponad miesiąca.

…kiedy dostajesz listę suplementów, które powinnaś brać, ale ich nie bierzesz, bo codzienne kompletowanie garści leków przerasta twoje możliwości.

…kiedy przez 3 dni nie szukasz chomika, który uciekł z klatki, bo to zbyt duży wysiłek. Liczysz na to, że sam się znajdzie jak zgłodnieje.

…kiedy nie jesteś w stanie zadzwonić do przychodni i zapisać siebie lub dzieci na wizytę do dentysty, okulisty…

…kiedy energii starcza ci od 5:30 kiedy wstajesz tylko do 9:00 kiedy docierasz do pracy. Potem marzysz tylko o tym żeby pójść do toalety, usiąść, oprzeć się o ścianę i tak spać, ale nie robisz tego nie dlatego, że nie wypada, tylko dlatego, że nie masz siły ruszyć tyłka i iść do kibla. Nawet jak chce Ci się siusiu.

…kiedy wszystkie badania, które robisz wychodzą podejrzanie, wszystko trzeba dalej diagnozować, ale ostatecznie nic nie wychodzi, a wszyscy naokoło mówią, że wymyślasz sobie choroby. A Ciebie naprawdę wszystko boli, wszystko Ci drętwieje, kłuje i łupie. Bez przerwy.

…kiedy siadasz u dziecka w szatni i masz nadzieję, że będzie się przebierało całe wieki, bo to oznacza, że będziesz mogła tak sobie tutaj posiedzieć.

…kiedy wiesz, że powinnaś odpisać na maile, ale nie odpisujesz, oddzwonić, ale nie oddzwaniasz. Aż w końcu jest za późno i nie ma już po co pisać ani dzwonić.

…kiedy nikogo nie zapraszasz do domu, bo to by oznaczało sprzątanie i robienie jedzenia, a to już wysiłek grubo ponad twoje siły. Zabawianie gości tym bardziej.

…kiedy jedyne o czym marzysz, to spać, spać i jeszcze raz spać

…kiedy jest już styczeń, a Ty nadal jeździsz na letnich oponach, bo umawianie wizyty, dojazd i czekanie na wymianę, to procedura ponad twoje możliwości organizacyjne i energetyczne.

…kiedy nie bawisz się z dziećmi, bo nie masz pomysłu ani siły

…kiedy nie żartujesz i nie śmiejesz się

…kiedy unikasz rozmów z kimkolwiek, bo prowadzenie konwersacji zużywa zbyt dużo energii

…kiedy sama słyszysz, że gadasz bzdury, ale nic nie jesteś w stanie na to poradzić

…kiedy nie szczepisz kota, albo psa, bo jedyne co jesteś w stanie w miarę ogarnąć to kalendarz szczepień dzieci. I to też niekoniecznie.

…kiedy myli ci się kino syna z teatrem córki

…kiedy wszystko Cię wkurza

…kiedy masz wrażenie, że jesteś z innej planety i wcale tu nie pasujesz

…kiedy czujesz pustkę w emocjach, a myśli notorycznie walczą ze smołą w głowie

…kiedy masz wrażenie, że otaczający świat dusi Cię niczym folia plastikowa naciągnięta na głowę

…kiedy wstydzisz się tego, że nie pamiętasz imienia córki twojej najbliższej koleżanki

…kiedy nie pamiętasz tego co było wczoraj

…kiedy otwierasz komputer, gapisz się w ekran i nie wiesz po co

…kiedy menu w twoim domu ogranicza się do kanapek z szynką. W lepszy dzień z szynką i serem.

…kiedy od 3 dni w domu brakuje papieru toaletowego, a Ty nadal nie idziesz do sklepu

…kiedy wizyta w urzędzie staje się wspinaczką na Mount Everest

…kiedy nie wystawiasz faktur, nie odbierasz należnych Ci pieniędzy i nie składasz dokumentów o to co Ci się należy, chociaż pieniędzy ciągle brakuje

…kiedy chodzisz z wywalonym brzuchem i głową wysuniętą do przodu niczym neandertalczyk, bo używasz tylko tych mięśni, które są niezbędne do utrzymania pionu. Pozostałe puszczasz luzem żeby zaoszczędzić energię.

…kiedy widząc sąsiadkę którą lubisz, zamykasz szybko drzwi żeby Cię nie zauważyła, bo nie masz siły ani ochoty z nią gadać

…kiedy umawiając się z koleżanką na kawę z góry wiesz, że to spotkanie odwołasz, ale starasz się stworzyć pozory, więc odwołujesz dopiero dzień przed, albo w dniu spotkania

…kiedy ból brzucha córki zamiast empatii i współczucia wywołuje u Ciebie agresję. Nie masz siły się z tym mierzyć, więc chcesz nakazać jej brzuchowi żeby przestał boleć.

…kiedy odejście z pracy ulubionego nauczyciela Twojego dziecka wywołuje u Ciebie potoki łez bezsilności i rozczarowania. Wstydzisz się swojej reakcji, ale nie masz nad nią żadnej kontroli.

…kiedy najdrobniejsze przeciwności wywołują u Ciebie niekontrolowane reakcje złości, rozpaczy, albo agresji, a Ty przyglądasz się sobie z niedowierzaniem.

…kiedy jednego dnia jesteś absolutnie pewna, że podejmowana właśnie decyzja jest słuszna, a następnego Twoja intuicja zmienia zdanie i podpowiada Ci skrajnie odmienne rozwiązanie. Przestajesz jej ufać.

…kiedy obdarzasz niekontrolowanymi uczuciami osoby, których wcześniej byś nigdy nie brała pod uwagę.

…kiedy nie masz wcale ochoty na seks, albo masz ogromną ochotę na seks, który ma Ci zapewnić coś. Bezpieczeństwo, opiekę, miłość, poczucie istnienia, życia…

Depresja niestety doskonale zna metodę małych kroków. Opanowuje Twoje życie powoli acz skutecznie. Gotuje Cię jak żabę powoli doprowadzając wodę do wrzenia. Zastanów się czy jeśli byś gwałtownie wpadła, jak żaba do wrzątku, w życie takie jak powyżej, czy byś nie zaczęła gwałtownie szukać pomocy. Zastanów się nad tym, czy przypadkiem nie dotarłaś do tego miejsca nie wiadomo kiedy i jak, jakoś tak niepostrzeżenie, a jeśli tak, to pomoc jest Ci gwałtownie potrzebna.

Co robić?

Jeśli jesteś już w tym miejscu, to wiem, że wykonanie jakiegokolwiek ruchu jest niezwykle trudne. Dlatego podaję schemat, który ma szansę na sukces:

  1. Wyśpij się. Potraktuj to jako priorytet. Odpuść wszystko co możesz w weekend, poproś męża, babcię, koleżankę żeby zabrała dzieci i się wyśpij. Nie masz pojęcia jak bardzo Twoje samopoczucie się zmieni kiedy będziesz wyspana. Niestety człowiek w depresji jest jak stara bateria telefoniczna. Można spać cały weekend, a energii starczy Ci do dziewiątej rano w poniedziałek. Dlatego najważniejsze czynności wykonaj w poniedziałek rano.
  2. Zapisz się do lekarza! Wykonaj telefon w poniedziałek z samego rana, zanim wykorzystasz całą swoją energię.
  3. Powiedz tylu osobom ilu tylko możesz. Poproś o pomoc. Dwa lata temu kiedy czułam oddech depresji na karku, napisałam do całej mojej rodziny tworząc grupę na Messengerze. Napisałam dokładnie jak się czuję i że nie daję  sobie rady. Wszyscy ruszyli z pomocą. Poczułam się taka zaopiekowana i kochana. Wiem, że nie każdy może liczyć na swoją rodzinę, ale każdy ma kogoś. Tylko, że większość z nas wstydzi się okazać jakąkolwiek słabość, a tym bardziej prosić o pomoc. Olej to! Mów: „Nie mam siły”, „Źle się czuję”, „Pomóż mi”. Ci, których warto zachować w swoim życiu pomogą. Na tych którzy nie pomogą nie warto tracić energii.
  4. Idź na terapię. Potraktuj to jako priorytet. Szukaj dobrego terapeuty z takim samym uporem jak szukasz dobrego malarza, albo fryzjera. Nie każdy będzie ci odpowiadał, ale nie przestawaj szukać. W końcu znajdziesz, a jak już znajdziesz, nie odwołuj wizyty. Nigdy.
  5. Nie żałuj sobie żałoby. Depresja często jest efektem wypieranych i tłumionych emocji. Płacz, smuć się i pozwól sobie na rozpad. Dopiero kiedy się rozpadniesz, będziesz mogła poskładać się na nowo.
  6. Idź do psychiatry zanim pójdziesz do kardiologa, ginekologa, endokrynologa, neurologa, czy jakiegokolwiek innego „loga”. Czasem trzeba mieć siłę, żeby nabrać sił. I czasem jedynym sposobem są leki. Wiem, znasz mnie  jako ich zagorzałą przeciwniczkę, ale na przestrzeni lat spotkałam tak wiele osób z depresją, że zdaję sobie sprawę z tego, że czasem trzeba farmakologicznie przywrócić podstawowe funkcje życiowe zanim zacznie się robić cokolwiek innego. Są też sytuacje w życiu, których zmienić się nie da żadną terapią. Takie jak niepełnosprawność dziecka lub własna, strata najważniejszej osoby w życiu. Czasem żeby przejść żałobę i dojść do etapu akceptacji, trzeba sobie pomóc.
  7. Bądź dla siebie dobra. Nie katuj się dodatkowymi wyzwaniami. Rób tylko to co konieczne, a reszta poczeka aż wyzdrowiejesz. Teraz Ty jesteś priorytetem.
  8. Każdego dnia rób jeden krok w kierunku jasności. Tylko jeden mały kroczek. Taki na jaki Cię stać fizycznie i psychicznie. Posłuchaj książki. Depresjologia jest do wysłuchania na Storytel.pl i Audioteka.pl. Przeczytaj książkę Depresja i ciało Alexandra Lowena. Zapisz się na kurs, albo warsztat.
  9. Idź między ludzi. Zrób to wbrew sobie, ale idź. Wyjście z domu da Ci inną perspektywę na własny problem.
  10. Skontaktuj się z kimś, kto przez to już przechodził. Takie wsparcie prawie obcej osoby może okazać się bezcenne. Często z większą odwagą piszemy, czy opowiadamy o sobie ludziom, których mało znamy, którzy nie zaskoczą nas w pracy, czy u koleżanki na imieninach. Podaję kontakt do mnie. Jeśli masz ochotę pisz: kontakt@agatakomorowska.pl

W tym roku uchroniłam się przed nawrotem depresji. Dlatego teraz mogę tak się wymądrzać. Łatwiej zapobiegać niż mierzyć się z demonem w pełni jego sił. Żeby dojść do tego jak to zrobić musiałam praktykować kilka lat, ale w rym roku ogłaszam sukces. Oto kilka wskazówek:

  1. Zaakceptuj fakt, że okres jesienno zimowy sprzyja depresji. Akceptacja jest pierwszym krokiem do sukcesu. Akceptuję fakt, że mam w sobie „gen niedźwiedzia” i zimą potrzebuję mniej ruchu, za to więcej snu. Potrzebuję jeść słodycze, opatulić się szalem i swetrem. Już dawno doszłam do wniosku, że tak jak niedźwiedź powinnam zapadać w sen zimowy i budzić się dopiero wczesną wiosną, ale skoro nie mogę tego zrobić, to wyszarpuję z doby tyle snu ile się tylko da.
  2. Rozmawiaj z bliskimi o swoim samopoczuciu. Nie dalej niż wczoraj żaliłam się przez telefon mamie, że rano łzawią mi oczy, a przez resztę dnia szczypią i pieką. Że muszę spać co najmniej osiem godzin, a poranna ciemność mnie dobija. „Ale Ty zawsze tak miałaś” – skwitowała moja mama. No więc albo od zawsze miałam depresję, albo jestem typem zimonielubiącym i powinnam to nareszcie zaakceptować.
  3. Daj sobie czas na „jojczenie”, ale nie używaj depresji jako alibi żeby nic nie robić całą zimę. Nie rób dodatkowych planów, ale wywiązuj się z podstawowych obowiązków. W zaoszczędzonym czasie śpij.

Już w przyszłym miesiącu zapraszam na pierwszy z serii warsztatów „W poszukiwaniu szczęścia”. Przepracujesz wzór na wyjście z depresji, wymalujesz swoje życie na nowo i otrzymasz narzędzia, które ochronią cię przed nawrotami. Zidentyfikujesz i zmienisz wzory z przeszłości, które sprawiają, że kręcisz się w kółko. Przestaniesz być ofiarą i zaczniesz być Panią swojego życia. A wtedy szczęście jest nieuniknione:)

Photo by Sydney Sims on Unsplash
Czy to już DEPRESJA?
5 (100%) 5 votes

3 thoughts on “Czy to już DEPRESJA?

  1. Dobry artykuł Pani Agato, dziękuję ❤️
    Mimo pozytywnej odpowiedzi na wszystkie prawie pytanie, rozumiem więcej z tego co się ze mna dzieje i chyba wiem co robić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.