Zostań niezniszczalna

Możesz być ofiarą agresywnego męża, wrednego szefa, dominującego rodzeństwa, toksycznych rodziców, nieznośnych dzieci, swojej choroby, a nawet brzydkiej pogody. Za każdym razem kiedy oddajesz władzę nad swoim życiem czynnikom zewnętrznym, mężowi, szefowi, prawnikom, urzędnikom czy lekarzom, wchodzisz w rolę ofiary. Jak poznać, czy jesteś ofiarą i jak rozpoznać, komu oddajesz moc sprawczą nad swoim życiem? Jeśli Twoje życie kręci się wokół „nie mogę” i „muszę”, to żyjesz w roli ofiary.
„Nie mogę pracować, bo muszę zajmować się dziećmi” – jesteś ofiarą swoich dzieci.
„Nie mogę cieszyć się wakacjami, bo pada, jest za zimno, albo za gorąco.” – jesteś ofiarą pogody.
„Nie mogę wracać do domy o przyzwoitej porze, bo zawsze muszę dokończyć papiery za wszystkich w pracy.” – jesteś ofiarą swojej pracy.
„Nie mogę zająć się sobą, bo zajmuję się niepełnosprawnym dzieckiem.” – jesteś ofiarą niepełnosprawności swojego dziecka.
„Nie mogę cieszyć się, śmiać i żyć pełną piersią, bo mam depresję.” – jesteś ofiarą swojej depresji.
„Nie mogę już niczego w życiu osiągnąć, bo zachorowałam na raka i teraz muszę poświęcić całe moje życie na walkę z rakiem.” – jesteś ofiarą swojej choroby.

Czy można inaczej?

W listopadzie ubiegłego roku trafiłam do przewodu pokarmowego Centrum Onkologii z podejrzeniem raka piersi. Przyszłam bladym świtem. Przepchnięta przez wąski przełyk rejestracji, stanęłam przed gabinetem lekarskim. Na korytarzu tłum kobiet zaklepujących sobie miejsce, biegających do rejestracji i z wynikami. Pacjentki wchodzą do gabinetu hurtowo. Tu rządzi prawo dżungli. Słyszę pokrzykiwania: “Pani tu nie stała!” i “Dlaczego zapisana na godzinę, skoro lekarz wywołuje?!”.

Poszłam zrobić ksero wyników. Pani w różowym sweterku, za którą stałam zniknęła i wszyscy udają, że mnie tu nie było. A może faktycznie jestem niezauważalna… Ponownie staję na końcu kolejki. Dostaję skierowanie na mammografię i USG, a jak będzie wskazanie, to czekała mnie biopsja. Powolnym ruchem robaczkowym przechodzę przez kolejne rejestracje i spocona ze strachu trafiam pod gabinet nr 3. Najpierw mammografia.

Wypluta z gabinetu, czekam przez godzinę na kolejny odcinek mojej podróży. Kulę się na kanapie ze skaju w kolorze kupki. – 62 do gabinetu nr 2! – informuje przez megafon beznamiętny głos. – 62 to ja. Wystrzeliłam pod dwójkę. Zamknięta. Pacjentka wyszła, ale pielęgniarka woła 24. – Nie, teraz ja! – Protestuję. – Poproszę 24 – powtarza pielęgniarka i znika za drzwiami. Szukam głosu z megafonu w innych pokojach. W jednym nie ma nikogo, w drugim “Proszę nie wchodzić!”. Potem wzywają 61, ale takiego numerka tu nie ma! Wiem, bo jestem ostatnia.

Waruję przed gabinetem, chociaż strasznie chce mi się siusiu. Ostatnio dużo piję, bo zdrowo. A jak piję to sikam. Stoję przed gabinetem nr 2 gotowa do skoku. Tuż obok drzwi toalety. Zdążę, czy nie. Decyduję się na desperacki ruch, przezornie prosząc nieznajomego, żeby w razie czego powiedział, że 62 siusia i zaraz przyjdzie. Sik sik, woda, ręce – ekspres. Wychodzę. Nieznajomy mówi, że nie wołali. Czuwam. Drzwi się otwierają. Wchodzę.

Na wejściu dają papier do podpisania. Nie czytam, podpisuję. Każą się położyć, a ja się modlę, żeby radiolog powiedziała: „Phiii, to nic takiego, żadnej biopsji nie trzeba…” – ale mówi coś innego. – Znieczulę. Proszę się położyć na lewym boku. To może być niemiłe – ostrzega, a mnie łzy ciekną ciurkiem. Wbija igłę, ale bólu nie czuję. Ostrzeżenie i strzał: pierwsza próbka pobrana, potem jeszcze trzy. Ucisk piersi, bo krwawi. Opatrunek, tydzień bez mycia i “Proszę zanieść zdjęcie lekarzowi”.

Idę i płaczę. Wracam do toalety po papier, bo nie mam chusteczek. Smarczę i pakuję zapas papieru do kieszeni. Odnoszę zdjęcie, a potem jadę po dzieci do szkoły i ryczę. Zaczynam krzyczeć na całe gardło. Do Boga krzyczę. – Nie możesz mnie mieć! Możesz brać moje cycki, ale ja tu zostaję! Słyszysz?! Ja tu zostaję! Mogę zawrzeć z Tobą pakt. Możesz mnie zabrać, ale najpierw wszystkie dzieci wypuszczę szczęśliwie w świat! Będę tańczyć na ich weselach, bo chcę mieć pewność, że będą kochane, gdy mnie zabraknie! – To był podstępny pakt, bo Krystian z zespołem Downa pewnie wesela mieć nie będzie, a to mi gwarantuje nieśmiertelność. – Słyszysz mnie?! Nigdzie się do tego czasu nie ruszam! – Energicznie wystawiłam środkowy palec zahaczając paznokciem o podsufitkę. Okraszam moje wrzaski siarczystymi przecinkami, których cytować tutaj nie wypada.

Panicznie boję się, że to już koniec, że umrę, że zostawię moje dzieci same, że wszystko mi się spieprzyło, że dlaczego znowu ja… Czuję, że obcy w prawej piersi steruje moim życiem, że nie będę mogła zrobić tak wielu rzeczy, bo teraz będę musiała walczyć z rakiem. Nie będę mogła pisać, nie będę mogła prowadzić szkoleń, nie będę mogła się cieszyć i śmiać… Jadę przerażona, zapłakana i obrzydliwie zasmarkana, bo papier toaletowy dawno się skończył.

Wynik biopsji odebrałam po dwóch tygodniach. Był optymistyczny. Kolejna wizyta zaplanowana za 6 miesięcy. Minęły 3, a guzek nie dawał mi spokoju. Urósł. Ciągle coś bolało i piekło. Chciałam się schować, wziąć coś na znieczulenie i udać, że nic się nie dzieje. Zamiast tego, wyprostowałam się, wzięłam głęboki wdech i głośno powiedziałam “To ja jestem panią mojego życia!” Podjęłam decyzję, że usunę guz bez względu na wynik, bo to ja tu rządzę. Nie chcę dygotać ze strachu przy każdym badaniu kontrolnym. Zapisałam się do lekarza. Ten sam korytarz, ten sam tłum kobiet, ale inna ja. Z uśmiechem przywitałam siedzące przed gabinetem kobiety. Tym razem nie wydawały się już takie zjadliwe, tylko zmęczone i przerażone. Idąc do rejestracji przyniosłam numerki trzem innym pacjentkom, które były tu po raz pierwszy. Wskazywałam gdzie jest toaleta, żartowałam z paniami w rejestracji. Już się nie boję. Czuję spokój. Czasem nie mam wpływu na to co mi się w życiu zdarza, ale mam wpływ na to co z tym zrobię.

Datę zabiegu wybrałam sama: 9 lipca. Ada u dziadków w Kanadzie, Michał po operacji kolana i już sam może pojechać na rehabilitację. Krystian pójdzie na parę dni do taty. Zdjęłam paznokcie, zrobiłam zaległe przelewy i przygotowałam walizkę, a teraz spędzam spokojny weekend z moimi dziećmi:)

Kiedy doświadczam niespodziewanego zagrożenia, mam ochotę przegryźć tętnicę sprawcy albo uciec i zaszyć się w jakiejś norze. Instynktownie wracam do pierwotnych reakcji ataku lub ucieczki. Kiedy mija pierwszy szok, zatrzymuję się, odwracam i z pełną świadomością, spokojem i godnością wchodzę w sam środek huraganu. To jest moment, kiedy przestaję być ofiarą i staję się niezniszczalna.

A teraz lista osób, które są przy mnie i które będę polecać, bo są najlepsze na świecie w tym co robią:)
Włosy: Wiola z Przystanek Cięcie.
Kosmetyka: Monika z Si Bella SPA.
Zdjęcia: Iwonka Karolak.

PS W październiku planuję kolejne warsztaty „W poszukiwaniu szczęścia”. Będziemy mówić również o wychodzeniu z roli ofiary. Zapraszam:)
https://agatakomorowska.pl/weekendowe-warsztaty-w-poszukiwaniu-szczescia/

INSTAGRAM
https://www.instagram.com/agata_komorowska/

Zostań niezniszczalna
4.7 (93.33%) 6 votes

1 thought on “Zostań niezniszczalna

  1. 9 lipca to dzień moich urodzin. Będzie dobrze 🙂 Głęboko w to wierzę, że właśnie ten dzień będzie dla Ciebie SZCZĘŚLIWY mimo wszystko. Dziękuję za ten artykuł. Teraz już wiem, że codziennie istnieje pokusa powrotu na utarte szlaki zwątpienia, bezsilności i bezczynności, ale mogę mimo to wybrać i walczyć, albo poszukać ludzi, którzy mi przypomną, że mam w sercu odwagę. Dziękuję też za Twoją nową książkę Agato, wczytuje się uważnie w każde słowo. Trzymam kciuki i odezwij się do nas, twoich czytelników jak najszybciej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.