Jak przetrwać kolejny rok szkolny z radością i entuzjazmem

Trochę przegięłam z tym tytułem, ale mam już dosyć nagłówków typu „Jak przetrwać …… (wpisz co chcesz) i nie zwariować”. Wiele razy mówiłam i pisałam, że nasza podświadomość nie rozumie słowa NIE zatem dla niej to brzmi: „Jak przetrwać kolejny rok szkolny i zwariować”. I tak zwykle kończymy w czerwcu.: wyczerpane i zwariowane. W tym roku wyrzucamy NIE i pląsamy przez rok szkolny naszych pociech z radością i entuzjazmem. Oooo TAK!

Odkąd masz dzieci w wieku szkolnym, Twój rok nie zaczyna się 1 stycznia, zaczyna się 1 września. To pierwszy dzień Nowego Roku Szkolnego, nowych wyzwań, nowych szkół, nowych zajęć pozalekcyjnych, nowych nauczycieli, nowych kolegów i koleżanek. 1 września zaczyna się nowy sezon grypowy, sezon nieprzespanych nocy, gaszenia pożarów, odrabiania lekcji. I chociaż przez wakacje marzyłaś o powrocie do tej dobrze znanej rutyny, stałego rozkładu dnia, to nie ukrywasz, że kolejny rok czołgania się na rezerwie budzi Twój lęk.

We wrześniu jeszcze jakoś idzie. Chodzisz na swoją jogę dwa, potem już tylko raz w tygodniu, ale jeszcze chodzisz. Rano zdążasz zrobić sobie coś do zjedzenia, a wieczorem przeczytać parę stron książki. Mijają dni i tygodnie i masz wrażenie, że Twoje życie podstępnie przejmuje kontrolę nad Tobą. W październiku nie masz już kompletnie nic do powiedzenia, bo wszystkie Twoje ambitne plany, wszystkie postanowienia szlag trafił. Przy pierwszym katarze, przy pierwszych pałach przyniesionych ze szkoły, przy pierwszym wezwaniu na dywanik do wychowawcy, powietrze zaczyna ulatywać. Gdzieś koło listopada zaczynasz szorować nosem po podłodze, a potem jest już tylko gorzej. Bliżej Ci do szmacianej lalki niż do charyzmatycznej matki. Teraz afirmacje wydają się idiotyczną stratą czasu, Twoja wizja życia leży zmięta w kącie, a na myśl o wieczornych wdzięcznościach, chce Ci się wyć, bo niby za co tu być wdzięczną. No za co? Teraz to już tylko walka o przetrwanie do przerwy świątecznej albo ferii zimowych.

Twoje wieczorne obowiązki zajmują dwa razy dłużej, bo nie masz już tyle siły i energii co zaraz po wakacjach. Jesteś rozdrażniona, rozżalona, rozczarowana i tak zwyczajnie, po ludzku koszmarnie zmęczona. Zaczynają się bóle głowy, kręgosłupa, drętwienia i mrowienia. Depresja stoi tuż przed progiem i zaczyna wtykać swoje lepkie palce w Twoje życia. Tracisz nadzieję, że tym razem będzie inaczej, zniechęcenie wkrada się we wszystkie zakamarki. Próbujesz to wszystko jakoś kontrolować, jakoś posklejać, jakoś ogarniać. Rezygnujesz z medytacji, jogi i biegania, bo nie masz na to czasu i siły. Jesz cokolwiek, śpisz byle jak, ubierasz się w byle co i wyglądasz coraz gorzej. Krzykiem i karami mobilizujesz dzieci, łykasz coraz więcej kawy i proszków przeciwbólowych, nasennych i uspokajających, które popijasz lampką wina przed snem.

Tak życie przejmuje kontrolę nad Tobą. Ty się bronisz zaciskając kontrolę nad dziećmi, sobą, mężem, pracą. W ten sposób zaczyna się nierówna walka. Walka, która sprawia, że opadasz z sił, że czujesz brak jakiejkolwiek sprawczości, że czujesz się niezdolna do podejmowania decyzji i realizowania swoich planów, a Twoi najbliżsi oddalają się coraz bardziej.

Jak zrobić by było inaczej?

Pracuję nad tym od lat i każdego roku jest coraz lepiej. Wprowadzam nowe nawyki, nowe rytuały, zmieniam i porządkuję tak, by ułatwić ten trudny czas zarówno sobie jak i najbliższym. Biorę pod uwagę to, że moje dzieci się zmieniają, ja się zmieniam i to co mogło jeszcze działać w ubiegłym roku, w tym już nie ma zastosowania. I tutaj metoda małych kroków okazuje się niezastąpiona. Z nowym rokiem szkolnym łatwiej zacząć wprowadzić zmiany niż poźniej. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale czas w miarę spokojnego egzystowania zdecydowanie się z roku na rok wydłuża i nosem ryję w podłogę coraz później. Tym razem zamierzam tanecznym krokiem dopląsać do przyszłych wakacji. Proszę się nie śmiać:)

Odpuść kontrolę

Nie jesteś w stanie wszystkiego kontrolować. W zasadzie cała kontrola się fikcją. Wydaje Ci się, że masz kontrolę nad chorobami dzieci i jeśli tylko nafaszerujesz je wystarczającą ilością witaminek i przypilnujesz żeby zawsze nosiły czapkę, to nie będą chorowały. Będą.

Dzieci będą chorowały. Przestań liczyć na to, że „W tym sezonie będzie lepiej, bo podaję nowy syrop na odporność”. Mniej lub więcej, ale chorować będą. Zaakceptuj to i przestań kontrolować guziki w kurtce. Zapięte pod szyję czy nie, chorować będą.

Dzieci będą przynosiły słabe oceny ze szkoły, będziesz miała wezwania na rozmowy i inne „atrakcje”. Im dziecko starsze, tym „atrakcji” więcej, im więcej dzieci, tym suma „atrakcji” większa. Kiedyś dzieci nie miały nic do powiedzenia, robiły co im się kazało, bały się nauczycieli i uczyły wszystkiego co im pod nos podetknięto, bo tak było trzeba, a jak nie, to fletem przez głowę, albo paskiem przez tyłek. Czy taka nauka wyszła nam na zdrowie? Chyba nie. Dzisiaj dzieci są bardziej świadome siebie. Buntują się bardziej regularnie, nie chcą mieć nic wspólnego z nauczycielami, którzy są dla nich wredni, a takich niestety nadal trochę jest. Dzieci nie chcą się uczyć tego co ich nie interesuje i coraz wcześniej zaczynają podejmować własne decyzje. Czy nie tego staramy się teraz my same nauczyć?

Fot. Jeremy Bishop on Unsplash

“Jesteśmy zadowoleni, gdy udaje się nam z naszych dzieci uczynić takich samych ludzi, jakimi my sami jesteśmy: sfrustrowanych, chorych, ślepych i głuchych, ale o wysokim ilorazie inteligencji.” ~ Leo Buscaglia

Zdejmij z siebie odpowiedzialność za dobre oceny dziecka. To są jego lub jej oceny. Bez względu na to, czy ma lat 7, czy 17. Nie zmusisz dziecka do nauki. To znaczy zmusisz, ale zbuntuje się w innym miejscu, będzie kłamało i kręciło, będzie uciekało i kombinowało. Zatem bądź przy nim, oferuj pomoc, ale nie zmuszaj. Jeśli bunt nie napotka oporu, to szybko się skończy, bo nie będzie przeciw czemu się buntować. Wprowadzając odpowiednie nawyki i zasady od pierwszej klasy, łatwiej będzie i Tobie i dziecku w kolejnych latach. W szkole średniej już nic nie zdziałasz i wtedy chęć zmiany może wypłynąć tylko od dziecka, to znaczy młodzieńca. Naciskamy na dzieci i krzyczymy na nie, bo tak bardzo nam zależy by się wszystkiego perfekcyjnie nauczyły. Robimy to też ze wstydu przed nauczycielką, wychowawcą, dyrektorem. Chcesz być chwalona za bycie dobrą i skuteczną matką. Tutaj dobro dziecka gubi się między wierszami.

Dziecko musi mieć szansę popełniania błędów. Czasami musi trafić do naprawdę kiepskiej szkoły z powodu kiepskich stopni żeby zrozumiało i samo zachciało zmiany. A wtedy już niczego nie będziesz musiała pilnować. Czy jesteś w stanie dać dziecku szansę doświadczyć tego, czego nie chce, żeby samo zrozumiało, że chce czegoś innego? Dziecko, które było świetne z plastyki w klasie pierwszej może przez drugą połowę podstawówki swoich zdolności się wyprzeć i zbierać dwóje choć stać go na piątki. Gdy bunt minie, talent wróci. Przetestowane na moich 17-latkach:)

Odpuszczanie kontroli jest strasznie trudne. Bo tak bardzo chcemy żeby nasze kochane dzieci były grzeczne, mądre i miały świetlaną przyszłość. Świetlaną, czyli taką jaką my dla nich planujemy. Ale są sytuacje skrajnie, gdzie kontrola jest konieczna, bo w przeciwnym razie dziecko może wpaść w kłopoty, z których się już nie wygrzebie. Tu chodzi o bardzo złe towarzystwo, alkohol, narkotyki, kradzieże i bójki. W takich przypadkach kontrola jest konieczna, jak również wyznaczenie nieprzekraczalnych granic i wyciąganie konsekwencji.

Wyznacz granice i konsekwencje

Dziecko musi mieć wyraźnie wytyczone granice. Wtedy czuje się kochane i zaopiekowane. Nawet jak się buntuje. Granice muszą być jednak realne, a konsekwencje naturalne i adekwatne do sytuacji, najlepiej wcześniej ustalone.

„Robisz lekcje zaraz po powrocie do domu. Potem masz pół godziny tableta albo TV. Niezrobione lekcje, nie ma ani jednego, ani drugiego.” Wtedy brak tableta nie jest karą, a naturalną konsekwencją wynikającą z Waszych ustaleń. Niejako wyborem dziecka. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że któregoś dnia wybierze nierobienie lekcji i nieoglądanie telewizji. Nie zmuszaj kolejnymi karami. Konsekwencje będą w szkole z powodu nieodrobionych lekcji, a Ty nie możesz dziecka kryć i robić za niego.

„Możesz iść w weekend na imprezę, jeśli przez cały tydzień nie masz ani jednego spóźnienia, czy nieusprawiedliwionej nieobecności w szkole. Zaspałeś, nie chciało Ci się iść do szkoły, cierpiałeś na liczne choroby śmiertelne w środku tygodnia? Nie idziesz w weekend na imprezę.” I tu konieczna jest żelazna konsekwencja! Dzieci są mądre i jeśli się zlitujesz raz, będą żądały ustępstw ciągle.

Weź odpowiedzialność za swoje życie

Nie za wszystko jesteś odpowiedzialna, ale jeżeli uznasz, że wszystko możesz kontrolować, to prosta droga do porażki. Możesz jednak wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Możesz zadbać o swoje zdrowie, organizację Twojego dnia, porządek i klarowność w przestrzeni wokół Ciebie i Twoich dzieci. I to nie dzieci sprawiają, że opadasz z sił, tylko Twoja wiara w to, że to ich wina, ich chorób, ich kiepskich stopni. To nie Twój mąż sprawia, że nie masz dla siebie czasu, tylko Twoja bierność w zadbaniu o własne potrzeby. To nie dzieci, mąż, nauczyciele i okoliczności przyrody mają zadbać o Twoje dobre samopoczucie, tylko Ty sama. W chwili, w której weźmiesz odpowiedzialność za swoje życie, poczujesz ogromną moc sprawczą. Twoje życie zależy wyłącznie od Ciebie!

Rozdziel obowiązki w domu

Pracujesz, sprzątasz, gotujesz, prasujesz, odrabiasz z dziećmi lekcje, chodzisz na wywiadówki, robisz zakupy, a potem się dziwisz, że nie masz na nic czasu i sił. Ile osób jest w Twojej rodzinie? Dwie, trzy, pięć? Dlaczego Ty masz wszystko robić? Dlatego, że łatwiej jest zrobić samemu niż zmagać się z mężem i dziećmi żeby coś zrobili. Może i na początku łatwiej, ale w dłuższej perspektywie cierpią na tym wszyscy. Ty, bo nie masz siły, czujesz się wykorzystana i niedoceniana, a wszyscy naokoło są niewdzięcznikami. Mąż, bo nie masz dla niego czasu i cierpliwości, kłócicie się o wszystko i oddalacie coraz bardziej. Dzieci, bo jesteś dla nich opryskliwa, nie masz czasu, zmuszasz krzykiem, nie zauważasz subtelnych potrzeb, które ignorowane mogą przerodzić się w poważniejsze problemy.

Usiądź z rodziną i porozmawiaj. Powiedz szczerze, że nie masz siły wszystkiego ogarniać, że są rzeczy, które oni mogą zrobić. Co to ma być, niech wyjdzie od nich. Możecie spisać na kartce co jest codziennie do zrobienia i niech każdy sobie coś wybierze. Tu znowu chodzi o to, żeby nie zmuszać. Pytanie nie powinno brzmieć „Czy chcesz mi pomoc?” tylko „Co wybierasz do zrobienia”. Niech wybór będzie ich, ale robienie NIC nie jest opcją. Jeśli się opierają, daj dwie rzeczy do wyboru: wolisz zmywać, czy nakrywać do stołu? Podziel wywiadówki i wożenie na zajęcia dodatkowe pomiędzy siebie i tatę. W końcu jest Was dwoje. A jeśli jesteś sama, to podziel obowiązki domowe pomiędzy wszystkie dzieci. Nawet te małe mogą co wieczór sprzątać swój pokój. Te większe mogą wziąć odpowiedzialność za sprzątanie łazienki, odkurzanie podłogi, czy opróżnianie zmywarki.

Fot. pan xiaozhen on Unsplash

Zdejmij odpowiedzialność z siebie, za rzeczy które do Ciebie nie należą

Dużo rozmawiaj z dzieckiem. Dowiedz się dlaczego nie lubi matematyki, dlaczego nie dogaduje się z nauczycielką 0d polskiego. My byliśmy uczeni, że nauczyciel ma zawsze rację, nawet jak jej nie ma. Otóż nie zawsze ją ma. W takiej sytuacji Twoim obowiązkiem jest stanąć po stronie dziecka i pozwolić nauczycielowi przyjąć odpowiedzialność za swoje postępowanie i zmienić je adekwatnie do sytuacji.

Pozwól dziecku ponosić konsekwencje własnych czynów. To będzie lepsza nauka niż zabieranie smartfona. Twoje dziecko nie zawsze jest święte. Nie udawaj więc przed nauczycielem, że jest i „Maciek by nigdy tego nie zrobił. To napewno wina tego drugiego chłopca”. Jeśli kogoś uderzył, to musi przeprosić, bo przemoc nie jest rozwiązaniem i nie ma żadnego wytłumaczenie, że „tamten zabrał mi zeszyt, więc nie miałem wyjścia.” Od Twojej postawy w takiej sytuacji zależy, czy wychowasz osobę, która bierze odpowiedzialność za swoje czyny, potrafi się przyznać do błędów, naprawić je i wyciągnąć z nich wnioski, czy też będzie obwiniać cały świat za swoje wybryki i usprawiedliwiać je ADHD, problemami w domu, wysypką na tyłku, czy złośliwością wszystkich naokoło.

Olej perfekcjonizm

DZIECI NIE BĘDĄ WSZYSTKIEGO ROBIŁY PERFEKCYJNIE TAK JAK TY! One się dopiero uczą. Napisz im w punktach na kartce co mają zrobić w łazience, albo narysuj na tablicy dla tych młodszych. Ja robię listę dla starszych i rysunki na tablicy dla Krystiana i Ady. CHWAL, CHWAL I JESZCZE RAZ CHWAL! Niedoróbki poprawiajcie razem w pozytywnej atmosferze, ale nie przeginaj! Twoje mieszkanie nie będzie perfekcyjne, ale wszystko będzie zrobione. Aha, i nie poprawiaj po nich jak pójdą spać. Błagam! To sprawi, że po pierwsze poczują się „niewystarczająco dobre”, a po drugie Twoje starsze latorośle szybko się zorientują, że można niektóre rzeczy olać, bo mama i tak zrobi. Nie daj się wkręcić.

Moi 17-letni synowie raz w tygodniu sprzątają swoją łazienkę, odkurzają i myją podłogę. Sami prasują swoje ubrania, albo chodzą w nieuprasowanych. Potrafią zrobić pranie. Codziennie jeden opróżnia zmywarkę, drugi suszarkę z ubraniami. Maluchy nakrywają do stołu, pomagają sprzątać na bieżąco. Krystian umie sam spakować swoją walizkę gdy jedzie do taty. Ada w mig uprząta swój pokój przed pójściem spać. Naprawdę można! Konieczna jest konsekwencja. Nie odpuszczaj. Dzieci muszą znać konsekwencje swoich decyzji. Możecie to omówić już przy rozdzielaniu obowiązków. „A co zrobimy jeśli nie wywiążesz się ze swojego obowiązku?” Niech sami pogłówkują i wyznaczą sobie konsekwencje.

Wszyscy będą próbowali przekraczać granice, „zapominać” i „nie wiedziałem, że trzeba też umywalkę”. Ty musisz być spokojna i konsekwentna. „Jeśli chcesz wyjść z kolegami, musisz to najpierw dokończyć.” „Jeśli chcesz obejrzeć bajkę, najpierw posprzątaj.” Sprzątać zawsze jest łatwiej, gdy rzeczy jest mniej. Dotyczy to zarówno dzieci, jak i Ciebie. Dlatego jeśli latem nie zrobiłaś gruntownych porządków, zrób je teraz.

Deburdelizacja

Deburdelizację przeprowadzam każdego lata. Co roku mam mniej do sprzątania. Ten proces szczegółowo opisuję tutaj. Chodzi o to, by w domu było łatwo utrzymać porządek, bo jest tylko to czego faktycznie potrzebujesz i co ma dla Ciebie wartość sentymentalną. Otaczaj się tym co jest Ci potrzebne, ułatwia życie i tym co kochasz, resztę wyrzuć lub oddaj. Dotyczy to szaf, relacji, aplikacji w telefonie i plików w komputerze. W szafkach kuchennych niech pozostanie tylko to, co używasz. Wyrzuć, albo oddaj zastawę po ciotce, z której nigdy nie korzystasz, bo nie w Twoim stylu. Stoi i zagraca, a garnków nie ma gdzie chować, więc stoją na wierzchu. Czy książki kucharskie „z których kiedyś ugotuję obiad mojego życia” są potrzebne? Z ilu korzystasz? Zostaw „Kuchnię Polską” i jeszcze te dwie najbardziej pobrudzone sosem pomidorowym i tłuszczem do smażenia. Pozostałe oddaj. W szafach powinno wisieć tylko to co kochasz i co jest potrzebne. Reszta won. Dotyczy to szuflad, szafek i schowków. Ale przede wszystkim dziecięcych pokoi i kącików zabaw. Czy na pewno te wszystkie planszówki z pogubionymi pionkami są potrzebne. Czy córka bawi się wszystkimi trzydziestoma lalkami (są jeszcze te po dwóch starszych córkach). Im mniej rzeczy, tym  przestronniej i weselej jest w domu. Tym łatwiej dzieciom utrzymać porządek. Tym przyjemniej wszystkim się żyje.

Idź do lekarza

Przyjmij odpowiedzialność za swoje zdrowie. Zamiast wiecznie cierpieć, marudzić, utyskiwać i jęczeć, idź do lekarza. Niewiedząc co Ci dolega cierpisz podwójnie! Raz z powodu upierdliwych symptomów, dwa, wyobrażając sobie wyklikane w necie najgorsze diagnozy. Lęk przed tym „co może mi być” jest znacznie trudniejszy do ogarnięcia niż konkretna diagnoza. Jeśli ciągle źle się czujesz, idź do lekarza. Zdiagnozuj wszystko co się da i zacznij leczyć. Jeśli się okaże, że fizycznie wszystko jest OK to znaczy, że trzeba szukać ratunku u psychiatry, albo psychoterapeuty. Jak to jeden mądry psychiatra powiedział „Depresja to stan zapalny całego organizmu”. Ja nazywam to brakiem równowagi pomiędzy sercem, duszą, ciałem i rozumem. Sygnały Ciała mogą oznaczać chorobę Duszy.

Zadbaj o siebie i swoje potrzeby nie robiąc rewolucji w domu

Realnie spójrz na swoje życie. Nie zaczniesz nagle chodzić na siłownię, nie dasz rady szykować sobie 5 zbilansowanych posiłków dziennie. Czy to znaczy, że nie masz na nic wpływu, jesteś ofiarą swojego życia, dzieci i obowiązków? Nie! Przyjrzyj się swojej codziennej rutynie. Co możesz zmienić? Czasami wystarczą malutkie przetasowania, mała zmiana nawyków i cała machina zaczyna inaczej funkcjonować. Nie wykupuję już karnetu na jogę. Wiem, że nie będę chodziła. Akceptuję to. Ale rano mogę wstać 15 minut wcześniej żeby medytować i zrobić bardzo dynamiczne powitanie słońca. Jest jednak jeden warunek: muszę spać o 23:00. Jeśli idę spać później, nie próbuję nawet zabierać się za medytacje i powitania. Wieczorem biegam z synem. Nie codziennie, bo się nie da, ale 2-3 razy w tygodniu. Czasem mi się nie chce, ale i tak idę. Czasem mi się nie chce, boli mnie głowa i nie idę. Moja decyzja. Akceptuję.

Jedz! Ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że robiąc rano kanapki dla dzieci, mogę przecież zrobić również dwie dla siebie! Co za odkrycie! Mówię Ci, miałam ochotę krzyczeć EUREKA! Co rano jem owsiankę, ale potem potrafiłam przez cały dzień głodować, bo byłam poza domem i wszystko wydawało mi się takie niezdrowe, wiec nie jadłam. Nabawiłam się poważnych braków, więc teraz jeść muszę. Ale co, skoro na darcie roszponki z rana nie mam czasu, siły, ani ochoty. Kanapki! Robię sobie dwie kanapki i wrzucam do torby. Jem jak zgłodnieję.

Fot. Gardie Design & Social Media Marketing on Unsplash

Małe udogodnienia, wielkie korzyści

Kolejnym odkryciem stulecia były dla mnie butelki filtrujące wodę. Mały bidonik z filtrem, do którego można nalać kranówkę. Kupiłam trzy: dla Krystiana, dla Ady i dla siebie. Oszczędność czasu, bo nie muszę już biegać do sklepu po zgrzewki wody do pica i oszczędność kasy, bo na koniec dnia w domu stało zawsze pięć napoczętych butelek, do których nikt nie chciał się przyznać. Wszystkie lądowały w koszu.

Nowa półka na buty rozprawiła się ze stadem obuwia przed drzwiami wejściowymi. Półka jest wysoka i wąska i mieści bieżące buty całej licznej rodziny. Łatwo się do niej dostać, nie trzeba unosić wieka, otwierać drzwiczek, podnosić poduszek itd. Nie ma co się czarować, dzieci takich rzeczy nie robią, mnie też się czasem nie chciało wiec rzucałam moje trampki na środku. W gromadzie sandałów i adidasów jedne trampki więcej nie miały znaczenia, i tak był syf. Od czasów nowej półki, jest porządek.

Ważne żeby realnie podejść do życia. Nie zmienisz natury człowieka, która zawsze będzie dążyła do tego żeby było łatwiej. Zrób tak, żeby Wam wszystkim było łatwiej żyć. Zawieś haczyk tam gdzie zawsze rzucasz klucze, zamiast liczyć na to, że będziesz je chowała do szufladki w szafie. Kup dodatkowy kocyk na kanapę przed telewizorem – przestaniesz się wściekać, że dzieci zabierają Twój. Kup nowe żelazko, jeśli to stare ciągle pluje żółtym syfem i brudzi białe ubrania. Oszczędzisz sobie i dorastającym nastolatkom nerwów. Zainwestuj w ładowarki do telefonu, po jednej w sypialni, kuchni i łazience, wystarczającą ilość dla wszystkich członków rodziny. Niby nic, ale przestaniesz ciągle szukać kabla i wrzeszczeć „kto gwizdnął moją ładowarkę?!”. Ja tak robiłam;)

Od paru lat nie sypiamy pod kołdrami. Śpimy pod kocami. Dlaczego? A kto ma czas i siłę na zmianę pościeli, pranie i prasowanie poszewek. Zupełnie małym dzieciom zdarzają się „wypadki” w nocy, starsze potrafią wylać rano kawę na pościel. Koce można wyprać i wysuszyć jednego dnia. Są przy tym mięciutkie i miłe w dotyku. Latem śpimy pod jednym, zimą dokładamy drugi i tyle. Szybko, łatwo i przyjemnie:)

Słuchawki do muzyki, stałe miejsce na pilota, wyrzucone opakowania od DVD w których płyt już od dawna brak, przedłużacze tam, gdzie brakowało gniazdek, cukier obok kawy, a nie w szafie. To małe głupoty, które sprawiają, że łatwiej się żyje.

Małe przyjemności

Będą dni, kiedy obudzi Cię lęk, ból głowy i zwyczajnie podłe samopoczucie. Będziesz miała wrażenie, że wszystko idzie nie tak, że nie dajesz już rady, że nie jesteś w stanie zrobić niczego z zaplanowanych rzeczy. Tego dnia odpuść. Bądź dla siebie dobra, utul się, zrób sobie małą przyjemność. Odpuść dietę, z ciasnego budżetu uszczknij parę groszy na mały prezencik tylko dla siebie. Bądź swoją najlepszą przyjaciółką. Zwolnij. Zrób sobie dzień uważności dla siebie. Przyjrzyj się sobie, wsłuchaj w swoje potrzeby i postaraj się na nie odpowiedzieć.

Fot. Alex Geerts on Unsplash

Bądź Hygge

Przeczytałam książkę i teraz się wymądrzam:) Hygge to duńska filozofia życia. Duńczycy zajmują w rankingach czołowe miejsca jeśli chodzi o poziom szczęścia i zużycie świec:) Okazuje się, że jedno z drugim ma wiele wspólnego. Krótkie dni i długie noce, to w Danii norma. Jakim więc cudem zamiast pogrążać się w depresji wspinają się w rankingach radości? Świece, koce, ciepłe skarpety, grzane wino, pyszne jadło i cudowni przyjaciele, z którymi czują się komfortowo. Zamiast wystawnych przyjęć, kameralne spotkania przy świecach, kominku, czy gulaszu. Ciasto i czekolada to konieczność. To samo dotyczy wełnianych skarpet i milusińskich kocyków. Otuleni ciepłem rodziny, znajomych i światłem świec (nie halogenów energooszczędnych), grają w planszówki, gadają i raczą się winem, kawą i słodkościami. Naśladujmy mistrzów!
https://www.empik.com/hygge-klucz-do-szczescia-wiking-meik,p1131003247,ksiazka-p?gclid=CjwKCAjwuO3cBRAyEiwAzOxKshLDtPgEiNU-G71vEn07bpgV-_xm20wVcYNyxLXJARNqEu4VOOlXZBoCsXkQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

Zaplanuj sobie przerwy

O tym mówię dużo na szkoleniach. Kiedy zdrowie i siły zaczynają siadać, nie mamy czasu i ochoty planować. Planowanie robimy więc wcześniej. Wrzesień jest dobrym momentem żeby pomyśleć o tym gdzie spędzisz Święta Bożego Narodzenia, ferie, Wielkanoc i przyszłe wakacje. To dobry czas, żeby zarezerwować weekendowe warsztaty jogi z koleżankami lub wyjazd do SPA z mężem w listopadzie. To doskonały moment, by kupić bilety do teatru czy na koncert i wybrać jeszcze dobre miejsca. Możesz iść sama, z którymś dzieckiem, z mężem, przyjacielem, koleżanką. Mając takie przerwy zarezerwowane, wykupione i zapewnione, w tych najtrudniejszych chwilach możesz sobie pomyśleć „Boże, byle do weekendu, bo wtedy idę z ….. do teatru” i od razu buzia Ci się uśmiecha i energii przybywa.

Zrób listę

Wszystko co chcesz zmienić, zrealizować i osiągnąć wypisz w punktach. To będą Twoje małe kroczki. Realizuj listę krok po kroku, powoli, we własnym tempie, bez presji. Rób tyle ile możesz, na ile masz siłę, ale rób!

Nie jesteś sama

Samotność jest największym sprzymierzeńcem depresji. Wiem, że gdy nastrój siada, to chęci na to żeby się z kimkolwiek spotykać robią dokładnie to samo – spadają. Spotykaj się mimo wszystko. Jeśli odpuścisz zastawione stoły i wymyślne potrawy i zaczniesz serwować kawę i czekoladę z chili przy świecach (bardzo Hygge), to nie musisz wkładać w przygotowania aż tyle energii. Chodzi o spotkania z ludźmi, przed którymi nie musisz się puszyć, przy których możesz być sobą, nawet jak jesteś nieuczesana. Możesz też szukać wsparcia w grupach na FB i pozytywnej energii na szkoleniach i warsztatach. Poszukaj, a na pewno znajdziesz coś dla siebie. Ja oczywiście polecam grupę Depresjologia i moje najbliższe szkolenia. Wybór pozostawiam Tobie:)

Grupa wsparcia online:
https://www.facebook.com/groups/depresjologia/

Szkolenia i warsztaty:
Zapraszam Cię na szkolenia w ostatni weekend września. To dobry czas, by przygotować się na jesienne spadki nastrojów.
https://agatakomorowska.pl/wydarzenie/depresja-nerwice-leki-10-krokow-do-wolnosci/

https://agatakomorowska.pl/wydarzenie/jak-cieszyc-sie-zyciem-z-dzieckiem-niepelnosprawnym-no-jak/

Jak przetrwać kolejny rok szkolny z radością i entuzjazmem
4.8 (95%) 4 votes

6 thoughts on “Jak przetrwać kolejny rok szkolny z radością i entuzjazmem

  1. Cały tekst super, dziękuję!
    W sobotę moja 9-latka bardzo chciała sprawdzić, jak to jest odkurzać dywany. Po tygodniu zabiegania i z nowym domownikiem (maltanka Tośka) dywany… no… bida była… Planowałam je porządnie wysprzątać. Ale skoro młoda chce… Tak jej się spodobało, że poleciała całe mieszkanie. Efekt – bez szału 🙂 Ale co tam – poprawię na dniach, a tymczasem ta jej duma z siebie i satysfakcja – bezcenne. I już planuje kolejne odkurzanie 🙂
    Druga eureka z ostatnich dni – no buntuje się to małe dziewczę. Z jednej strony kreskówki, petszopy i zabawa pod stołem, a z drugiej foch, bunt i własne zdanie. A we mnie nerw i frustracja. I nagle mnie olśniło – przecież przez pierwsze lata jej życia uczyłam ją wyrażać własne zdanie, dawałam jej do tego prawo, ba! cieszyłam się, że je ma, że nie jest bezwolnie posłuszna wszystkiemu… Więc staram się wytrzymać i egzekwować obowiązki sprytniej, sensowniej, bez „zrób, bo tak mówię, koniec, kropka”, nerwów, krzyku i całej reszty. Wiadomo, granice być muszą, ale ich pilnowanie nie może się wiązać z łamaniem dziecka. Tak uważam.
    Mam nadzieję, że młoda i ja przeżyjemy ten rok bez ofiar 🙂
    Przesyłam pozdrowienia.

  2. Kochana!
    Pięknie to wszystko ujęłaś. W tym wpisie czuć, że żyjesz uważnie i świadomie. Jesteś czarodziejką słów i rzeczywistości. Wspomnę o Tobie w mojej wieczornej liście wdzięczności. Dziękuję, że jesteś 💐

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.