Nikt mnie nie lubi – o wykluczeniu i samotności

– Nikt nie chcę się ze mną bawić.
– Nikt mnie nie lubi.
– Nikt nie chce ze mną rozmawiać.
– Wszyscy mnie krytykują, są dla mnie niemili.

Co robisz, kiedy Twoje dziecko zgłasza takie problemy?
Większość z nas czuje złość wobec „tych okropnych dzieci, które wykluczają i krzywdzą moje dziecko”.
Większość z nas ma ochotę iść do szkoły i ukręcić łeb małym bandytom.
Większość z nas pragnie otoczyć swoje dziecko ramieniem, roztoczyć nad nim parasol rodzicielskiej opieki i nie dopuścić do tego by sytuacja się powtórzyła.
Większość z nas pisze długie wiadomości na Librusie do wychowawców, dyrektorów, pedagogów i innych osób, które POWINNY zająć się tym problemem.
Większość z nas jest rozczarowana tym, że świat schodzi na psy, dzieci dziczeją, zło się szerzy i to zło dotknęło nasze bezbronne, wrażliwe i bezradne dziecko.
Jesteśmy gotowi stanąć na rzęsach, organizować warsztaty (dla tamtych złych dzieci), żądać ich naprawy przez rodziców, pedagogów i psychologów szkolnych.

Czego uczy się nasze dziecko?

• Jestem OFIARĄ innych, kolegów/koleżanek, którzy wykluczają, nauczycieli, których nic nie obchodzi i ignorują problem.
• Świat jest zły, a ja jestem dobra/y i dlatego świat się nade mną znęca. Nie warto jest być dobrym/ą.
•  Jestem bezradna/y, nie mam żadnego wpływu na to co się wokół mnie dzieje (wyuczona bezradność).
• Jeśli ktoś (mama/tata) mnie nie uratuje, to nic się nie zmieni!
• Tak już musi być!

Ratując nasze dziecko w taki sposób uczymy je bezradności. Utwierdzamy w roli ofiary. Podkreślamy rozłam pomiędzy NIMI (złymi) i MNĄ (naszym dobrym, biednym dzieckiem). Stawiamy ścianę pomiędzy wszystkimi/światem/klasą/szkołą, a naszym dzieckiem.

Tymczasem to nasze/moje dziecko potrzebuje wsparcia. Piszę również MOJE, bo moja córka też doświadczyła wykluczenia i nadal doświadcza sytuacji, które ją przerastają. Moją pierwszą reakcją jest reakcja MATKI LWICY, czyli „odgryzę łeb tym bachorom”. A potem robię krok wstecz i zastanawiam się czego chcę moją córkę nauczyć. Czy chcę by przez całe życie szła w roli ofiary usprawiedliwiając to swoją nieśmiałością, wrażliwością, wcześniejszymi doświadczeniami, ADHD i innymi czynnikami zewnętrznymi, czy też CHCĘ NAUCZYĆ JĄ RADZENIA SOBIE W KAŻDEJ SYTUACJI?

Czego chcę nauczyć moje dziecko?

Najcenniejszym darem jaki mogę podarować mojej córce to narzędzia, dzięki którym nauczy się sama radzić sobie w nieprzewidzianych, trudnych, czasem nawet przerażających sytuacjach. Zamiast liczyć na to, że sprawię, że cały świat się zmieni, mogę pomóc mojemu dziecku wyjść z roli ofiary i nauczyć ją odporności i zaradności, mogę podarować jej narzędzia, by radzić sobie w trudnych i nieprzewidzianych sytuacjach. Jakie to narzędzia? Zmiana schematów zgodna z jej osobowością: zmiana reakcji, postawy, używanych słów, toku myślenia i reagowania na własne emocje. Bo każda relacja, to akcja i reakcja. Jeśli do mojej córki podchodzi grupa dzieci, za którymi ona nie przepada i ona się do nich nie odzywa, kuli, udaje, że ich nie widzi, to takie zachowanie powoduje początkowo zaciekawienie, a potem irytację grupy. Irytacja, wywołuje lęk u mojej córki, a wtedy wystarczy jedna osoba w grupie, która powie coś co ona uzna za krzywdzące i domino może runąć. Nikt nie miał złych intencji, nikt nie jest tutaj czarnym charakterem, a jednak ktoś może czuć się skrzywdzony, a kiedy jest krzywda, to jest i oprawca, a kiedy jest oprawca, to jest i ofiara. I w ten sposób sekwencja neutralnych zdarzeń kończy się szkodą, która nie wiadomo skąd, jak i kiedy powstała. Dla dziecka ważne jest by nauczyło się rozpoznawania tych schematów, by umiało zauważyć to co może prowadzić w niepożądanym kierunku i umiało zachować się inaczej niż poprzednio. Mój ulubiony cytat z Alberta Einsteina to “Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Trzeba zmienić jedną rzecz, a wszytko się zmieni!

Czy jestem w stanie zrobić to sama?

W pewnym zakresie tak, ale nie wszystko dlatego, że jestem emocjonalnie zaangażowana w „moje kochane maleństwo”.
NIE, bo może przeszkadzać mi poczucie, że być może tom moja wina, mój brak umiejętności rodzicielskich, moje błędy. POCZUCIE WINY rodzica jest ogromną barierą w podejmowaniu adekwatnych działań by dziecku pomóc. PAMIĘTAJ, robisz tyle ile możesz, na bazie tego co sama/sam wiesz i w reakcji na własne emocje. Dlatego czasem warto poprosić o pomoc kogoś, kto nie koniecznie wie więcej, ale wie coś innego niż Ty, ma inne doświadczenia i inne emocje związane z sytuacją. Proszenie o pomoc specjalistów NIE JEST PRZYZNANIEM SIĘ DO PORAŻKI! JEST OKAZANIEM SIŁY, ZARADNOŚCI I DETERMINACJI BY POMÓC DZIECKU. Robisz dokładnie to, co chciałaś/eś od samego początku, tylko w bardziej adekwatny, przemyślany i skuteczny sposób.

Dziecko ma zwykle wewnętrzny opór by przyjmować wiedzę/pomoc od rodzica. Kiedy pytam Adę, czy chce żebym zrobiła z nią sesję coachingową, patrzy na mnie z politowaniem i mówi:  Jak byś była dentystą, też bym nie chciała żebyś grzebała mi w zębach:)

I ja to szanuję! Myślę, że gdyby mój tata był ginekologiem, też bym do niego nie chodziła:))))

Dlatego Ada chodzi na TUSy i na zajęcia, gdzie uczy się radzić sobie ze swoimi emocjami.
Ja ze swojej strony oddaję jej odpowiedzialność za to co może zrobić sama. Kiedy ma problemy z muzyką w szkole, to ustalam z nią taki tok działania:
– Najpierw porozmawiaj z nauczycielką sama. Spytaj co możesz zrobić, by podwyższyć sobie ocenę. – Ustalamy dzień kiedy to zrobi.
– A co jeśli Pani powie NIE?
– To przynajmniej będziesz wiedziała, że próbowałaś.
– A co jeśli Pani będzie niemiła?
– To przynajmniej nauczysz się radzić sobie w sytuacji kiedy ktoś jest niemiły.
– A pomożesz mi jeśli sobie nie poradzę?
– Poradzisz sobie, a jeśli potem będziesz jeszcze chciała, to mogę z Panią porozmawiać.

Wczoraj Ada przybiegła ze szkoły szczęśliwa. Spytała, a Pani sama zaproponowała, żeby Ada nagrała filmik jak gra na flecie w domu, bo Pani rozumie jak bardzo Ada denerwuje się na forum klasowym i dlatego może jej lepiej wyjść jeśli zagra w domu. Ada załatwiła sprawę zupełnie sama.

Ada jest z siebie dumna, jej poczucie własnej wartości i zaradności skoczyło w górę o jakieś 1000%, a ja stoję z boku i też jestem z niej dumna i spokojna, że sobie w życiu poradzi bez mamusi depczącej jej po piętach:))))

 

PS Z Panią od muzyki nie rozmawiałam, ale bardzo jej dziękuję za cudowną postawę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.