Czy usunęłabym chorą ciążę?

Mam 47 lat i dwunastoletniego syna z zespołem Downa, tak jak autorka obywatelskiego projektu całkowitego zakazu aborcji. Jestem również mamą dziewięcioletniej córeczki i dwóch osiemnastolatków. Dzieci wychowuję sama. Załóżmy, że zachodzę w ciążę. USG wykazuje wady wrodzone, potwierdzane przez kolejne badania. Moje dziecko będzie chore. Czy przeżyje? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że nawet jeśli, to będzie żyło na krawędzi życia i śmierci, wymagając bezustannej opieki, pobytów w szpitalu, licznych operacji i rehabilitacji, które coś dadzą labo i nie. Mogę je urodzić i tym samym skazać pozostałe dzieci na zaniedbanie, brak matki w okresie dojrzewania mojej córki, nieobecność przy synu z zespołem Downa, który wymaga nadzoru 24h. Całą odpowiedzialność za tych dwoje złożę na barki  osiemnastoletnich braci, pozbawiając ich jakiejkolwiek przyszłości. Mogę też przerwać ciążę. Jeszcze mogę…

Oglądałam debatę w Sejmie i mam wrażenie, że wypowiadający się tam ludzie wiedzą tyle o dylematach kobiety w ciąży, co ja o problemach chińskiego hodowcy kaczek. Łatwo jest moralizować i osądzać anonimowe kobiety w teoretycznych okolicznościach. Wszyscy wiemy, że życie należy chronić. Sprawa się komplikuje jeśli zaczynamy mówić o konkretnym życiu, w konkretnych okolicznościach. Kiedy zaczynamy rozmawiać o Twoim i o moim życiu.

Podejmowanie decyzji o życiu kobiety z sejmowej mównicy jest jak wysyłanie wycieńczonych wojną szeregowców na rzeź przez sytego dowódcę wydającego rozkazy z ciepłej bazy daleko od frontu.

Wycieranie sobie twarzy miłymi dziećmi z zespołem Downa traktuję przy tej debacie jak rękawicę rzuconą w moją twarz. Kocham mojego syna nad życie, choć nie była to łatwa miłość i nie była miłością od pierwszego wejrzenia w jego migdałowe oczy. To ze względu na niego przy obecnej pandemii noszę maski od samego początku, kiedy jeszcze noszenie masek było piętnowane, a nie nakazane. To ze względu na niego moi osiemnastoletni synowie nigdzie nie wychodzili jeszcze zanim został wprowadzony zakaz. Wszyscy kochamy Krystiana, a COVID19 jest największym zagrożenie właśnie dla niego. W wieku dwóch lat cienka linia dzieliła go od śmierci z powodu zapalenia płuc. Jego drobna budowa i wrodzona wiotkość utrudniają walkę z taką chorobą. Koronawirus może go zwyczajnie udusić. Jednak dziecko z zespołem Downa, choć jest dla rodziców wyzwaniem, jako niepełnosprawność w porównaniu z innymi jest czystą przyjemnością. Przez lata spędzone z moim synem poznałam matki,  które codziennie dźwigają krzyczące i bezwładne dzieci do wózka, potem do samochodu, potem do wózka i do lekarza, szkoły, na rehabilitację. Matki chorujące na depresje i nerwice, które od dnia narodzin ich dziecka nie przespały ani jednej nocy, bo ich dzieci nie sypiają. To jest zupełnie inny świat, do którego nie ma wglądu nikt, kto w nim nie żyje. To dla matki izolacja od świata na całe życie. Mówi o tym Siostra Chmielewska w artykule dla Wysokich Obcasów.

Będąc w szpitalu z moim synem poznałam mamę dziewięciomiesięcznego chłopca, który sikał i kupkał do torebki, był karmiony dojelitowo i brakowało mu kości w kończynach. Jego mama spędziła 9 miesięcy w szpitalach, praktycznie nie widując pozostałych dzieci. Któregoś dnia na salę weszła rozpromieniona pani neurolog i z radością oświadczyła, że jej dziecko pod względem neurologicznym rozwija się prawidłowo. – I co mi z tego – zgasiła ją ta kobieta. To był kubeł zimnej wody na głowę. Tej lekarki i moją. I co z tego, że ten chłopiec będzie miał świadomość swojej choroby i zdolności do trzeźwej oceny świata. Szczerze, to tym gorzej dla  niego i jego matki. Czy ktoś z Was chce znaleźć się na jej miejscu? Przy całkowitym zakazie aborcji kobiety siłą zostaną postawione przy łóżeczkach chorych i umierających noworodków, o których życie lekarze będą mieli obowiązek walczyć wszelkimi sposobami. Jednak ich matki będą codziennie zanosiły modły do Boga, by to dziecko zabrał.

Mój instynkt macierzyński, który również był debatowany na sali sejmowej, każe mi chronić te dzieci, które już urodziłam i te, które podjęłam się kochać poprzez adopcję. Sprowadzając na świat bardzo chore dziecko, zabrałabym pozostałym wszystko to, co jest im dzisiaj do życia potrzebne. Pierwsze dwa lata życia mojego syna z zespołem Downa spędziłam w poradniach specjalistycznych i rehabilitacyjnych oraz w szpitalach. Byłam dwanaście lat młodsza, miałam inne warunki i troje dzieci mniej. I tak skończyłam w szpitalu z depresją, nerwicą i nadciśnieniem.  Oczywiście niektórzy powiedzą, że jako singielka z dziećmi nie powinnam nawet myśleć o seksie. Ale matka też człowiek, a wpadki chodzą po ludziach. Nie oceniajmy więc mojej moralności przed faktem, a rozważmy moje opcje w chwili kiedy lekarz odczytuje wyniki badań. Dzisiaj jestem silną, zdrową kobietą. Żyję w równowadze i harmonii pomimo trudnych doświadczeń i przebytej depresji. Jednak każdy człowiek ma swoje granice wytrzymałości, ograniczoną pojemność na życiowe tragedie, które jeszcze potrafi obrócić w siłę. Z perspektywy czasu jestem Bogu wdzięczna za mojego syna. Dzięki niemu zrozumiałam co jest w życiu naprawdę ważne. Ten mały chłopiec jest moim wielkim nauczycielem. To on nauczył mnie kochać i szanować siebie, pokazał jak bardzo każdemu dziecku potrzebna jest zdrowa i szczęśliwa matka. To on każdego dnia pokazuje mi prawdziwe wartości, pokazuje czym jest bezwarunkowa i bezgraniczna miłość. I to właśnie ze względu na niego, miłość i szacunek do wszystkich moich dzieci i do siebie samej, dzisiaj usunęłabym chorą ciążę.

———

Tutaj>> znajduje się list do duchownych i polityków, który napisałam w kwietniu 2016 roku. Dwa lata później adoptowałam szesnastolatka. Doskonale wiem, że dzieci niepełnosprawne, chore i stare (powyżej 10 roku życia) nie mają żadnych szans na adopcję w naszym katolickim kraju, a katolicki ośrodek adopcyjny stoi na straży, by dzieci niechciane przez Polaków nie wyciekały za granicę…

Fot. Iwona Karolak

14 thoughts on “Czy usunęłabym chorą ciążę?

  1. ‚To jest zupełnie inny świat, do którego nie ma wglądu nikt, kto w nim nie żyje.’ Kto tam nie był, nigdy nie pojmie i nie zrozumie.

  2. Dzień dobry. Jest Pani niesamowitą osobą. Wchodzę na Pani bloga gdy „głupie myśli” przychodzą mi do głowy żeby sprowadzić się trochę na ziemię. Jestem samodzielną mamą dwójki wspaniałych, zdrowych dzieci a i tak rzeczywistość czasem daje mi w kość. Myślę że idealistycznie nastawione osoby opiewające piękno krzyża które zsyła na nas Bóg mogłyby trochę uruchomić wyobraźnię albo zejść na ziemię. Albo wreszcie zapoznać się z tematem, poasystować trochę jakiejś rodzinie z niepełnosprawnym dzieckiem i wyjść wreszcie z tego chorego infantylizmu, który je spowija. Niektórym ludziom tak brakuje wyobraźni że tylko doświadczenie osobiste jakiejś sytuacji budzi ich zrozumienie . Więc tak, drogie obrończynie życia poczętego-życzę Wam wszystkim znalezienia się w takiej sytuacji wyboru, żebyście mogły poświadczyć Wasze przekonania pięknym poświęceniem.

  3. Agato – dziękuję Ci za ten wpis a szczególnie za konkret w ostatnim zdaniu. Nie jest istotne, czy się z tym zgadzam czy nie, czy podjęłabym taką samą decyzję czy nie. Nigdy nie musiałam stanąć przed takim dylematem ale często się zastanawiam co bym zrobiła. Dla mnie nic nie zgrzyta w Twoim wpisie. Poprzez swoje doświadczenie i przeżycia, znajomość siebie jesteś w stanie realnie ocenić skutki tej decyzji dla siebie i najbliższych. Wiele się debatuje, dużo się mówi na ten temat i łatwo jest wydawać opinie gdy chodzi o innych. Twój wpis jest jednym z najbardziej rzetelnych głosów na ten temat i kończy się konkretem „ja w mojej sytuacji zrobiłabym tak i tak…” – widziałam wiele komentarzy ale bez wyraźnej puenty, dlatego tak bardzo doceniam ostatnie zdanie. Do tego trzeba nie tylko merytorycznego zaplecza ale także odwagi. A poza tym: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Życzę wszystkiego co najlepsze.

  4. Niby wiem o co chodzi, niby podziwiam. A jednak ta mocna puenta w ostatnim zdaniu, jest w opozycji z treścią kilku poprzedzających ją mocnych zdań…Z perspektywy czasu, jesteś wdzięczna Bogu za syna, którego byś usunęła? Tak wiele przeżyłaś, zrozumiałaś, co teraz cenisz, ale lepiej żeby się nie zdarzyło? Czy tak?
    Nie chce oceniać, ale znowu zgrzyta. Masz chore dziecko, jesteś świadoma wszelkich konsekwencji,masz depresję, a jednak adoptujesz dzieci. ..Bez urazy, proszę.
    Z innej beczki: myślę, że nasz wpływ na rzeczywistość jest mniejszy niż nam się wydaje (politycy też o tym zapominają..). Urodzenie zdrowego dziecka nie jest gwarancją zdrowia tegoż osobnika. Szkoda, że moralność próbuje się upolitycznić. Szkoda, że człowiek, tak wysoko się ceni.

    1. Do Pani Marty – Droga Pani , miałam nie pisać, nie odpowiadać, bo po co szarpać nerwy,ale nie mogę tak… Muszę odpowiedzieć, bo nie byłabym sobą, bo nie mogę przejść obok takiego komentarza obojętnie… Proszę Panią, by nauczyła się Pani czytać ze zrozumieniem intencji tego, co ktoś pisze…. Po co ten tekst” niby podziwiam”? Po co taka złośliwość, takie ocenianie wyboru Pani Agaty… czy Pani kiedykolwiek była na jej miejscu czy na miejscu takiego bardzo chorego dziecka? Nic Pani nie wie o takim zyciu, jak dzień po dniu człowiek sam walczy by pomó dziecku, a nikogo obok nie ma, nikt nie udzieli wsparcia czy pomocy tylko ludzie odwracają wzrok,ale do wypowiadania się, moralizowania to Polki pierwsze są, zwłaszcza te które dzieci chorych nie mają… to nie ma nic wspólnego z polityką, czy ktoś usunąłby chorą ciążę czy nie… jak ktoś nie da rady psychicznie i fizycznie udzwignac takiego ciezaru to go nie udzwignie i juz !!! Tylko prawdziwe herosy przetrwają coś takiego… proszę przyjąć zasadę,że póki Pani nie jest w konkretnej sytuacji danej osoby to proszę się o jej wyborach nei wypowiadac, bo zwyczajnie nikt Pani tego prawa nie dał.

      I nic tu nie zgrzyta w wypowiedzi Pani Agaty, wszytsko jest spójne, można jednocześnie kochać swoje chore dziecko najbardziej na świecie i jednocześnie być kurewsko zmęcoznym gdy latami walczy się o każdy jego dzień i ma się świadomość tego,że jeśli coś sie stanie takiej mamie, to jego czeka powolne umieranie w jakimś ośrodku…. Była Pani kiedyś w takim miejscu?? To proszę pojechać i zobaczyć ile tam chorych i skrajnie nieszczęśliwych chorych dzieci żyje… gwarantuję ,że po jednej godzinnej wizycie ktoś o Pani wrażliwości ucieknie stamtad i nigdy juz nie będzie się ważył złego słowa napisać o mamie, która jest prawdziwą heroską.

      Tyle w temacie.

      Z góry przepraszam Panią Agatę za emocjonalny ton wypowiedzi ,ale jak czytam coś takiego ,to krew mnie zalewa nad ludzką niewrażliwością i niedojrzałością oraz kompletnym nieznaniem tematu,

  5. Jestem matką 3 dzieci, z czego jedno jest niepełnosprawne…. niestety będąc w ciąży nie wiedziałam, że tak będzie… gdybym wiedziała…. nie wiem co bym wtedy zrobiła… ale miałabym kilka miesięcy aby podjąć jakąś decyzję i nie przeżywać tego co teraz… a tak to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba… od dnia kiedy się urodziło czuję się najgorszą matką, najgorszą żoną… nie mam czasu na nic… moje zdrowe dzieci są zaniedbywane bo nie mogę zostawić chorego dziecka chociaż ma 3 lata ale nie chodzi na 10 minut samego… mimo pięknej pogody nie jestem w stanie wyjść z całą trójką do ogrodu powdychać świeżego powietrza… moje życie to koszmar… pracuję przy laptopie na stojąco bo na siedząco się przy małej dwójce nie da, jem na stojąco, między wierszami uczę najstarszą córkę, na 30 minut dziennie uciekam w bieganie, aby dać upust emocjom i tyle mojego… i tak 7 dni w tygodniu… najgorsze jest poczucie beznadziejności i tęsknota za szczęściem, które było kiedy chorego dziecka nie było… a które już może nigdy nie wróci… a mam dopiero 32 lata…

  6. A dlaczego Ty żyjesz, skoro Ci tak ciężko?
    Chcąc tak widzieć sprawę, można by powiedzieć , że gdyby Twoja matka wiedziała , ze w jej łonie jest dziecko, które będzie narzekać na swój los, to też powinna je usunąć. Co za różnica jaki powód, byłyby tylko było miło, spokojnie, bezproblemowo.
    Cóż… jeszcze jeden dowód na to, że bez Boga i pełnego zaufania Jezusowi, życie niektórych dla nich samych zawsze będzie nic nie warte. A walka o wolność wyboru, czymże jest w obliczu braku miłości do siebie, bliźniego i Boga.
    Smutne … i w żaden sposób nieprzekonywujące.
    Śmiem twierdzić, że tym którym brakuje radości życia, brakuje Boga. Wybór między życiem a śmiercią własnego dziecka – wybór zero jedynkowy, bez żadnego ale. Niektórych widać on przerasta i tworzą, jak to Ewa w raju, ideologię dla swojej decyzji. I to jest właśnie pokłosie grzechu pierworodnego – brak zgody na wolę Bożą. Zrozumieją to ci, dla których każde życie jest darem, a w świecie Bożym przypadków nie ma. Są cuda, które nam, zakłamanym i dalekim od miłości bezwarunkowej, tak ciężko dostrzec…. Niebo istnieje naprawdę…. (co oznacza, że i piekło też).

    1. Mówisz wyłącznie o religii katolickiej. Na świecie mamy wiele różnych wyznań, pozostałe w Jezusa nie wierzą. Zatem twierdzenie, że jedynie Ty jako Katoliczka masz prawo o decydowaniu kto i w jaki sposób ma być szczęśliwy jest nieco egocentryczne. Nie uważasz?

    2. Aga (z 17 IV), Ty tak poważnie?
      Na prawdę myślisz, że właśnie podzieliłaś się swoją wiarą w niebo, Boga dobrego i miłosiernego, że emanujesz radością życia?

      Agato, jesteś piękna. Piękna w tym co robisz, co mówisz i jak mówisz. Ave.

  7. Bardzo osobisty wpis. Dzięki Ci za niego.
    Wiem, że jest tyle ludzkich problemów ile jest ludzi na ziemi, każdy jest inny, ma inne poglądy, inną siłę i tak naprawdę nie mi to oceniać, jakie decyzje w życiu podejmuje. Wiem jedno… każdy powinien mieć wybór jaką drogą podąży i jakie decyzje podejmie. KAŻDY POWINIEN MIEĆ WYBÓR.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.