Piekło dzieci skazanych na życie

Kto będzie tulił przerażonego malca w chwili śmierci?! Kto ulży mu w mękach, na które skazał go Trybunał Konstytucyjny Rzeczypospolitej Polskiej…

Zmusić do rodzenia można, ale do miłości zmusić się nie da. Nie da się zmusić zdesperowanej matki dwojga małych dzieci, by zabrała ze szpitala okaleczone dziecko, do którego urodzenia została zmuszona. Nie da się też zmusić nikogo do adopcji dziecka które samo nie je, zawsze będzie sikać pod siebie, robić kupkę do worka, jeść przez rurkę. Ale ono czuje! Czuje ból i strach, potrzebuje miłości i bliskości kochającego człowieka!

Krzyczę, bo one nie mogą

Krzyczę, bo nikt w imieniu tych dzieci krzyczeć nie będzie. Krzyczę, bo serce mi pęka! Krzyczę, bo nie mam siły już płakać. Krzyczę, bo te niewinne istoty zostały skazane na prawdziwe piekło.

Kobiety krzyczą w swojej obronie. Kto będzie krzyczał w obronie porzuconych, niekochanych, samotnych i okaleczonych dzieci?! Dzieci, które nie umieją nawet krzyczeć…

Mój syn z zespołem Downa nie krzyczał. Nie płakał, nawet się nie krzywił. Cierpiał w milczeniu. Być może dlatego wada pęcherza moczowego została wykryta dopiero pół roku po jego narodzinach. Każde sikanie sprawiało mu ból, ale on przez pół roku nie wydał nawet pisku. Płakać uczył się w czasie rehabilitacji. Prywatnej, częstej, regularnej i drogiej. Dzisiaj krzyczy i płacze kiedy jest wściekły. Kiedy cierpi, nadal milczy. Ma 13 lat.

Kiedy był malutki bałam się, że umrze w moich ramionach, a ja nie dam sobie z tym rady. Aż w końcu zrozumiałam, że kiedy śmierć po niego przyjdzie, to najcenniejsza rzecz jaką mogę mu podarować to właśnie moje ramiona, w których będzie mógł spokojnie odejść…

Komu popsute dziecko?

Mam też dzieci adoptowane – syna i córkę. Kiedy po raz pierwszy zadzwoniłam do ośrodka adopcyjnego radośnie oświadczając, że myślę o adopcji dziecka, kobieta ostrym tonem spytała: „A może weźmie Pani dziecko chore, bo tych nikt nie chce!” Parę lat później to „dziecko chore” sama sobie urodziłam. A kiedy w sprawie upragnionej adopcji zwróciłam się do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego moja rodzina została uznana za niegodną, bo mamy dziecko niepełnosprawne… Dwa lata później w innym ośrodku zaadoptowałam zdrową, małą dziewczynkę, czyli dziecko jakiego chcą wszyscy rodzice adopcyjni.

Drugiego syna zaadoptowałam trzy lata temu. Miał wtedy szesnaście lat. Stoczyłam o niego prawdziwą wojnę. Naszą historię opisuję w książce „Czy mogę ci mówić MAMO”. Siostry zakonne prowadzące dom dziecka, w którym przez lata mieszkał nie chciały go oddać. Za to chętnie oddawały dzieci z problemami psychicznymi. Za granicę. Teraz już się nie da. Adopcje zagraniczne nie są zakazane, ale niechcianych małych Polaków zajadle pilnuje Katolicki Ośrodek Adopcyjny, ten sam, który odmówił mi adopcji i który jako jedyny obecnie ma prawo pobłogosławić wyjazd dziecka za granicę. Obecnie zgody wydaje tylko w przypadku łączenia rodzin. Z 300 adopcji zagranicznych rocznie, statystyki spadły do 20…

„Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2018 roku w placówkach opiekuńczo-wychowawczych i zastępczych na terenie Polski przebywało 75 tysięcy dzieci. (…)  W 2016 roku opuściło je tylko 22 proc. dzieci, z tego największa grupa (prawie 30 proc.) z powodu osiągnięcia pełnoletności” (raport NIK-u „Wykonywanie zadań przez ośrodki adopcyjne”, sierpień 2018 roku). 

Obecnie kwalifikacją kandydatów na rodziców adopcyjnych z zagranicy zajmuje się wyłącznie Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie. Sprowadza się to głównie do przypadków łączenia rodzeństw lub adopcji wewnątrzrodzinnych. Z 300 adopcji zagranicznych rocznie liczba dzieci znajdujących rodzinę poza granicami naszego kraju spadła w roku 2018 do 21. Dzieci, które mają nieuregulowaną sytuację prawną bądź nie mogą znaleźć chętnych do adopcji, przebywają w domach dziecka lub rodzinach zastępczych. Zawodowa rodzina zastępcza to w Polsce nadal bardzo mało znany zawód. Na adopcję lub życie w rodzinie zastępczej nadal może liczyć niewiele dzieci.” ~ Czy mogę ci mówić MAMO

W placówkach opiekuńczych czeka ponad 75 tys. dzieci, z których większość nigdy nie trafi do adopcji. Przyczyną jest ich nieuregulowana sytuacja prawna. Jeśli rodzice zostaną pozbawieni praw zanim dziecko osiągnie dziesiąty rok życia i jest zdrowe, to ma zagwarantowany dom. Jeśli zdąży się w placówce „zestarzeć”, albo ma wady wrodzone, to na dom nie ma żadnych szans… Na palcach u jednej ręki można policzyć chętnych do adopcji dzieci upośledzonych. Najczęściej są to dzieci z zespołem Downa lub z innymi lekkimi wadami.

Zostaw lalkę…

Kto powinien wziąć odpowiedzialność za setki dzieci, które zostaną skazane na cierpienie i śmierć w samotności? Czyż nie ci którzy taki los im zgotowali?

Zostaw lalkę pod kościołem, siedzibą PiSu, Trybunałem Konstytucyjnym czy inną instytucją państwową w Twojej okolicy. W ciszy, w maseczce, nie łamiąc pandemicznych przepisów…

Niech te lalki symbolizują porzucone, chore dzieci, którymi KTOŚ będzie musiał się zająć. Niech politycy i duchowni wiedzą ile dzieci znajdą na swoim progu! Niech te nieme lalki krzyczą w obronie dzieci, które krzyczeć nie mogą…

2 thoughts on “Piekło dzieci skazanych na życie

  1. Pani Agato,
    Chciałabym Pani bardzo podziękować za to, że dzieli się Pani swoimi przemyśleniami i odczuciami. Każdy może mieć własne zdanie na temat usuwania ciąży i wychowywania dzieci niepełnosprawnych ale większość z nas nie doświadczyła tych rozterek, radości i smutków, który były Pani udziałem. Pani subiektywne odczucia są bezcenne. Udostępniam Pani teksty na moim fb mając nadzieję, że dadzą do myślenia tym osobom, które uważają że kobiety nie powinny mieć wyboru bo poradzenie sobie z sytuacją i wychowanie dzieci niepełnosprawnych to nic trudnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.