Boże ufam Ci…jeśli zrobisz co Ci każę

Kiedy piszę Bóg, każdy myśli Kościół Katolicki. Nie należę do żadnego kościoła. Nie lubię instytucji. Nie uważam, żeby cokolwiek dobrego zrobiło szeptanie moich sprośnych myśli obcemu facetowi w sutannie. Nawet jeśli siedzi w konfesjonale. Nie widzę powodu, żeby budować świątynie dla chwały proboszcza. Uważam, że piekło robimy sobie sami na ziemi, a niebo jest w zasięgu ręki każdego człowieka. Wystarczy przestać nienawidzieć i zacząć kochać.
– Co byś zrobiła gdybyś była Papieżem – spytał syn, gdy byliśmy w Rzymie.
– Sprzedałabym Watykan – odparłam bez namysłu.
Oboje parsknęliśmy śmiechem.

Kiedy piszę, albo mówię Bóg, myślę Miłość, Wielka Dusza, Ktoś kto kieruje naszymi losami najlepiej dla nas samych, bo ma wiedzę i mądrość całego Wszechświata, a nie tylko maleńkiego wycinka jakim jest moje życie. Takie zrozumienie Boga zajęło mi wiele lat. Zrozumienie, że Bóg nie jest Dżinem, który spełnia nasze żądania gdy odpowiednio potrzemy starą lampę, albo dotkniemy krzyża w odpowiednim miejscu. Kiedy urodziłam syna z zespołem Downa błagałam, by Bóg zabrał mu ten cholerny chromosom. Nie zabrał, więc się obraziłam. No przecież tak grzecznie prosiłam, tyle w zamian obiecałam, tyle dobra byłam gotowa w zapłacie uczynić. A ON nic. Nie ruszył nawet palcem. Żądałam przecież czegoś innego! Żądałam zdrowego dziecka, a jak przez boskie przeoczenie nie urodził się zdrowy, to dałam MU drugą szansę żądając by mi dzieciaka uzdrowił. Zapomniałam, że przez lata poprzedzające narodziny mojego syna, błagałam również Boga by COŚ w moim życiu zmienił, bo ja już nie umiałam. Byłam nieszczęśliwa, uwięziona w moim życiu i nie umiałam się z tego więzienia wydostać. Nie byłam pewna co ten Najwyższy wykombinuje, ale zaufałam, że będzie to coś miłego, ewentualnie trochę niemiłego, co wzruszy moim życiem, ale da się łatwo naprawić. No nie wiem, może jakieś zawirowanie w pracy, żebym mniej pracowała. Jednak ON miał inny plan. Uszczęśliwił mnie popsutym dzieciakiem. Ale byłam wściekła! Jeśli to był jakiś żart, to naprawdę kiepski! Dlatego przestałam się do NIEGO odzywać.

Żyłam sobie w tej mojej złości przez sześć lat, ale ON czuwał. Zesłał mi z Nieba Depresję i wsadził do szpitala. Przecież już nie prosiłam o pomoc! Jak można takiemu Bogu zaufać?! No jak?! To tak jak byś raz prosiła sąsiada o zawieszenie obrazka na ścianie, a ten cham zaczął konsekwentnie demolować Twój dom, aż w końcu obrócił go w ruinę. Musiałam ruiny mojego domu zrównać z ziemią i zacząć budować od fundamentów. I wtedy stała się rzecz dziwna. Ten nowy dom nie przypominał w niczym tego starego. Nie chciałam odbudować tego co mi boski sąsiad zdemolował. Zapragnęłam zbudować coś zupełnie innego. Znalazłam Boga w moim synu. Tym z zespołem Downa. Ten mały Budda uczy mnie miłości zupełnie na nowo. Dostałam dokładnie to, o co Boga prosiłam, choć opakowanie mocno mnie zdziwiło. Sprzedałam Watykan i zbudowałam sobie zagrodę z czwórką dzieci.

Zaczęłam dostrzegać Boga we wszystkim co się wydarzyło w moim życiu. Zrozumiałam, że wszystko co mi zrobił nie zrobił mnie, tylko dla mnie. Ucieszyłam się i szybciutko wysłałam nowe żądanie: Chcę mieć pełną rodzinę! Spełnił błyskawicznie i wypełnił mi rodzinę dziećmi. Przysłał Michała (Anioła) na stałe, a wiele innych dzieci  zaczęło pojawiać się wokół mnie. No i jak MU zaufać? Ja przecież do niego po ludzku gadałam, że chcę fajnego męża i rodzinę, taką ciepłą i calutką. Zaraz, nie, zapomniałam wspomnieć o mężu, powiedziałam tylko PEŁNĄ. Sądziłam, że się domyśli o co chodzi, a ON znowu zamiast dać mi to czego żądałam, dał to, co uważał. I był to kolejny najpiękniejszy prezent w moim życiu. Taki, którego mój mały móżdżek nie byłby w stanie nawet wydumać.

Bo my wiemy tak niewiele Kochani. Wydaje nam się, że znamy idealne rozwiązanie naszych problemów i takich właśnie rozwiązań żądamy. A jak dostajemy inną zabawkę, to strzelamy focha, wypinamy się na Boga i chodzimy ze zbolałą miną. Zaufać Bogu, to ufać, że to co się nam przydarza jest dla nas najlepsze bez względu na to, jak bardzo nam się nie podoba. Kiedy zrozumiesz, że to co się dzieje, bez względu na to jak bardzo Ci się nie podoba, jest najlepszą odpowiedzią na Twoje potrzeby, to zaczniesz z optymizmem i nadzieją patrzeć w jutro. Zaczniesz szukać tego głębszego sensu, zaczniesz go dostrzegać w tym co było kiedyś i w tym co jest teraz. Przestaniesz martwić się o jutro, bo już wiesz, że bez względu na to co się stanie i jak bardzo będzie bolało, to w końcu obróci się w coś bardzo dobrego.

SZKOLENIA

Boże ufam Ci…jeśli zrobisz co Ci każę
5 (100%) 3 votes

2 thoughts on “Boże ufam Ci…jeśli zrobisz co Ci każę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.