kunder rozpacz

Kundel zwany Rozpacz

Od dwóch lat praktykuję afirmacje, medytacje i szum teraźniejszości. Działa, maluję nowe życie, jestem szczęśliwa, mam plany i marzenia, które z pasją zaczynam realizować. Szerokim łukiem omijam popadanie w rozpacz i użalanie się nad sobą niczym alkoholik na odwyku omija przydrożne knajpy, w których niegdyś czuł się jak w domu.

Ale czasem się nie da. Nie da się udawać, że ten kundel z kulawą łapą i bez jednego oka, który od paru dni stoi pod moim progiem nie należy do mnie. Już dawno go nie widziałam. Teraz starałam się go ignorować, omijać, nie słyszeć cichego skomlenia, nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. Myślałam, że jak nie będę karmić, pójdzie. Nie poszedł. Dzisiaj unikanie go wymagało zbyt dużo wysiłku. Uchyliłam drzwi i wpuściłam. Rozgościł się radośnie merdając ogonem. Wylizał mi oczy i położył się na klacie całym swoim ciężarem. A ja objęłam go z czułością i zaszlochałam w jego zmierzwioną sierść.

Witaj kochany, miło cię znowu widzieć. Tak, czasem tęsknię. Dzisiaj to ja czuję się jak skopany pies zwinięty w kłębek na zimnym chodniku. Dobrze, że wróciłeś. Mogę przeżyć ten smutek w całości, na wylot. Właśnie dałam sobie do tego prawo. Przyjęłam mojego kundla z czułością i nadałam mu imię Rozpacz. Wkrótce odejdzie, ale wiem, że wróci. Może nie jutro, ale może za tydzień, albo za miesiąc, a ja znowu go przytulę, bo jest cały mój i tylko mój.

Kundel zwany Rozpacz
4.3 (85%) 20 votes

1 thought on “Kundel zwany Rozpacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.