Córka, przyjaciółka

Moja córka moją przyjaciółką – jak to się robi?

– Buty!
– Pospiesz się córeczko.
– Proszę Cię, nie mamy już czasu!
– Gdzie Ty znowu idziesz?!
– Po jakiego znowu dinozaura?
– Wychodzimy!
– Przyjadę po Ciebie po obiadku.
– A możesz wcześniej?
– Nie wiem Skarbie – kłamię, bo wiem, że nie przyjadę – ale zrobimy sobie KIEDYŚ Dzień Matki z Córką – pocieszam, bardziej siebie niż ją, bo gryzą mnie wyrzuty sumienia.
– Dobrze mamo – cieszy się Ada – a kiedy?
– W przyszłym tygodniu? – przecież ona i tak nie wie co to znaczy, ale brzmi konkretnie. Wstyd mi…
– Dobrze mamo…

Dzień, tydzień, rok…całe życie

A tu ponoć mamy Tydzień Matki i Córki. Mama mi powiedziała:-) Może tylko w Kanadzie, bo na naszym Googlu nie znalazłam, ale mnie to poruszyło. A jak mnie coś poruszy, to muszę… Mama napisała w piątek i dobrze trafiła, bo ja akurat miałam obiecany i wyczekany Dzień Matki z Córką.

Wydawało mi się, że taki dzień musi być jakiś ekstra. Dlatego nigdy nie miałam na niego czasu. Nie miałam czasu, żeby wyszukać, zaplanować, zrealizować. No bo przecież trzeba kupić bilety, pójść na jakąś wystawę, albo inne show… Jutro nie dam rady, w czwartek mam spotkanie, a w piątek przed weekendem to już nie warto, bo przecież zaraz i tak dwa dni całe z dzieciakami.

Dzisiaj, nie jutro

W czwartek wieczorem Ada była trochę niewyraźna. Niby może iść do przedszkola, ale taka jakaś marudna… Dzisiaj. Zrobimy to dzisiaj! Obudziłam ją ciepłym kakałkiem i niespodzianką: „Dzisiaj jest Dzień Matki z Córką”. Otworzyła szeroko oczy, usiadła i popatrzyła na mnie ze zdumieniem.
– Szykuj się Córeczko. Dzisiaj jesteś moją asystentką:-)
Ada wyskoczyła z łóżka i popędziła do łazienki. Zjadła śniadanie, dobrałyśmy sobie podobne stroje, ona zapakowała błyszczyk do swojej torebki, ja do swojej i ruszyłyśmy w świat.

Ja też tak chcę!

Podczas mojej ostatniej wizyty w Kanadzie zajrzałam z bratem do knajpki. Sałatki, kotleciki, winko, kawka – co kto lubi. Małe kameralne miejsce. Miejsc przy stolikach nie było. Usiedliśmy przy barze. Jedliśmy, a ja się gapiłam. Gapiłam się jak zaczarowana na dwie kobiety. Jedna pewnie przed sześćdziesiątką, druga koło trzydziestki. Identyczne profile i podsłuchane rozmowy potwierdziły moje podejrzenie: to były matka i córka. Siedziały przy barze naprzeciwko siebie i gadały. Gadały i świata poza sobą nie widziały. Zachwycały się, uśmiechały, dziwiły, gestykulowały, dotykały. Były piękne, a ja nie mogłam oderwać od nich oczu… I coś mnie ukuło, bo ja też tak chcę z moją córką. Chcę siedzieć z nią w jakiejś knajpie za dwadzieścia lat i dyskutować jak z najlepszą przyjaciółką. Tylko jak?! Jak to się robi?! Jak zostać najlepszą przyjaciółką swojej córki? Poranne pokrzykiwanie przed przedszkolem to chyba nienajlepsza droga… Popołudniowe krzątanie przy kolacji, kąpiel i wieczorne zapędzanie do łóżka mojej gromadki też nie sprzyja matko-córkowym wynurzeniom. Bo jeśli teraz nie siadamy sobie i nie gadamy z braku czasu, chęci i sił (moich), to za dwadzieścia lat też nie usiądziemy z braku czasu, chęci i sił (jej).

matkaicorka
Ja też tak chcę!

Pączek, kawka, chłopaki i moda

Mając trójkę dzieci, grupowy czas nie liczy się w budowaniu indywidualnych relacji z każdym z nich. Ogarnianie, karmienie i zarządzanie takim stadkiem bez strat w ludziach to sztuka. Można się pochwalić, dumnie wypiąć pierś, ale tak naprawdę to nie o przetrwanie chodzi, a o indywidualne relacje jeden na jeden.

Piątek spędziłyśmy cały razem. Odebrałyśmy moje nowe okulary, kupiłyśmy nawilżacz do mieszkania, byłyśmy w sklepie, w kawiarni i na Policji zgłosić fiuta co mi ukradł pieniądze, a kurtki z jenotem nie przysłał. Faza początkowa była trudna. Dobrze, że pan w sklepie z okularami okazał się wyrozumiały i zaopatrzony w cukierki dla dzieci. Zakup nawilżacza był kolejnym wyzwaniem, bo Ada przeleciała wszystkie alejki jak torpeda i więcej jej nie widziałam jak widziałam. Byłam zmęczona i zła… zła na siebie, bo przecież skąd ona ma wiedzieć jak się zachować skoro zwykle robię zakupy gdy ona jest w przedszkolu po to, by mieć wieczory dla dzieci:-) Punktem zwrotnym był przystanek na kawkę i pączka. Miałyśmy poważne rozmowy, na bardzo poważne tematy: chłopaki, moda, makijaż, blogi i vlogi… Efekt? Mała gwiazda skradła mi show:-)

Skończyłyśmy na Policji…

…gdzie Ada przez półtorej godziny malowała rysunki dla pani policjantki, podczas gdy ja zeznawałam jak dałam się wyrolować fiutkowi z Allegro. Spokojna, uśmiechnięta, cierpliwa – moja kochana Córeczka, moja Przyjaciółka:-)

 

Moja córka moją przyjaciółką – jak to się robi?
3.6 (72.73%) 22 votes

14 thoughts on “Moja córka moją przyjaciółką – jak to się robi?

  1. Ha! A ja właśnie piszę artykuł o tym, że córka nie może być przyjaciółką (choć bardzo bym sobie tego życzyła) i trafiłam tu w poszukiwaniu materiałów 😀
    My też mamy swój czas (córka ma 11 lat), kawka, ciuchy… chcę by to trwało wiecznie, żebyśmy kiedyś za kolejne 11 lat mogły razem iść na kawę i ciuchy… tylko czy się da?

    1. Nie wiem czy za 11 lat się da. Ważne, że da się teraz, a co będzie za x lat to się okaże. Jednak wierzę w to, że to są odpowiednie podstawy do dobrej relacji. Przewiduję burzliwe dojrzewanie, a potem zobaczymy:)
      Uściski dla Was obu:)

  2. Hej. Popieram babskie dni mama i córką są świetne i konieczne. Ja mam 11 letnią córkę i czasem w pędzie dni zwalniam i robię taki właśnie dzień lub wieczór a nawet udało nam się zrobić taki trzydniowy wypad do Londynu. Jejku ile wtedy można się dowiedzieć od swojego dziecka o czym myśli jakie ma emocje i co myśli i jak postrzega mamę również. Dziewczyny warto warto warto. Nawet wieczór świeczki maseczki plus plasterki ogórka na oczy wzajemny masaż pleców. Pozdrawiam ciepło Kasia

  3. Hej, cześć, dzień dobry!
    Tak dzisiaj trafiłam na Twojego bloga i … utknęłam. Przeczytałam wpis o aborcji i zabrnęłam dalej. I dalej, po więcej. Powinnam robić masę innych rzeczy, rehabilitacja po operacji, poszukiwanie nowej pracy, obowiązki domowe, coś, cokolwiek i wszystko na raz, ale… cierpiałam dzisiaj na demotywację, więc utknęłam i czytam.
    Sporo wpisów mnie poruszyło, ale ten zatrzymał na dłuzej.
    Wiesz, mam 24 lata, moja mama 47( w co nadal nie moge uwierzyć, kiedy ten czas minął,) i generalnie życia sobie bez niej nie wyobrażam. Nie mieszkamy razem, ale uwielbiam ją odwiedzać, wyciągać na zakupy, spędzać czas, gotować, plotkować, rozważać i śmiać się. Ludzie patrzą na nas jak na, wybacz, idiotki. Na mnie – ze oszalałam, ze starą torbą się prowadzam, a na nią – że nieodcięta pępowina, że robi z córki na siłę owieczkę Dolly.
    „Mądre poradniki” często pisza, że córka nie moze być określana przyjaciółką, że ustalenie granic, że to przeszkadza w szacunku. Miło trafić na miejsce, gdzie ktoś pisze mądrze i pokazuje, że da się – a tekst podrzuciłam też mamie. Niech wie, że nie takie straszne z nas dziwadła.

    Ah, i jeszcze jedno.
    Dzięki Ci wielkie za wpisy! Naładowały mnie nieco, dały odetchnąć i nabrać siły – idę się wziąć za siebie. Śmiesznie byłoby poddawać się na ostatniej prostej.

  4. Nie przypuszczałam, że jesteś tak piękną, zadbaną kobietą. Czytając Cię miałam przed oczami przysłowiową matkę polkę, może dlatego, że często piszesz o dzieciach…a tu proszę. Klasa sama w sobie. Może to dziwne, ale rzadko kiedy spotykam kobiety, które przy gromadce dzieci mają czas dla siebie. Oby tak dalej!

  5. Kurcze, fajnie piszesz 🙂 Zaczęłam się zastanawiać nad moją relacją z młodą (prawie 4 lata) i stwierdzam, że można pod taki babski dzień podciągnąć ten czas kiedy ojciec jest na budowie w weekendy. Tylko muszę go jakoś fajniej zorganizować, bo rundka zakupowa po osiedlowych sklepach się nie powinna liczyć 😛

  6. Znalazłam Cię przez przypadek i zostane już u Ciebie na dobre. Podoba mi sie jak lekko piszesz i tak normalnie. Sama mam 5-cio miesięczną córkę i juz choc jest malutka i nie rozumie jeszcze staram się budować już tę przyjaźń miedzy nami bo wiem że może to później zaowocować w coś pięknego.

  7. Witaj, ja rowniez wychowuje adoptowana corke. Ma 12 lat. Naszym ulubionym rytualem jest Babski Dzien, co najmniej raz w miesiacu gdy maz w sobote pracuje. Idziemy wtedy wydac troche kasy na glupoty, niepotrzebne rajstopy w kotki albo balsam do ciala, ktorego zadna z nas nie uzyje. Mloda otwiera sie jak nigdy, buzia jej sie nie zamyka i fajnie widziec, jak jest rozluzniona. Zawsze konczymy kawa/ herbata i ciachem. I to jest tylko nasze.

    1. Ja uważam ze takie dni są bardzo podszebne naszym córeczkom lecz niestety mam taką prace ze udaje mi się tylko 3 razy w roku zrobić taki dzień bardzo kocham córkę. Na przykład 3tygodnie temu poszłyśmy razem do kina pózniej poszłyśmy razem do parku linowego a później na obiad do pierogarni. Moja córka była zachwycona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.