Krystian Bóg zachód słońca

Gdzie do diabła szukać Boga?

„Na rozstaju dróg stoi dobry Bóg, on wskaże ci drogę” – śpiewa Feel, a ja nucę pod nosem kierując autem.
– A co to jest Bóg? – pyta Ada z tylnego siedzenia.
– To wielka, ogromna miłość. To największe dobro. Dzięki niemu tu jesteśmy i my i wszystko naokoło.

– A gdzie on mieszka?
– W tobie, we mnie, w tacie, w Aleksie i Krysku, w każdym człowieku, w słońcu i wietrze. Wszędzie.
– To dlaczego go nie widzę?
– Bo jest jak powietrze. Powietrza też nie widać.
– A można go dotknąć?
– Nie, ale on dotyka Ciebie. Jak czujesz się taka bardzo szczęśliwa, czujesz wielką miłość, to wtedy Bóg Ciebie dotyka.
– A co to jest Duch?
– Duch to intuicja. Podpowiada Ci co jest dobre. Kiedy chcesz narozrabiać, a taki mały głosik mówi Ci żeby tego nie robić, to jest Duch.
– A duchy?
– Duchy i duszki są w bajkach.
– A co to jest piekło?
– Piekło robimy sobie sami. Jak nie słuchamy Ducha, ani Boga, jak nie jesteśmy dla siebie dobrzy. Jest nam wtedy bardzo, bardzo źle. To jest piekło.

No bo kim na litość boską jest Bóg? I gdzie do diabła go szukać? Jakoś ostatnio spotykam ludzi, którzy rozmawiają ze mną o Bogu. Jedni chcą zaciągnąć do Kościoła, inni po prostu opowiadają o swoim doświadczaniu Boga. A dla mnie Bóg to ja i ty, on i ona i oni wszyscy. Każdy z nas został stworzony na podobieństwo Boga. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25,40). Na próżno szukać Boga w Kościele, Fatimie, czy Lourdes. Jeśli pójdziesz tam nie niosąc Boga w sercu, nie znajdziesz go w żadnym z tych miejsc. Kościół to instytucja, taka sama jak Urząd Skarbowy, czy ZUS. Powstała wieki temu, była zmieniana i modyfikowana zależnie od panujących zwyczajów, układów politycznych i społecznych. Składa się z ludzi, którym daje władzę nad innymi ludźmi. W imię Boga rozgrzesza lub potępia, wszczyna wojny i niesie pokój. Uczy lęku przed silnym, wszechmogącym Bogiem. Gloryfikuje umartwianie się za życia, obiecując niebo po śmierci. Jeśli więc dopiero po śmierci mamy być szczęśliwi, to dlaczego wszyscy, tak kurczowo trzymają się życia? Dlaczego w obliczu zagrożenia tak rozpaczliwie o nie walczymy? Jeśli dopiero po drugiej stronie czeka na nas Bóg, to dlaczego po prostu nie odejść? Dlaczego żaden wierzący otrzymując diagnozę śmiertelnej choroby nie wykrzykuje z entuzjazmem “Nareszcie! Na to czekałem całe życie!”.

Dlaczego Ci co deklarują największą wiarę w Boga mają posępne twarze i smutne oczy? Dlaczego katecheci i katechetki, których spotkałam w szkołach i poza nimi to jedni z najsmutniejszych, najbardziej odpychających i niechętnych dzieciom ludzi? Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale na swojej drodze spotkałam tylko jednego prawdziwego katechetę, który uczył mnie w szkole średniej, w Kanadzie, ale on był świeckim nauczycielem religii. Miał rodzinę i dzieci. Szanował każde zdanie, każdy pogląd każdego młodego człowieka. Czy ci, którzy okrzykują się przedstawicielami Boga nie powinni być sami wzorem cnót, które głoszą? Po co władza, bogactwo i potęga? Po co straszyć ludzi piekłem? Człowiekiem zastraszonym łatwiej się manipuluje, łatwiej rządzi. Ludzie zastraszeni są jak stado owiec, które można wysłać na śmierć w imię Boga, czy Allaha .

Kiedy Krystian urodził się z zespołem Downa, zwróciłam się do Boga jak każdy Katolik w takiej sytuacji. Powtarzałam litanie, koronki i inne modlitwy. Błagałam o to, by Krystian okazał się normalnym chłopcem. Dwa dni po wyjściu ze szpitala pojechaliśmy do Częstochowy. Obolała po cesarce, przeszłam na kolanach całą trasę za świętym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Przeprowadzałam różnego rodzaju negocjacje z Bogiem. “Nigdy już nie kupię sobie drogich kremów, oddam na biednych”, albo “Zostanę honorowym dawcą krwi”. Bóg jednak był nieugięty. Za nic na świecie nie chciał zabrać Krystianowi tego jednego, jedynego przeklętego chromosomu, a to przecież pestka dla Boga. Zgodnie z treścią modlitw, „On nigdy nie odmawia proszącym”, a ja tak bardzo prosiłam, błagałam, wierzyłam… Kto jednak do cholery napisał te modlitwy? Kto u licha ma taką pewność, że Bóg nikomu nie odmawia? Poszłam do kościoła, szukałam pocieszenia u księży, spowiadałam się, wyłuskiwałam najdrobniejsze nawet przewinienia i otrzymywałam rozgrzeszenie. Podczas każdej spowiedzi mówiłam o moim chorym dziecku. Usłyszałam wiele porad, typu “Kochaj go i tak”, ale ja go kochałam! “Wierz w to, że będzie zdrowy”, ale ja wierzyłam i to był cały problem. Nikt mi nie powiedział „Kochana, nie obawiaj się. Bez względu na to co się stanie, jakie twoje dziecko będzie, dasz radę. Uwierz w siebie, uwierz w to dziecko, nie próbuj go zmieniać, bo on przyszedł do ciebie z jakiegoś powodu. I kiedy przestaniesz z tym walczyć, będziesz szczęśliwa, bez względu na to czy twój syn ma 46, czy 47 chromosomów. Twoim zadaniem nie jest go naprawiać, a wspierać w tym, by mógł istnieć i być najlepszym i najszczęśliwszym Krystianem pod słońcem. Do tego potrzebna jest tylko akceptacja, bezwarunkowa miłość i wiara, ale nie w zmianę, tylko w słuszność tego co jest.”

Co niedzielę chodziłam do kościoła. Patrzyłam na dziesiątki ludzi stojących obok mnie. Wystrojonych, obojętnych, z nieobecnym spojrzeniem. Od czasu do czasu, jakaś pani strofowała mnie żeby uciszyć dziecko… Obserwowałam twarze wiernych i zastanawiałam się o czym teraz myślą. Mechanicznie poruszali ustami, mamrotali pod nosem smętne pieśni, ale ich dusze, serca i umysły były gdzieś indziej. O, ta pani obok, pewnie myśli o tym co ugotować na obiad. Tamten pan ma chyba jakiś problem w pracy… I tak dalej… A w międzyczasie tylko mechaniczne ruchy ręki na znak krzyża i ćwiczenia klęknij-powstań. Z otępienia wyrywa ludzi komunia. Wtedy można zobaczyć, czy sąsiadka nagrzeszyła. A ten sąsiad, co każdy przecież wie co robi w sobotnie wieczory, jednak idzie do komunii. A to kłamczuszek jeden. Ten to będzie się smażył w piekle… W tym czasie następuje cicha zmiana miejsc. Mniej cierpliwi nie wracają do ławek, stają w dołkach startowych z tyłu kościoła. Błogosławieństwo na koniec mszy, to sygnał do startu. I wtedy, nie ma przebacz, kto pierwszy dostanie się do auta, ten ma szansę wyjechać bez stania w korku. Jeśli nie zdążysz, stoisz. Wszyscy na siebie trąbią, pokrzykują, przeklinają… Boże, czy Ty to widzisz? Czy ci ludzie właśnie opuścili Twój dom, po godzinnym przyjęciu na Twoją cześć, po wysłuchaniu Twoich nauk o miłości bliźniego, przebaczaniu, pomocy…

Przestałam chodzić do kościoła. Przestałam klepać bezmyślnie różaniec, bo przez ile zdrowasiek można się tak uczciwie skupić na modlitwie? Przy której nasze myśli zaczynają podążać w stronę garów, prania i dzieci…

Boga odnalazłam bliżej niż mi się zdawało. Widzę go we wschodach i zachodach słońca, kroplach rosy, kwiatach, chmurach, a przede wszystkim w ludziach, których spotykam na swojej drodze. W Tobie Siostro, z którą obchodzę urodziny, w Tobie Przyjaciółko z którą nie muszę nawet rozmawiać, żeby wiedzieć co czujesz, w Tobie i w Tobie i w Tobie. Spotkałam go nawet wczoraj w moim domu. Moje życie jest moją modlitwą. Nie muszę chodzić do kościoła, bo odnalazłam Boga w sobie. Nie jest to Bóg ani katolicki, ani arabski, ani hinduski, ani żaden inny. Czym zatem jest wiara w Boga? To akceptacja życia takiego jakim jest. To co się dzieje w naszym życiu jest ani dobre, ani złe. To zwyczajnie JEST. Od Ciebie zależy jaką barwę temu nadasz. Czy będziesz widzieć wszystko w czerni, czy w kolorach tęczy. Dlaczego ludzie w jednym mieście, w jednym bloku, w jednym pomieszczeniu, w jednej rodzinie postrzegają te same zdarzenia w tak odmienny sposób? Rozmawialiście z rodzicami dzieci poważnie chorych, z ludźmi chorymi na raka? To często jedni z najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Choroba sprawiła, że wyszli z obranych wcześniej torów, musieli poznać siebie i dotknąć innych ludzi. Dopiero chorując zaczęli naprawdę żyć..

Bóg to ja, ty i ten facet pod budką z piwem. Wierząc w siebie, wierzę w Boga, kochając siebie, kocham Boga, akceptując siebie, akceptuję Boga. Dotykając innych, dotykam Boga. Krzywdząc innych, krzywdzę Boga. Żyjąc zgodnie z moim sumieniem, żyję zgodnie z wolą Boga. I już niczego nie muszę się bać, bo niebo jest tutaj, nie muszę na nie zasługiwać. A piekło? Piekło tworzymy sobie sami z naszych lęków, uprzedzeń, „nie mogę” i „muszę”. 

I jeśli komuś się zdaje, że właśnie okrzyknęłam się Bogiem, że cały ten tekst to jedno wielkie bluźnierstwo, to nie zrozumiał ani jednego słowa. Dzisiaj mam dla Boga więcej uwielbienia i więcej pokory niż kiedykolwiek wcześniej. I wiem, że na rozstaju dróg zawsze wskaże mi właściwą drogę. Po prostu posłucham mojej intuicji.

„Jeśli jesteś prosty, kochający, otwarty, dostępny wytwarzasz wokół siebie raj. Gdy jesteś zamknięty, wiecznie się bronisz, ciągle boisz się, że ktoś pozna twoje myśli, twoje marzenia, twoje perwersje – to jakbyś żył w piekle. Piekło jest w tobie – niebo również. Nie są one miejscami geograficznymi, lecz przestrzenią duchową” – OSHO

„There is no need for temples, no need for complicated philosophies. My brain and my heart are my temples; my philosophy is kindness.” – DALAI LAMA

„Nie trzeba wierzyć w Boga, żeby być dobrym człowiekiem. Nie trzeba w niego wierzyć tak, jak powszechnie rozumiemy jego postać. Człowiek może być uduchowiony, ale nie religijny. Nie musisz chodzić do kościoła i dawać pieniędzy. Dla wielu ludzi kościołem może być nawet natura. Wielu wspaniałych ludzi w historii ludzkości nie wierzyło w Boga. A inni czynili zło w Jego imię.” – PAPIEŻ FRANCISZEK

 

Gdzie do diabła szukać Boga?
4.5 (89.75%) 80 votes

42 thoughts on “Gdzie do diabła szukać Boga?

  1. Przyjemnym był spacer z Pani przemyśleniami.
    Czepię się jednego. :”Przestałam chodzić do kościoła. Przestałam klepać bezmyślnie różaniec, bo przez ile zdrowasiek można się tak uczciwie skupić na modlitwie? Przy której nasze myśli zaczynają podążać w stronę garów, prania i dzieci…”
    A jeśli ja uwierzę w Pani słowa, nie odmówię jednego różańca, bezmyślnie może ale jednak i jeśli przez ten , mnie brak, runie na kogoś dom, upadnie drzewo. Ktoś na pasach kogoś przejedzie.
    Może nie doczytałam nie odszukałam ale czy w Pani słowach jest możliwość, że nawet jedna „głupia ” modlitwa zmienia świat, tyle ,że tam gdzie świat tego najbardziej potrzebuje a nie tam gdzie nam się wydaje za potrzebne.
    Nie umiem się modlić. Robię to byle jak , czasem bezmyślnie, czasem bezrozumnie ale zawsze skutecznie. Dlaczego uważam ,że skutecznie?-Dlatego ,że wierzę ale chociaż czasem bym chciała widzieć efekt, wierzę,że moje cegiełki Bóg układa by wszyscy cieszyć się mogli . Nie tylko wybrani.

  2. Ja tam Bogów widzę w siłach przyrody.
    Reprezentują się w formie Słońca, w życiu i przemijaniu, w *istnieniu* Wszechświata itd. Popatrz na Słońce a zobaczysz reprezentację jednego z bóstw zwanego dawniej w Polsce Swarogiem (nie samo bóstwo, ale jego reprezentację – to ważne).
    Jest też bóstwo przewodnie zwane przeze mnie Jesza.
    Jestem Poganinem.
    Natomiast nie widzę Boga w sobie ani w tobie ani w twoim dziecku z jednym chromosomem więcej.
    Moim zdaniem uważanie siebie za Boga to pycha i głupota płynąca z New Age, pomieszania prawdziwej pogańskiej wiary z nowoczesnym poplątaniem i domieszkami okultu.
    Należy odróżniać ludzi od bóstw.
    Ludzie są nieporównywalnie bardziej ułomni.
    Co do tych chodzących do kościoła to są to ludzie zwiedzeni przez wszędobylskie chochliki robiące sobie z nich jaja. Muszą mieć niezły ubaw patrząc na ludzi udających spożywanie ciała i picie krwi.
    No ale kilkanaście przysiadów w godzinę dla starej baby czy dziada to samo zdrowie.

    1. A ja widzę Boga nawet w Tobie drogi Poganinie:) Bo dla mnie każdy człowiek, każde istnienie, jak ładnie napisałeś, jest przejawem boskości:)

  3. ,,Co niedzielę chodziłam do kościoła, patrzyłam na dziesiątki ludzi stojących obok mnie,,…. Patrząc na ludzi odkryłaś to co dawno odkryte, że ludzie są niedoskonali. W kościele spotkasz starszą panią co przyszła głośno pośpiewać bo lubi, młodego chłopaka bo Mama kazała, starszego pana bo taka tradycja, młodą dziewczynę bo jest sama i liczy że w kościele spotka rozmodloną miłość swojego życia, ale też innych bo mają potrzebę modlitwy, o coś proszą, za coś dziękują. Tacy niestety jesteśmy. Modliłaś się o to, żeby Bóg spełnił twoje największe pragnienie, piękne pragnienie, zdrowia dla dziecka. Czy Krystian potrzebuje uzdrowienia? Gdyby był uzdrowiony byłby szczęśliwszy? Takie pytania można sobie zadawać, ale nie ma to sensu poza dobijaniem się każdego dnia. Myślę że wszyscy potrzebujemy uzdrowienia, ale takiego byśmy po śmierci trafili tam gdzie będziemy razem, szczęśliwi na zawsze. Życzę Tobie Nieba, dzięki Krystianowi odnalazłaś Miłość która doprowadziła Cię do Boga, a to dopiero początek drogi. Las da ci dużo ale nie Boga Żywego, który jest w Komunii właśnie w kościele.

  4. Trafiłam tutaj przypadkiem, szukam Boga po dość mocnym buncie przeciw Niemu. Pomaga mi bardzo słuchanie o. Adama Szustaka. Zna Pani? Jak On mówi o Bogu….

  5. Pieknie pani pisze, lepiej bym tego nie ujela z ta różnicą ze ja juz wogole nie wierze w boga. Bog to nasze pobozne zyczenia. Chcemy wierzyc w cos czy w kogos kto nad nami czuwa kto się nami opiekuje ale to sa tylko i wylacznie nasze pobozne zyczenia.Samo zycie.Najwazniejsze to to zeby zaakceptowac to co sie stalo i przynajmniej starac się żyć normalnie.Tez mam synka z zespolem.Pozdrawiam.
    Stojaca twardo na ziemi nie zyjaca mzonkami

  6. Agato dzieki za ten wpis moj synek z ZD w kwietniu skonczyl 3 lata walcze o niego kazdego dnia moim celem jest jego samodzielnosc czesto jest ciezko dopada mnie zniechecenie i poczucie beznadziejnosci ale to mija bo kocham synka nad zycie tak samo jak jegi 2 starsze siostry Zgadzam sie z toba co do zachowan ludzi w kosciele czesto tak jest ale ja czesto spotykam tam tez szczesliwych usmiechnietych ludzi ktorzy okazuja wiele sympatii mojemu stnkowi ktory nie zachowuje sie jak aniolek ale jest w tym taki uroczy Tez przechodzilam przez etap goractch modlitw o uzdtrowienie synka juz w ciazy o ZD wiedzialam od 12 tygodnia ale powoli dochodze do prawdy ze nie tedy droga i fakt jestem spokojniejsza. Cos jest tez w tym ze Bog wybiera nas na matki takich dzieci ja czekajac na badanie amniopunkcje poznalam inne dziewczyny w mojej sytuacji wszystkie deklarowaly ze usuna ciaze jesli potwierdzi sie ZD ja nie dla mnie najwazniejsze bylo aby maly zyl (wczesniej stracilam juz 2 dzieci i nie moglam im pomoc) ich dzieci okazaly sie zdrowe moj synek nie. Mysle ze Bog prztgotowuje nas na to co ma nastapic ja planujac ciaze gruntownie sie przebadalam wszystko bylo ok a jednak w jakims momencie przemknela mi myssl jesli moje dziecko bedzie mialo ZD skad ta mysl? W tym samtm czasie poznalam nastoletniego chlopca z ZD po co? Abym mogla oswoic sie z jego innoscia i latwiej zaakceptowac mojego synka. Wreszcie w ciazy stan mojegi synka byl beznadziejny lekarze nie dawali mu szans na dozycie do porodu wiec paradoksalnie bylo mi latwiej zaakceptowac jego niepelnosptawnosc bo modlilam sie o jego zycie dla mnie bezcenne i maly urodzil sie fizycznie zdrowy bez wad towarzyszacych a lekarze nie mogli wyjsc z podziwu to moje doswiadczenia pozwalajace mi przypuszczac ze Bog ma dla nas plan, to ze trafilam na Twojego bloga jest jego czescia bo jestes silna kobieta i batrdzo wartosciowym czlowiekiem
    Pozdrawiam
    Arleta

  7. Jakąś godzinkę temu trafiłam na Pani bloga, przypadkiem i … jestem oczarowana. No po prostu świetnie pani pisze.

    Powyższy tekst o Bogu … w połowie się z nim zgadzam, w połowie jednak nie. Jestem bardzo religijną katoliczką, kocham i wielbię Boga w Trójcy Jedynego i … kocham też bardzo nasz święty, powszechny i apostolski Kościół, który naucza, że wprawdzie Bóg to nie ja i moi bliźni (jak Pani uważa), ale Bóg jest we mnie i w moich bliźnich. To jednak różnica.

    Też mam problem z katolikami co to chcieliby innych w łyżce wody utopić.
    Niektórzy mają serca zatwardziałe, to fakt. Warto się modlić o ich nawrócenie, oni tego bardzo potrzebują.

    Co do Pani pytań i poszukiwań Boga – myślę, że dobrze odnalazłaby się Pani na forum wielodzietni.org. To przebogate forum na którym jest wszystko 🙂 Są porady kulinarne, religijne, małżeńskie, wychowawcze, zdrowotne, informatyczne i wiele innych.
    Piszą tam wielodzietni, głównie katoliccy (ale nie tylko) i bardzo wierzący ludzie. Wielu, wielu z nich ma niepełnosprawne dzieci. Tworzą społeczność, która sobie wzajemnie pomaga.
    Uwaga: nie wszyscy są idealni, to tylko ludzie z ich błędami i zranieniami. Czasem bywa ostro.

    Sadzę, że znalazłaby Pani odpowiedzi na nurtujące Ją pytania, bo o Bogu rozmawia się tam wyjątkowo często i gorąco.

    Pozdrawiam serdecznie i … zabieram się za dalsze czytanie Pani bloga 🙂

  8. Jeżeli taki sposób myślenia o istocie Boga daje Pani spokój ducha, to nie zamierzam przekonywać, że jest Pani w błędzie. Nie jest Pani oryginalna w swoim rozumowaniu, bo tak myśli co drugi licealista szukający w świecie dobra. Proszę się jednak zastanowić czy Pani tekst emanuje tylko miłością? Ile tu jadu. Jak łatwo Pani przyszło ocenić tych wszystkich tępych „katoli”. Czemu tak? Co Pani wie o tych ludziach? Co Pani wie o ich życiowych troskach i kłopotach, o ich sumieniach i wierze? To przykre, że spotkała Pani w życiu tylko jednego katolika zasługującego na Pani szacunek. A może było ich więcej, tylko Pani tego nie była w stanie dostrzec? Pewnie Pani nie przekonam, ale własne sumienie potrafi człowieka niekiedy haniebnie oszukać. A co, jeżeli piekło jest nie tylko tu na ziemi? Co wtedy powie Pani tym, których tak żarliwie zapewniała że go nie ma?

    1. Drogi Panie Andrzeju,
      W moim tekście nie ma ani jednego obraźliwego słowa pod adresem katolików. Zdumiewa mnie, że w Pana komentarzu jest fraza „tępi katole”. Trochę mi wstyd za Pana.
      Mimo to szanuję i pozdrawiam

      1. Pani Agato,
        Niepotrzebnie zacząłem tę rozmowę. Ja Pani nie przekonam – to pewne. Pozwolę sobie jedynie na małą uwagę: aby kogoś obrazić nie koniecznie trzeba używać słów „powszechnie uznanych za obraźliwe”. Pani to właśnie uczyniła poprzez swój epicki, generalizujący opis katechetów czy zachowań wiernych w kościele. No cóż, Pani tak to widzi, ma Pani takie doświadczenia. Przykro mi z tego powodu. Nie musi się Pani jednak za mnie wstydzić – zwykle robię to sam. Tym razem jednak nie widzę powodu. Miałbym tylko taką nieśmiałą sugestię: gdyby zechciała Pani w swych kolejnych felietonach odejść trochę od retoryki: Bóg w kościele – be, Bóg w lesie – cacy. Czytają Panią z pewnością młodzi ludzie, bardzo podatni na takie uproszczone pojmowanie transcendencji. Może im Pani nieświadomie zamieszać w głowach. Dobrze to, czy źle? Tego się prędko nie dowiemy. Ja uważam że źle. To tyle. … Bez odbioru.
        Pozdrawiam,
        Andrzej

  9. To co napisałaś to właśnie chrześcijaństwo.
    Niestety my zniszczeni przez naszą cywilizację i od dziecka straszeni hierarchicznym Kościołem nie potrafimy widzieć w Piśmie Świętym prawdy.
    To wszystko co piszesz jest w Piśmie Świętym. Znasz Boga ale nie zamykaj się na Kościół. Są takie miejsca w Kościele gdzie ludzie myślą tak samo jak ty. Szukaj. Pomoc braci z którymi masz jednego Ducha jest nieoceniona i nie do opisania. A są takie miejsca w Kościele gdzie ludzie potrafią widzieć Boga w taki sam zdrowy sposób jak ty. Pozdrawiam.

  10. ” Kiedy Krystian urodził się z zespołem Downa, zwróciłam się do Boga jak każdy Katolik w takiej sytuacji. Powtarzałam litanie, koronki i inne modlitwy. Błagałam o to, by Krystian okazał się normalnym chłopcem. Dwa dni po wyjściu ze szpitala pojechaliśmy do Częstochowy. Obolała po cesarce, przeszłam na kolanach całą trasę za świętym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Przeprowadzałam różnego rodzaju negocjacje z Bogiem. “Nigdy już nie kupię sobie drogich kremów, oddam na biednych”, albo “Zostanę honorowym dawcą krwi”. Bóg jednak był nieugięty….”

    proponuję posłuchać tego, może to pomoże:

    https://www.youtube.com/watch?v=myJ2fnqabR4

  11. hmm… znalazłam tego bloga jako link od osoby, która w czasach szkolnych zrobiła mi piekło na ziemi 🙂 Boga nie ma. To tylko twór dla osób, które MUSZĄ w coś wierzyć bo nie znajdują w samych sobie siły na spotkanie z rzeczywistością.

  12. „Czym zatem jest wiara w Boga? To akceptacja życia takiego jakim jest. ” To jest takie proste, a jednocześnie takie trudne do zaakceptowania i przełożenia na codzienne życie.
    Chciałabym, żeby kiedyś Kościół katolicki zmienił swoją formułę. Żeby msza była okazją do spotkania z Bogiem, wysłuchania mądrego kazania, radosnego śpiewania, które większość się wstydzi, a nie klepania formułek, przy okazji myśląc co by tu na obiad zrobić. Niestety mieszkam w małym mieście, gdzie kazania często nawiązują do polityki, czego strasznie nie lubię. Wtedy naprawdę wolę ten czas poświęcić na myślenie o czymkolwiek innym.
    Dziękuje za bloga i za ten tekst. Każdego dnia czytam kolejny tekst i ciągle chcę więcej. Pozdrawiam 🙂

  13. Jeśli będąc w kościele zamiast rozmawiać z Bogiem obserwowała pani i oceniała innych ludzi, nic dziwnego, że nie znalazła pani Boga. Wybrała pani tę drugą opcję: do diabła. „Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony». (Łk 18, 9-14)

  14. Jestem wierząca…na Pani blog trafilam niedawno ale szybko nadrabiam….to co Pani pisze jest calkowita prawda…jakze i,aczej wygladalby swiat gdyby Ci wszyscy ludzie chodzący razem ze mna do kościoła spojrzeli na drugiego człowieka z szacunkiem i miloscia….raj na ziemi….Jest Pani Cudowna!!!!

  15. Pani Agato pieknie Pani ujela swoja droge poznania I zblizenia sie do Boga on nam daje tylko tyle ile mozemy udzwignac i wie ktora z nas moze byc matka takich wyjatkowych dzieci . Kazdy z nas w zyciu ma ta szanse poznania Boga nie kazdy z nas z niej korzysta , tak Bog jest z nami w kazdej chwili I kazdym momencie I wszyscy jestesmy kochanymi dziecmi bozymi I nie budynek tworzy dom bozy tylko ludzie kochajacy I rozmawiajacy o bogu tworza kosciol. Wszyscy jestesmy niedoskonali dlatego Bog poswiecil swego syna na krzyzu by odkupil grzechy nasze I kto w to uwierzy bedzie zbawiony.

  16. Chodzę do Kościoła i tak myślę o obiedzie i problemach w pracy. I idę przyjąć Ciało Jezusa do mojego bo nie jestem idealna ale taka chcę być – jak On kochać i widzieć Jego odbicie w kazdym napotkanym człowieku. Trochę niespójne to ze nie Widzi Pani Boga w ludziach w Kosciele bo skoro On jest wszędzie to w „kłamczuszku” też. Każdy ma swoją drogę do Niego. Pozdrawiam.

  17. a mi jednak Kościół – nie, jako urząd, a raczej jako wspólnota ludzi (grzesznych i niezwykle różnych, czasem smutnych mimo wiary, z problemami, życiowymi tragediami, ale i radościami i siłą) bardzo jest potrzebny. Nigdy bardziej nie poczułam Boga i jego miłości niż na jednej z dróg krzyżowych odprawianych w kościele. Dotknęłam go wtedy tak naprawdę i teraz wciąż poznaję. Poznaję po cudach, które dzieją się dokoła, po świadectwach ludzi, po skomplikowanym świecie (który nie może być dziełem przypadku)…

  18. Myślę, ze coraz więcej ludzi właśnie w taki sposób pojmuje Boga.. Życzę odwagi w pisaniu i radości z doświadczania życia ,

  19. Genialne w swej prostocie… A co najważniejsze – robię to samo!
    Nie potrafię tego tak ubrać w słowa, ale ja też przestałam uczęszczać do instytucji o nazwie Kościół. Mam przyjaciół, którzy są księżmi, fajnymi, „normalnymi”, na ich i moje szczęście nie próbują mnie „naprawiać”… żyję w zgodzie z moim sumieniem i czuje się coraz lepiej sama z sobą 🙂 Niedowiarkom polecam te filozofię, którą Pani przedstawiła, bo warto 😀

  20. Kiedyś na kazaniu w Kościele, jak byłam jeszcze bardzo młoda i daleko przed macierzyństwem, usłyszałam tekst, że tylko wyjątkowe matki zasługują na wyjątkowe czyli w jakiś sposób upośledzone dzieci. Bo Bóg wie, że tylko one są godne i poradzą sobie z tym wyjątkowym zadaniem. Myślę, że to jest to, czego żaden ksiądz nie powiedział Pani na spowiedzi, a do czego sama Pani doszła. Czasami mamy prawdę bezpośrednio przed oczami, tylko przez własne niedoskonałości (w tym pychę) trudno nam ją dostrzec. Bo kimże jesteśmy, żeby stawiać Bogu warunki, albo z nim negocjować?

  21. Dziękuję za ten tekst. Za to , że miałam możliwość dotrzeć tutaj i go przeczytać.
    Wiele mi to uświadomiło. Wiele zrozumiałam.
    Miałam podobne odczucia.. wielokrotnie wątpiłam..
    Liczy się to , co mamy w sercu.. nie to , co myślą inni.
    Pozdrawiam ciepło 😉

  22. Pieknie napisane, ale jest jedno ALE. Bog jest w Kosciele tylko trzeba go dostrzec. Nie w kościele intytucji ale w Kosciele wspólnocie (tylko nie samych niedzielnych katolikow). Dopiero w ludziach którzy rozkochali się w Bogu, w Jezusie Chrystusie można zobaczyć Radość zycia. Tacy ludzie chcą miec Królestwo Boże juz na ziemi, chcą żyć pełnią Jego Miłości i ciesza się z umierania. Nie namawiam bo wiem ze to odpycha, ale polecam kiedys wstapic na modlitwe uwielbienia jakiejś wspólnoty. Od tamtego momentu moje życie stalo sie zupelnie inne. To dopiero pozwolilo mi odkryc Boga w kosciele, na modlitwach gdzie mozna spiewac Bogu chwałę, gdzie Bog przemawia do nas, jest namacalny, gdzie uzdrawia, gdzie ludzie wstają z wozka inwalidzkiego 🙂 co prawda o uzdrowieniu z trisomii nie słyszałam, ale w moim odczuciu Krystian jest specjalnym darem od Boga. Czym byloby Twoje zycie gdyby nie on? Nigdy nie potrzebował uzdrowienia. Kluczem jest zaufanie Bogu tak jak ojcu, kiedy każe nam isc do dentysty dla naszego dobra. A my nie wierzymy ze to dla naszego dobra skoro to tak boli. Zaufanie, ze on z każdego zła wyciagnie dobro.

  23. Jego Imie brzmi YAHWEH(org.tlu. Bilbli z Hebrajskiego) uzyte 6000 razy oznaczajace: Swietosc Sprawiedliwosc, Jedynie Madry , Dobrotliwosc,Milosierdzie ,status Krolewski,,Pelnia,,Perfekcja, Modlac sie mozna uzywac imienia YAHWE- Rophe znaczy (Doskonaly Lekarz) dodajac w imieniu Jezusa Chrystusa. Jestem Chrzescijaninem ,Blogoslawie Blogowiczow imieniem YAHWEH

  24. Bóg to ja i ty i…mój ojciec, który pił całe moje dzieciństwo i gardził moją matką a dziś bez mojej miłości zgasłby jak znicz

  25. boże, jakbym czytała o sobie…
    Ja też jestem mamą chorego dziecka, ja też chciałam i nadal chcę je uzdrowić.
    Bo nie potrafię pogodzić się z porażką, bo szukam i nie znajduję, bo kołaczę i nikt mi nie otwiera, bo proszę i nikt mnie nie wysłuchuje.
    Bo nie ma mojej zgody na jej chorobę, nie ma …

  26. Pani Agato, Pani modlitwy zostały wysłuchane.
    Dzięki temu, czego Pani doświadcza, moim zdaniem, formuje Pani duszę… Stąd te piękne myśli o Bogu, o sensie istnienia człowieka. Bardzo optymistyczny tekst. Nie jednemu doda skrzydeł. Wielu z radością szeroko otworzy oczy ze zdziwienia – ach to tak??
    Gratuluję i pozdrawiam
    Teresa

  27. Jestem mama 6 miesiecznego synka ktory urodzil sie jako wyjatkowe dziecko,od tego czasu borykam sie z wieloma problemami i emocjami.Rowniez temat Wiary i Boga jest w przerabianiu.Tyle uczuc jakie przwchodze teraz nigdy nie doswiadczylam w Zyciu.Ciesze sie ze trafilam ja Pani bloga moze on bedzie wsparciem dla mnie.pozdrawiam

  28. Lepiej ująć tego nie można ? oburzą się jedynie ci, którzy wierzą nie wierząc-ci stojący z przodu świątyni, w pierwszych ławkach,a którzy po wyjściu z kościoła utopią człowieka w przysłowiowej szklance wody, którzy wyśmieją, zranią złym słowem itd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.