zespół downa, szkoła specjalna

I skazuję Cię na szkołę specjalną

Z mojego pamiętnika (9 listopada 2012):
„Zostałam spoliczkowana. Na własne życzenie, bo to ja poprosiłam o rozmowę z psychologiem w przedszkolu Krystiana. Usłyszałam, ze jego postępy są znikome i że jego przyszłość to raczej szkoła specjalna (pierwszy policzek), że jest UPOŚLEDZONY (drugi policzek) i nawet na tle innych dzieci z zespołem Downa rozwija się powoli i raczej nie należy spodziewać się jakiegoś gwałtownego przełomu (trzeci policzek). Wszystko ładnie polukrowane odpowiednimi słowami i osłodzone przyjaznym wyrazem twarzy. Ale ja umiem wyłowić te słowa, które pod lukrowanym kocykiem mają przekazać, w możliwie jak najłagodniejszy sposób, nagą prawdę. 

Ja wiem, że Krystian ma zespół Downa i jest upośledzony. Nawet jego kości rosną trzy razy wolniej niż kości jego rówieśników. Jednak tak długo jak nikt tego nie nazywa po imieniu, mogę mieć nadzieję, że się uda, że wyprowadzę Krystiana, że będzie prawie taki jak inni. Takie słowa odzierają mnie z tej nadziei, a to cholernie boli. Przez lata nauczyłam się cieszyć każdym osiągnięciem Krystiana, nawet najmniejszym. To nie znaczy, że opuściłam poprzeczkę, o nie. To znaczy, że pozwalam mu dojść do niej we własnym tempie i własnymi kroczkami. Jestem jego wsparciem, czasem drogowskazem, czasem pomocną ręką. Cele mam z tyłu głowy, ale wiem, że dla nas najważniejsza jest radość ze wspólnego dążenia do celu, a nie radość z osiągnięć. Pozostała mi wiara w to, że kiedyś się nauczy i nadzieja, że dotrwam, by być tego świadkiem. Dziś jednak gdy wypowiadałam te słowa w gabinecie psychologa, łzy płynęły mi po policzkach. Znowu muszę zamknąć oczy, otrząsnąć się jak pies z błota i merdając ogonem ruszyć przed siebie. Ale to dopiero jutro…”

Te słowa napisałam trzy lata temu. Krystian od września chodzi do szkoły specjalnej. Nie chciałam, broniłam się, bo wydawało mi się, że szkoła specjalna skazuje go na oficjalne bycie nienormalnym i oznacza moje poddanie się w walce o jego normalność. Nic bardziej mylnego.

Na dzień dzisiejszy rodzice dzieci niepełnosprawnych mają wybór pomiędzy szkołą integracyjną, specjalną i próbami umieszczenia dziecka w placówce zwykłej (państwowej lub prywatnej). Krystian chodził do przedszkola integracyjnego. Cudowne miejsce, cudowni ludzie. Jestem wdzięczna za 5 lat współpracy. Był nie tylko tolerowany, był bardzo lubiany. Zawsze znalazła się jakaś dziewczynka, która go głaskała i ktoś, kto prowadził go za rękę, tylko…Tylko, że nadal był dzieckiem nienormalnym wśród normalnych. Takim, którego nie zaprasza się na urodziny. Takim, o którym opowiada się w domu, ale do domu się nie przyprowadza. Jest to złożony problem i sama po części czuję się za ten stan odpowiedzialna, ale o tym kiedy indziej.

Mam jednak to szczęście, że dzięki Aleksowi, który obecnie chodzi do gimnazjum, mogę obserwować jak wyglądają relacje starszych dzieci, ich stosunek do odmiennie wyglądających i zachowujących się inaczej. Im dzieci starsze, tym ich tolerancja na inność jest niższa. Śmieszny jest zarówno najwyższy, jak i najniższy w klasie, nie toleruje się najgrubszego i śmieje z najchudszego. Bezpiecznie jest być średnim, średnio uczącym się i średnio pryszczatym. Młodzi ludzie poruszają się w grupach porozumiewających się facebookiem i snapchatem. To ja byłabym nienormalna sądząc, że Krystian odnajdzie się w takich okolicznościach. Posłanie go do szkoły integracyjnej lub zwykłej byłoby okrutnym skazaniem go na izolację. I to właśnie jego, dziecko, które potrzebuje ciepła jak mało które. Usłyszałam niedawno, że szkoła specjalna obniża poprzeczkę. To my, rodzice tak rozpaczliwie chcemy by nasze dzieci były normalne, że stawiamy ją za wysoko. Szkoła specjalna jest dla dzieci specjalnych, a Krystian taki jest. Tu każdy gra w piłkę tak jak umie i nikt na Kryska nie krzyczy, że łapie ją rękami. Jego klasa liczy 5 osób i 2 nauczycieli. Tu ławeczki są dostosowane do rozmiaru (czasami naprawdę maleńkiego) uczniów. Tutaj Krystian otrzymuje wszystkie możliwe terapie za darmo. Tutaj każdy jest szczerze uśmiechnięty i pełen zdrowego entuzjazmu. Tutaj przerażony wyraz twarzy Krystiana na apelu nikogo nie dziwi. Tutaj Krystian jest wśród takich jak on, a ja wśród takich jak ja, rodziców dzieci niepełnosprawnych.

Rano Krystian biegnie do autobusu. Codzienny transport do i ze szkoły funduje mu nasze państwo. Mały biały busik co rano czeka pod klatką. W środku uśmiechnięty od ucha do ucha kierowca i opiekunka, która w swoim prywatnym czasie piecze dla dzieci ciasto.

Ciągle słyszę, że nasze państwo jest złe, za mało pomaga, za mało daje… A ja jestem wdzięczna, za szkołę do której chodzi Krystian, za ten mały biały busik, za nauczycieli z powołania i za ludzi, którym się chce. Tyle mi do szczęścia wystarczy. Dziękuję.

I skazuję Cię na szkołę specjalną
4.8 (96.45%) 107 votes

29 thoughts on “I skazuję Cię na szkołę specjalną

  1. Mieliśmy bardzo duży problem ze szkołą dla syna. Niestety mało która szkoła jest przystosowana dla takich dzieci, często ludzie po prostu się boją. Jednak musieliśmy zawalczyć i pomogła nam w tym jedna kancelaria adwokacka. Wrocław jest na szczęście dużym miastem i koniec końców syn wylądował w bardzo fajnym miejscu.

  2. Wspaniały tekst bardzo pouczajacy i budujacy. Ja wychowuje autystycznego synka i mysle tak jak Pani. Szkola specjalna to nie wyrok. To szansa na lepsze jutro i wiecej usmiechi

  3. Bardzo dobry tekst.
    Od wielu lat pracuję z osobami z niepełnosprawnością intelektualną – zajmuję się ich aktywizacją zawodową, szukam odpowiedniej dla nich pracy na otwartym rynku pracy. Zwykle są to osoby po szkołach specjalnych, zdecydowana większość z nich to absolwenci szkół przysposabiających do pracy. Zdarzało mi się kilkukrotnie pracować z osobami, których rodzice chcąc osiągnąć więcej wysyłali ich do szkół powszechnych (czasami nawet liceów). Zwykle nie było to dobre rozwiązanie – osoby miały zawyżone oczekiwania w stosunku do możliwości na rynku pracy. Państwa dzieci mogą w przyszłości wiele osiągnąć, mieć pracę i wspaniałe życie ale nie można stawiać poprzeczki zbyt wysoko – nie zawsze umiejętności szkolne są najważniejsze.

  4. Witam czytam wpis i jakbym czytala o sobie. Corka ma 4lata i wrodzoną wade mozgu jest mocno opóźniona ale postępy sa. Tydzien temu bylam u psychologa w szkole specjalnej w sprawie wczesnego wspomagnia rozwoju pani odrazu na wstepie powiedziala mi ze corka jest upośledzona w stopniu głębokim…
    Dla mnie to bylo mocne uderzenie wiem ze corka jest chora opóźniona ale w głowie mam poukładane ze uda mi sie ja wyciągnąć na zdrowe dziecko ze zacznie chodzić bo sa rokowania ze zacznie mowic ze nadrobi. Od tamtej wizyty placze co wieczór przez jedna pania ktora nie delikatnie powiedziała ze takie dzieci nie maja szans w normalnym zyciu…. wszystko mi sie w głowie rozlecialo: (.

    Pozdrawiam inne mamy.

    Corka ma hipoplazje ciala modzelowatego.
    Zapraszam mamy do email rozmowy
    wikusia11052012@wp.pl

  5. A już się bałam, że tylko ja tak zareagowałam na słowo „upośledzona”. Minęło kilka lat zanim zaakceptowałam to słowo. Dla mnie to był wyrok, nie umiałam wyjść z gabinetu psychologa.
    Dzisiaj moja piękna dziewczynka ma już 19 lat. Cała szkołę podstawową była w klasie integracyjnej, gimnazjum również, a dalszy etap edukacyjny w szkole specjalnej. Bardzo bałam się tego miejsca – niepotrzebnie. Wszystko zależy od ludzi tam pracujących. I w większości to tam pracują Anioły.
    Tylko że czas nauki powoli się kończy i przed nami nowy problemem…

  6. I ja chcę się dołączyć pod tym wpisem z krótkim komentarzem. Jestem trochę młodsza stażem w oswajaniu niepełnosprawności własnego dziecka. Mój synek ma jeszcze trochę czasu, nim przyjdzie nam wybrać szkołę. Trochę więc marzymy, trochę się łudzimy, a trochę już szykujemy na to, co za te kilka lat się wydarzy 🙂
    Zadziwiająco fascynujące jest to, jak uniwersalnie przechodzimy pewne drogi w naszym życiu 🙂 podobnie.
    Na razie Ignaś jest akceptowany w grupie i jest jej częścią. I w moim odczuciu jest to wynik rownież naszej pracy. Mam jednak świadomość, że jeśli nie wydarzy się „cud” drogi tych dzieci się rozejdą. I to będzie naturalne i dobre. Być może tak się nie stanie, ale biorę to pod uwagę.
    Dziękuję, Pani Agato, za szczerość i talent pisania tego, co ważne.
    Pozdrawiam 🙂 mama Ignaca.

  7. Dziękuję za ten tekst. Ja żałuję że oddałam dziecko od razu do placówki specjalnej, Twoje miało chociaż start wśród zdrowych rówieśników, ja poddałam się na samym początku…..chyba ze wstydu. Szkoda, bo od razu był w bardzo małej grupie z rówieśnikami od których niczego się nie nauczył, może lepiej by teraz funkcjonował w szkole specjalnej…może, może, tego się już nie dowiem.

    1. Pani Ewo, proszę nie mieć poczucia winy z powodu wysłania synka do szkoły specjalnej bez „próby” w masowej…być może byłoby nieźle (w masowej) do czasu, ale również mogłoby być tak, że już na starcie odczułby swoją inność, porównywałby siebie na niekorzyść – po co fundować dziecku takie stresy?
      Pracowałam w szkole specjalnej i szkole masowej i powiem, że moim zdaniem – szkoła specjalna jest wpływa korzystniej na rozwój dziecka – szczególnie społeczno-emocjonalny, na jego poczucie wartości, a to w życiu liczy się potem bardzo…pozdrawiam i życzę siły i szczęścia

  8. Chciałam Ci bardzo podziękować za ten wspaniały tekst którym sprawiłaś że w kilka chwil kamień spadł mi z serca. Jestem mamą 3 letniego chłopca z ZD. Od stycznia chodzi do przedszkola specjalnego. Cały czas miałam w głowie myśl czy to był dobry wybór, czy nie powinnam dać mu szansy w integracji. Teraz dzięki Tobie wiem że dobrze zrobiłam 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie i raz jeszcze dziękuję.

    1. Dziękuję Jeszcze raz Dziękuję. Nie.mam dziecka z.zespolem Downa, ale moja córka tez jest upośledzona, choć ma 7 lat, zachowuje się czasami jak jej półtora roczny brat, mi to absolutnie nie przeszkadza, nie.obchodzi mnie opinia innch dzieci czy też straszy ch, jest inna
      Bo jest wyjątkowa, i też będzie chodzić do wyjątkowej szkoły, z innymi wyjątkowymi dziećmi, pozdrawiam

    2. Tez jestem mama trzlatka z ZD jak na razie fajnie sie rozwija duzo mowi chodzi do przedszkola integracyjnego problem wyboru szkoly zprzatal mnie juz jak bylam z nim w ciazy slucham inych rodzicow, obserwuje i musle ze juz jestem gotowa na szkole specjalna, poniewaz wiem ze bardzo wazne jest ciagle stymulowanie rowoju synka ale najwazniejsze jest jego bezpieczestwo emocjonalne a nikt nie czuje sie dobrze w srodowisku gdzie nie ma szans na sukces a tak niestety wyglada sytuacja naszych dzieci w szkolach ogolnodostepnych i integracyjych

  9. Fajnie napisane. Ciepło mi się na sercu zrobiło, a moje męskie oczy ,ojca 3 dzieci jakoś tak mrugać zaczęły. Dzięki, że jesteście z nami KOBIETY.

  10. Hej. Mam niepełnosprawnego syna 2 lata temu też stałam przed tym trudnym z pozoru wyborem, piszę z pozoru bo ta decyzja jest w sumie prosta – nie chodzi o zaspokojenie ambicji rodziców tylko o spokój i prawidłowy rozwój emocjonalny dziecka. Ale do tego dochodzi się właśnie po takich przemyśleniach jak pisałaś, to w masowej szkole nasze wyjątkowe na swój sposób dzieci byłyby skazane na nietolerancje rówieśników. W szkole specjalnej są akceptowani tacy jacy są a w masowej zawsze byliby „inni”.

  11. Jeszcze nigdy nie przeczytała tekstu, który sama noszę w sobie.
    To dokładnie tak, jak Pani pisze. Słowa jak uderzenia w twarz, wydobywające to, co dokładnie wiadomo a czego nie wypowiada się głośno. I ten wzrok ludzi, którzy mówią to Państwa decyzja do jakiej szkoły posłać Bognę.
    Pierwsza wizyta w szkole specjalnej i szok i brak nadziei. A potem szczęśliwe dziecko wśród swoich, pierwsze urodziny u koleżanki, pierwsza koleżanka Bogny u nas w domu.
    I ta radość w oczach dziecka, niezauważalna u moich zdrowych synów, że właśnie idziemy do szkoły.
    Nauczyciele, mówią dobre rzeczy, sama jestem zaskoczona, że to o mojej córce, bo przygotowana byłam na dalszą walkę, na udowadnianie, że warto z nią pracować, że przecież gdyby była idealna ie miałaby orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. I ten oddech , że nie ma ataku, że cała terapia w jednym miejscu. I to zdziwienie, że mam trochę czasu. A przede wszystkim moje szczęśliwe dziecko. Ono wśród swoich i ja wśród swoich.
    I jeszcze jedno. Mam za sobą podstawówki moich synów, gimnazjum „renomowane”, gimnazjum „zwykłe”, liceum ogólnokształcące – ludzi prawdziwie kochających dzieci, ludzi pasjonatów, w tak dużej ilości spotkała tylko w szkole specjalnej.

  12. Witaj Agato.
    Juz chcialam sie oburzyc, czytajac poczatek tego postu…juz fuknelam, ze co? ze wyrok , bo szkola specjalna? …ale doczytalam do konca…I dziekuje ci jak Anna…tez jestem pedagogiem specjalnym, spedzilam 22 lata przy tablicy( wiekszosc w swietlicy). Mam wlasne dzieci- znajomym zawsze bylo ciezko rozroznic , o ktorych dzieciach mowie… bo wypowiadajac sie , zawsze mowie ,,nasze dzieci” bez znaczenia bylo czy moje prywatne czy te zwyczajnie ,,moje”. Nie zamienilabym sie nigdy na szkole masowa, kochalam dzieciaki , choc czesto bylam zmeczona i zrezygnowana. Tym ze szkoly specjalnej zawdzieczam wrazliwosc moich prywatnych… moje rodzone zawsze bawily sie z tymi ,,zawodowymi” , wsrod nich mialy przyjaciol i same byly przyjaciolmi. Dzieci nie widza roznicy..poki dorosli im tej roznicy nie uswiadomia.!
    Dzieci niepelnosprawne, uposledzone , czesto z rodzin patologicznych zwyczajnie sa kochane . A te 22 lata z nimi nauczyly mnie wiele, dzis poza Polaka pracuje z dziecmi ,,specjalnej troski”, choc z norma intelektualna…z dziecmi Polonii…ktore uczac jezyka ojczystego stosuje te same metody co stosowalam w szkole specjalnej… 🙂
    Ciesze sie , ze masz tyle milosci i rozsadku. A szkola specjalna jest dla SPECJALNYCH dzieci, wierz mi… dla wyjatkowo specjalnych dzieci. Pozdrawiam i zycze wam , calej rodzinie, najjasniejszych slonecznych dni przez cale zycie .:)

  13. Agata,
    wiesz znalazłam Twój blog i tak się składa, że mam córkę z zespołem Downa, która ma na imię Agata, ja jestem Olga a na nazwisko mamy Komorowska. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda :-). Potwierdzam, to co piszesz. Agata ma w tej chwili 13 lat. Przez pierwsze 3 lata chodziła do szkoły integracyjnej i pomimo, że była super pani wspierająca, klasa zgrana, lubiły Agatę, to Agata nie była zaproszona na urodziny. Dzieci żyły swoim życiem. W tej chwili Agata jest w szkole specjalnej w klasie z lekkim upośledzeniem,, ma przyjaciółkę, lekcje dostosowane do swojego poziomu. Jest bardzo zadowolona. Szkoła specjalna to nie wyrok dla naszych dzieci. Pozdrawiam 🙂

  14. Jestem nauczycielką – pedagogiem specjalnym. Pracowalam w różnych typach szkół. Nigdzie dziecko nie będzie miało tak kompleksowej opieki jak w szkole specjalnej. Nauczyciele są specjalistami i ciągle podnoszą swoje kwalifikacje. Dokonała Pani dobrego wyboru dla Syna. Ucząc się w szkole specjalnej ma szansę na poczucie sukcesu. W masowce lub integracji nie miałby takiej możliwości. Pozdrawiam i dziękuję za dobre słowa o szkolnictwie specjalnym.

  15. do mama trojaczkow:
    najlepsze, co możesz zrobic dla swojej córeczki, to nauczyc ją (swoim przykładem) przyjmować komentarze jako stwierdzenie faktu i tyle, z uśmiechem. Ja mam niski wzrost i komentarze „ale jesteś mała” przyjmuję z uśmiechem, bo to fakt; sama oglądam sie, gdy ktoś ma niebieskie włosy czy czymś innym sie wyróżnia (urodą, brzydotą, pięknym autem albo starym gratem); to, co napisała Agata „Śmieszny jest zarówno najwyższy, jak i najniższy w klasie, nie toleruje się najgrubszego i śmieje z najchudszego.” Cudownie jest mieć dla siebie i innych wyrozumiałość i uśmiech.

  16. Fajnie trafić na taki wpis, który pokazuje, że nasze państwo robi dużo dobrego dla dzieciaków. Serdecznie pozdrawiam pania od ciast!! Niech jej się wszystkie pięknie udają 🙂

  17. Pracuję w szkole specjalnej i prawdopodobnie wiele razy uraziłam rodzica, mówiąc prawdę. Dziś wiem, że to było nietaktowne. Wówczas nie przyszło mi to do głowy i nie było moim zamiarem nikogo obrazić. Zrozumiałam uczucia rodziców dopiero, kiedy zostałam matką…Przepraszam ich za brak taktu. Ale znam środowisko, świat dzieci niepełnosprawnych, z perspektywy pracy w szkole. Widzę, że dzieci potrafią się uśmiechać gdy są w swoim środowisku, kłócą się, przyjaźnią się, żyją własnym życiem. Zdobywają świat własnym tempem i własnymi sposobami. Ja stoję z boku na straży i staram się im pokazać co w życiu jest dobre…tak jak potrafię i zawsze w porozumieniu z zatroskanym rodzicem.

    1. Dziękuję w imieniu swoim i dzieci takich jak Krystian:) Czasami prawda boli, ale to jest proces, który prowadzi do akceptacji. My, rodzice oszukujemy się, bo nie potrafimy jeszcze przyjąć do wiadomości rzeczywistości. Nie umiemy sobie z nią poradzić. Nie możemy jednak żyć w iluzji, bo oszukując siebie, zmuszając dziecko do „normalności” żeby zaspokoić własne pragnienie, krzywdzimy je. Czasem kubeł zimnej wody na głowę, albo ten „policzek” jest konieczny dla otrzeźwienia, wyrwania z zaślepienia. Boli, ale lepiej żyć w prawdzie, niż pilnować iluzji. Na dłuższą metę to bardzo wyczerpujące dla rodzica i krzywdzące dla dziecka, które nie może być sobą.

  18. Moja coreczka urodzila sie z genetyczna wada stop. Dzieki wspanialym lekarzom i naszemu uporowi, dzis, po trzech latach terapii prowadzonej od urodzenia, chodzi niemal normalnie. Niestety, to „niemal” jest widoczne i wywoluje komentarze. Mieszkamy na stale za granica, gdzie nikt nigdy nie komentuje jej sposobu chodzenia czy wygladu ale latem bylismy w Polsce i bardzo bolaly mnie komentarze, wyglaszane na glos nie tylko przez dzieci, ale przede wszystkim przez doroslych – „Ale ona dziwnie chodzi”, „Spojrz na jej stopy, jakie dziwne, znieksztalcone”. Za ktoryms razem, przy kolejnym komentarzu, po prostu nie wytrzymalam, odwrocilam sie do komentujacych i dalam upust zlosci i frustracji, Przeciez moje dziecko rozumie, co sie o nim mowi, rozumie i jest mu przykro. Mala bardzo przezywala kazdy kometarz, dopytywala, co jest z nia nie tak. W miejscu, w ktorym mieszkamy, spotyka sie z zyczliwoscia i zrozumieniem i nikt jej nie traktuje jak dziwologa. Wiec zachowanie pani z placu zabaw wcale mnie nie dziwi. Smuci raczej, bo ciagle innosc traktuje sie jak bycie gorszym. Nasze dzieci nie sa gorsze, sa po prostu inne.

  19. Witam! jestem pedagogiem specjalnym. Dziękuję Pani za to, jak Pani ujęła szkołę specjalną… taka powinna ona być -w oczach rodziców i nauczycieli. Dla Dziecka. Jestem też siostrą dorosłego niepełnosprawnego człowieka. Pozdrawiam.

  20. Mam dziecko z rzadka choroba genetyczna. Póki co tego aż tak nie widać, bo córeczka ma 1,5 roku, ale ostatnio zapisywałam Ja na zajęcia muzyczne i pani (sekretarka jak zakładam) powiedziała, ze nie może mnie zapisać bo musi się upewnić czy opóznienie umysłowe mojego dziecka nie będzie komuś przeszkadzać. Taki policzek. To tak mi się skojarzyło z policzkiem, który otrzymałaś przy rozmowie o szkole. Muszę się uodpornić, ale dopiero zaczynam wiec takie słowa długo we mnie siedzą. Pozdrawiam !

    1. Na to ciężko się uodpornić. Mnie spotkały poważne dwa uderzenia prosto w brzuch, bo ciężko się było po nich pozbierać. Najpierw odmówiono nam adopcji, bo się nie kwalifikowaliśmy z powodu zespołu Downa w rodzinie. Drugie na placu zabaw w centrum handlowym. Nie pozwolono mi zostawić Krystiana na 5 minut, choć od pół godziny grzecznie się tam bawił razem z siostrą. Zaznaczam, że to był ogrodzony placyk, na którym można było zostawić dzieci by zrobić zakupy. Wtedy puściły mi nerwy i darłam się na tę babę z całych sił. Zrobiłam scenę jakiej było mi potem wstyd. Zażądałam telefonu do szefowej, która zgodziła się na pozostawienie Krystiana na placu. Ja poszłam, ale nie na zakupy, tylko się wypłakać. Wróciłam i zabrałam dzieci. Ale nie dałam za wygraną. Przy kolejnych zakupach znowu tam poszłam i tym razem nie było żadnych problemów. Czyli było warto. Ludzie się uczą. Opornie, ale się uczą:-) Życzę odporności i jak najmniej takich przykrych sytuacji. Pozdrawiam serdecznie, Agata i Krys

  21. Za malo pomaga…Bo ludzie fundujac sobie wyjazdy zarobkowe odkryli ze w wiekszosci krajow Europy Zach. istnieje patologia pt. „panstwo ci wszystko da”, nawet jesli nie chce ci sie nic robic, nikt ci nie pozwoli umrzec z glodu…Chory system ktory zaczyna sie walic bo inni nie chca tego utrzymywac. Pani jest w sytuacji innej, ludziom jak Pani, panstwo powinno pomagac na wszystkie mozliwe sposoby. Rodzicom dzieci ktore wymagaja pomocy lub rodzicom samotnie (ale rzeczywiscie samotnie) wychowujacym dzieci a takze najubozszym powinnismy ulatwiac zycie i zapewnic pomoc. Zycze Pani i Krystianowi wszystkiego najlepszego, zdrowia i wielu sukcesow (mniejszych i wiekszych). Wesloych Swiat i spelnienia marzen w 2015! wielu bialych busikow i pan piekacych ciasto;)

    1. Z tym pomaganiem to jest tak, że wszystko zależy od nastawienia biorcy. Jeśli potrafi wyrazić wdzięczność i nie traktuje tego w kategoriach, że „mi się należy”, to fajnie jeśli państwo pomoże. Ale żądanie pomocy mnie naprawdę dziwi i zawstydza…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.