kobieta depresja rozpacz

Jak być suką, skoczyć w przepaść i się nie roztrzaskać

Jestem suką…bo czym innym może być ktoś, kto czuje to co ja teraz czuję? A jeśli to czuję, to  jestem zła, godna potępienia i zasługuję na chłostę! Bo przecież wszystko mam: dom, rodzinę, psa, pracę… Wszystko! Może w dupie mi się poprzewracało?! Może mi za dobrze i dlatego tak mną targa, tak telepie. Chce mi się wyć i śmiać z tego, że chce mi się wyć. No więc co ze mną nie tak? No bo musi być coś ze mną nie tak… Wszystko dla wszystkich robię, tylko że wszyscy są zadowoleni, a ja nie, a powinnam. Powinnam prawda?! Cholero jedna bądź zadowolona i przestań mi tu marudzić! A jak masz focha to idź kupić sobie coś ładnego, strzel sobie tatuażyk na tyłku, albo wypij drinka i wracaj na swoje miejsce…niewdzięczna suko!

Czujesz jak narasta, wzbiera, czai się. Już od jakiegoś czasu, od paru lat może nawet. Z początku się udawało. Wystarczyły stare triki: siłownia, pączek, Martini, nowa torebka. Albo zrobić dla kogoś coś dobrego i już wiem, że jestem dobra, godna uwielbienia. Dobrze mi z tym. Tylko, że teraz pędzę na noc zakupów, z wywieszonym językiem opróżniam karty kredytowe, objuczona wracam do domu, bo wiem, że on będzie wściekły. Ale nie szkodzi, mam cudną kieckę, piękne szpilki i nowe perfumy. Jutro się odpierdolę tak, że wszystkim szczęka opadnie i nikt nie zauważy, że w środku cała zalewam się łzami. No i był wściekły. Podły samiec! Co ja z nim jeszcze robię?! A tak, dzieci… Pół butelki Martini wchodzi gładko, gdy sprzątam porozrzucane zabawki i robię pranie. Jest mi już trochę lepiej, ale on nadal zły. Hm, na to też znajdę sposób… Bo wszyscy muszą być zadowoleni, w domu czysto i gładko, a zdjęcia na fb udowodnią światu jaka jestem szczęśliwa. Jeśli wszyscy uwierzą, może ja też…

Rano nie mogę wstać. Zasypiając miałam taką małą, nieśmiałą nadzieję, że się nie obudzę… Brutalna rzeczywistość jest jednak inna. Obudziłam się i wcale nie mam ochoty, ani na tę kieckę, ani na szpilki. Pewnie nigdy ich nie założę… Zakładam spodnie i stare szpilki i zaczynam całą zabawę od nowa. Śniadanko przyprawione gorzkim uśmiechem, praca… tak praca trzyma mnie przy życiu, bo tu jestem doceniana. Jestem dobra w tym co robię i to wiem. A potem jakieś deja vu z poprzedniego dnia, tylko bez zakupów…

Rozglądam się wokół i zastanawiam kto mnie uratuje. Nikt. Nie ma tu nikogo. Znaczy są, ale nic o mnie nie wiedzą. Rodzina? Nie, oni sami potrzebują ratunku. Koleżanka? Nie zrozumie. Mąż? Ha ha ha!
– Tak mąż!
– Nie bądź głupia, przecież on nawet nie wie, że coś mi nie pasuje.
– Dlaczego?
– No nie wiem…bo staram się, żeby nie widział.
– Dlaczego?
– Jezu, nie wiem! Bo co on sobie pomyśli?! Daj spokój. Wszystko cacy cacy, a teraz nagle mu wyskoczę, że mi źle. Powie, że mi odpierdoliło! I będzie miał rację…
– A skąd wiesz co powie?
– Znam go.
– Ale tak samo jak on zna Ciebie?
– A może jesteście parą nieszczęśliwych aktorów, którzy co rano zakładają maski, by ta druga osoba nie zobaczyła tego co prawdziwe, tego co brzydkie i niewygodne. I tak sobie żyjecie pseudoszczęśliwi w pseudoświecie, ale to tylko teatr. Bo widzisz, twój partner powinien być ci najbliższy, a my boimy się bliskości. Bliskość tak, ale tylko na bezpieczną odległość. Nie mówimy co nas boli, bo boimy się co on/ona sobie pomyśli. Stajemy się rozgoryczeni i zgorzkniali, bo z czasem winimy tę drugą stronę, że nie chce pomóc, że ignoruje, że niewrażliwa i zimna jak lód. Przez lata wytwarzamy sobie pancerzyk, który wygląda tak jak nam się wydaje, że ta druga osoba chce nas widzieć. On i ona robią to samo, a w środku w mękach gnije prawdziwy człowiek. Toczycie razem to wasze życie, dokładacie do niego zabawki i błyskotki, dolepiacie ładne wspomnienia z ładnych wycieczek…

Ale przychodzi czas, że pancerzyk robi się za mały. Zaczynamy się dusić, bo życie się zmienia, bo my się zmieniamy. Tylko wszystkim się zdaje, że życie nie powinno się zmieniać. Że jeśli na początku marzyliście o domu i w końcu go macie, to ty nie masz prawa zmienić zdania i chcieć mieszkać w lofcie. I jeśli kiedyś bardzo chciałaś mieć stabilną pracę od 9 do 17, to już nigdy nie będziesz miała prawa pierdyknąć tego w cholerę i zamarzyć o pracy w domu. Nie przyznajemy się do naszych zmieniających się potrzeb, bo boimy się tego jak ta druga osoba zareaguje. Nie pokazujemy naszych ran i słabości, nie przyznajemy do pragnień i fantazji, bo nie wypada, bo przecież on/ona znają nas na wylot, a takie objawienie może zostać odebrane jak jakaś zdrada. A czym jest zdrada? Czy zdradą jest pocałunek, niespełniona pokusa, miłość do drugiej osoby, zwierzęcy seks z sekretarką… Prawdziwą zdradą w związku jest pozostawienie kogoś samego, gdy ten woła o pomoc. Zdradą jest odwracanie się plecami, gdy słyszysz, że ona szlocha. I komu powinniśmy być tak naprawdę wierni? Czy jeśli nie zdradzając męża/żony zdradzę siebie, to komu dochować wierności? Czy sama miłość do kogokolwiek może być postrzegana jako zdrada kogoś innego? A jeśli tym kimś nareszcie jestem ja sama to czy miłość do siebie jest zdradą małżonka? 

Kiedy przychodzi kryzys, bez względu na to, czy jest to jej kryzys tożsamości (kim jestem, czego pragnę), czy jego kryzys męskości, to zawsze jest to kryzys małżeński. I na to jest tylko jedna rada. Dwoje ludzi musi stanąć przed sobą zupełnie nago, bez zbroi i mieczy, pokazać całe miękkie i narazić się na to co nastąpi. Bo kiedy jest miło i przyjemnie, to wszyscy są mili i przyjemni, ale kiedy przychodzi to brzydkie, wtedy dopiero dowiadujemy się kogo poślubiliśmy. I nie będzie ani łatwo, ani miło. On zobaczy Cię zasmarkaną i zapuchniętą i dowie się, że zawsze marzyłaś o tym żeby szyć ubranka dla psów. I od tego co zrobi z tą wiedzą zależy cała wasza przyszłość. Albo przytuli to zasmarkane stworzenie, wycałuje rozmazane oczy (no dobrze, niech chociaż poda chusteczkę) i pomoże wybrać materiał na ubranka, albo dostaniesz w twarz, rzuci ci ciuchy żebyś się ubrała (byle ładnie) i każe wracać na swoje miejsce. Kryzys przetrwać można tylko razem skacząc w przepaść, mając za spadochron jedynie wiarę w to, że ta druga osoba nie pozwoli Ci się roztrzaskać.

Ja skoczyłam, wylądowałam sama, ale przynajmniej nauczyłam się latać:-)

Polecam książkę Paulo Coelho pt „Zdrada”. Jest tak prawdziwa, że brak słów.

 

Jak być suką, skoczyć w przepaść i się nie roztrzaskać
4.8 (96%) 5 votes

8 thoughts on “Jak być suką, skoczyć w przepaść i się nie roztrzaskać

  1. Od niedawna czytam Pani blog. Trafiłam przez przypadek. Zawsze dziwiłam się, dlaczego ludzie piszą blogi… Teraz wiem. Żeby się dzielić tym, co mają. Pani dzieli się przemyśleniami, codziennością… Zazdroszczę. Ja do końca życia nie nauczę się tej otwartości w wyrażaniu własnych przekonań czy pokazywania jak widzę świat. Ale szalenie się cieszę móc przeczytać, że ktoś zauważa coś i patrzy podobnie, że komuś tak jak mnie „przewraca” się z dobrobytu w głowie i ten odważny skacze….. Każdy przecież chciałby żyć rozwijając się, przełamując stereotypy…. Proszę powiedzieć, gdzie można spotkać takich ludzi jak Pani?
    Pozdrawiam

    1. Wszędzie:) Wystarczy patrzeć sercem, bo jak Mały Książę powiedział: najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Wystarczy zejść z utartych ścieżek, zacząć po troszku robić to co nas kręci, a wtedy okaże się, że ludzie, których kręci to samo co nas są nam bardziej bliscy niż się zdawało. Ciężko znaleźć takich ludzi na salonach, bo tam każdy zakłada maskę i się puszy. Łatwiej na osiedlowych meczach piłki nożnej, w szkołach, szpitalach, klubach i grupach zainteresowań. Czy jest coś co kochasz robić Alu? Coś, o czym zawsze marzyłaś: bieganie, pomoc charytatywna, malowanie, szydełkowanie, pieczenie ciast? Znajdź grupę na fb, która się tym zajmuje, poszukaj miejsca gdzieś blisko, gdzie ludzie ci się spotykają i zacznij żyć z pasją:)

  2. Jest Pani nie pierwsza osoba która spotkałam na drodze swojego życia która skoczyła ja się zbieram i mam nadzieje ze mój spadochron tak jak Wasze będzie otwarty.

  3. dziękuję za bloga.Czytam teraz ten tekst. W dniu jego publikacji wyprowadziłam sie z domu na 3 dni. Też mam syna niepełnosprawnego. Sama jestem niepełnosprawna. Rozstaję się na razie a nie rozwodzę bo to wydatek większy niż w usc. Tak , czytałam też inne pani teksty na fochu tez. Mieszkanie oddzielne nie wiem kiedy , ot życie. I też wszyscy się dziwią czemu odchodzę albo mówią, że sobie nie poradzę. A mam tylko 1 dziecko. Wiem, że warto odejść i nie zmienię zdania. Szkoda, że inni wolą komentować a nie wspierać. Odradzać a nie mówić: trzymaj się. Jak boli mąż, którego nie ma i mnie nie widzi ja wiem, ja i kobiety, które też to przeżyły. Pani Agato: trzymaj się !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.