Boli mnie ten świat…

Boli mnie to, że bardziej porusza nas cierpienie zwierząt po drugiej stronie planety niż cierpienie dzieci po drugiej stronie ulicy. Jojczymy i ronimy łzy nad poparzonym koalą z Australii, milczymy i odwracamy oczy kiedy poranione i osamotnione dzieci cierpią tuż obok nas. Ich świat płonie każdego dnia, każdego długiego pieprzonego roku. Ich rany będą się paprały przez całe życie. To nie są puchate misiaczki z Australii, tylko Kasie i Wojtki z Polski.

Boli mnie to, że niemal każdego dnia stajemy przed koniecznością wyboru pomiędzy BYĆ, a MIEĆ. Nie mając świadomości własnego bytu, można żyć w przekonaniu, że byt określany jest przez to co się ma. Odkrywając przemożną potrzebę „bycia”, codziennie musimy wybierać pomiędzy istnieniem, a ordynarnym zarabianiem, bo sam byt nie nakarmi dzieci, nie opłaci rachunków. Jednak posiadanie bez bytu jest jak duchowny bez duszy.

Boli mnie to, że samo bycie jest postrzegane jako porażka. Żeby być kimś, trzeba mieć coś: fortunę, raka, skłonność do agresji, alkoholu, narkotyków, wymiotów albo depresji. Jeśli NIKT staje się KIMŚ, bo ma COŚ, to trzyma się tego czegoś kurczowo, nie mogąc oddać (raka, depresji, wymiotów), bo wtedy ponownie wpadnie w niebyt. Zatem robi karierę mówiąc innym jak pozbyć się tego, czego sam nie zamierza się pozbyć, bo nie chce znowu zostać nikim.

Boli mnie to, że teraz mówi się o swoich dolegliwościach nie po to żeby ich nie mieć, tylko ma się je po to, żeby mieć o czym mówić.

Boli mnie to, że obecnie największym marzeniem nastolatków staje się spędzanie czasu z rodzicami. Rodzic haruje żeby mieć na to, żeby dziecko było: piłkarzem, lekarzem, baletnicą. Kończy się na tym, że dziecko ma: depresję, nerwicę, zaburzenia żywienia. Bo nie ma przy nim rodziców, którzy są najważniejszym filarem poczucia wartości i bezpieczeństwa każdego dziecka.

Boli mnie to, że człowiek doświadczony wiekiem i życiem jest traktowany z pogardą. Kiedyś był źródłem mądrości wielopokoleniowej, którą przekazywał kolejnym pokoleniom. Był szamanem, znachorem, wyrocznią, wodzem plemienia. Dzisiaj jest niepotrzebnym balastem dla zapracowanej rodziny, społeczeństwa, państwa…

Boli mnie to, że dzisiaj liczy się arogancja, tupet i chamstwo nad wiedzę, doświadczenie, wartości i wieloletni staż. Ludzi doświadczonych pozbywa się na korzyść tych wulgarnych i pyskatych, którzy gardzą doświadczeniem traktując je jak przestarzałe oprogramowanie. Pyskaci rządzą nie mając o tym pojęcia, doświadczeni rozwożą pizzę znosząc upokarzające komentarze zamawiających jedzenie na wynos pyskatych.

Boli mnie niechęć człowieka do kontaktu z drugim człowiekiem. Boli mnie internet, email, automat, obsługa bezosobowa, infolinia na numerek i gwiazdkę. Boli mnie brak kontaktu z żywym człowiekiem, barwą jego głosu, jego osobowością i emocjami, jego chęcią pomocy, informacji, wsparcia, pogadania, poklepania po plecach.

Boli mnie zakaz dotykania. Dzieci, obcych, wszystkich. Dotyk stał się niebezpieczny. To co kiedyś było naszym największym oparciem, czyli czułość dotyku, dzisiaj jest największym źródłem zagrożenia. Dzieci ostrzega się przed dotykiem: lekarza, rodziny, obcych i znajomych, dalekich i bliskich. Wprowadza się protokoły dozwolonego dotyku dla lekarzy, nauczycieli, rodzin. Ocenia się dotyk, rozkłada go na czynniki pierwsze, mierzy odległość od punktu X i na podstawie pobranych pomiarów i próbek, przesłuchań i opinii specjalistów od dotyku, ocenia intencje dotykającego, a dotykanemu przykręca się do czaszki wiertarką udarową tabliczkę z napisem “ofiara”.

Boli mnie to, że zdejmuje się odpowiedzialność z człowieka za jego życie, za to kim jest i kim będzie i przenosi ją na złych rodziców, zły dotyk, złego męża, okoliczności z przeszłości, choroby i dolegliwości. Psychiczne, fizyczne, orientacyjne i religijne. Przez resztę życia leczy się człowieka z konsekwencji wcześniej wymienionych, a kiedy już jest wyleczony, okazuje się, że zabrakło mu czasu na to żeby żyć, skakać, robić fikołki, dotykać, kochać, się i innych.

Boli mnie to, że kochać się można, a nawet należy z każdym, najlepiej bez kochania, bo po co komplikować sobie życie.

Boli mnie to, że nastolatków się poniża, gardzi się nimi i każdemu młodemu człowiekowi udowadnia się na każdym kroku, że jest śmieciem, przestępcą, który wymaga kary. Jest traktowany z pogardą przez tą samą panią w Żabce, która jego matce kłania się w pas. Poniżając nastolatka, żądamy od niego szacunku dla nas samych. Jak to niby ma działać?

Boli mnie to, że dzisiaj strach jest być rodzicem. “Nie krzycz na mnie” wołają zapłakane buzie z plakatów reklamujących onlinowe kursy rodzicielskie wpędzające każdego rodzica na ziemi w poczucie dewastującej winy. Nie podnoś ręki ani głosu, nie przeklinaj! Nie okazuj rodzicu złości, nie oceniaj, nie karz, nie porównuj… Jeśli to robisz, jesteś złym rodzicem! Robimy z dzieci święte krowy. Hodujemy bezkarne, rozbestwione potwory, które mają prawo wrzeszczeć na swoich rodziców, opiekunów i wychowawców, pluć, bić i rzucać nożyczkami. Jedyne co tobie rodzicu wolno, to zaprowadzić delikatnie za rączkę (żeby nie zostawić śladu) na karnego jeżyka. Czy ktoś próbował zaprowadzić na karnego jeżyka plujące, bijące, wrzeszczące i wierzgające dziecko z nożyczkami w ręku?

Boli mnie to, że niesforne dziecko prowadzi się do psychologa i faszeruje lekami zamiast prowadzić do parku, na basen lub na plażę i faszerować czułością najbliższej rodziny.

Boli mnie to, że placówki edukacyjne są wylęgarniami patologicznych wzorców, gdzie sfrustrowani bezsilnością wobec bezkarnych i rozwydrzonych dzieci, zniechęceni arogancją zadufanych, zabieganych i bezradnych rodziców i wyposażeni jedynie w poniżające metody pedagogiczne rodem z PRLu nauczyciele próbują zmuszać dzieci do przyswajania często już bezużytecznej wiedzy. Nauczyciel z powołania to prawdziwa rzadkość. To gatunek, który powinien być pod ochroną.

Boli mnie to, że zamykamy się na osiedlach chronionych wysokimi płotami, które to osiedla dzielimy na “etapy” odgradzane szlabanami z groźnym zakazem wjazdu dla mieszkańców innych etapów. Na danym etapie odgradzamy się od “obcych” domofonami, które bronią dostępu do naszych drzwi, które powinny być stale zaryglowane, o czym przypominają plakaty na osiedlowych tablicach ogłoszeń.

Bolą mnie hasła, które krzyczą na mnie: „WSTYDŹ SIĘ!…” – ale za co?! przecież nic złego nie zrobiłam!, „NIE BIJ!” – ale ja przecież nie biję! A gdyby tak zamiast wciskania mi, że mam się czego wstydzić i że na pewno biję podejść pozytywnie: „DZIĘKUJEMY ZA SPRZĄTANIE PO SWOIM PSIE”, „KOCHAJ! (psy, dzieci, zwierzęta, sąsiadów…)”.

Boli mnie to, że należy oszukiwać drugiego człowieka. Jeśli nie oszukujesz, jesteś naiwnym mięczakiem, jeśli dajesz się oszukiwać, jesteś idiotą, którego nikt nie szanuje. Twoim podstawowym życiowym zadaniem jest nie dawać się oszukiwać: partnerowi, pracodawcy, ubezpieczycielowi, urzędnikowi. Musisz poświęcić temu “niedawaniu się robić w balona” mnóstwo swojego czasu i energii, bo inaczej zrobią cię w ch…ja przy każdej możliwej okazji.

Boli mnie to, że żyjemy w świecie siłaczy i jednostek. A silna jednostka, która robi innych w ch…ja, nie dając się przy tym wyd…mać jest jedynym przepisem na sukces. Sukces natomiast jest definiowany przez posiadanie. Nie należy okazywać słabości, emocji i uczuć. Nie należy dzielić się radościami i smutkami nawet z najbliższymi, by nie okazać słabości. Bo słabość nie jest seksi. A dzisiaj każdy musi być seksi. Najlepiej na instagramie.

Bolą mnie insta gwiazdki, które wyrastają jak grzyby po deszczu ze sproszkowanego przepisu zupki instant, zaczerpniętego od innych insta, zalanych dużą ilością filtrowanej wody. Te insta gwiazdy stają się największymi autorytetami dla naszych synów i córek, którzy zrobią wszystko żeby mieć co pokazać na insta. Przy braku ciepłego dotyku wciąż nieobecnych rodziców instalajf staje się jedynym przepisem na to żeby być.

Bolą mnie insta matki nowonarodzonych dzieci, które mają jedyny i najlepszy przepis na wyhodowanie szczęśliwego nastolatka, który nie będzie przeklinał, pił i palił, za to będzie przynosił same szóstki i stanie się sukcesem w czystej postaci. Karmią tym przepisem inne, zatroskane i zagubione matki, które szukają swojego instynktu macierzyńskiego na instagramie zamiast w swoim sercu.

Bolą mnie samozwańczy internetowi eksperci od wszystkiego, którzy są przede wszystkim ekspertami od autoreklamy.

Boli mnie bezinteresowna złośliwość i zawiść. Viktor E. Frankl powiedział, że człowiek jest skazany na dryfowanie pomiędzy nudą a beznadzieją. Z tych dwóch nuda jest o wiele bardziej niebezpieczna.  Człowiek, który jest znudzony swoją codziennością i sfrustrowany własnym brakiem odwagi i umiejętności by to zmienić jest upiornym sąsiadem, mężem, fachowcem, szefem, nauczycielem, politykiem.

Bolą mnie codzienne absurdy. Boli mnie to, że wszystko trzeba zdefiniować, a następnie udostępnić definicję słów, których użyto w tej pierwszej definicji. W ten sposób tworzone są regulaminy i przepisy, które niby mają nas chronić, a w rzeczywistości dają furtkę cwaniakom, którzy z łatwością są w stanie przypieprzyć się do wszystkiego, bo nie da się definitywnie wszystkiego zdefiniować. Kiedyś było coś takiego jak wiedza powszechna, zdrowy rozsądek, wartości społeczne, zasady kulturowe i szacunek do tych zasad i do drugiego człowieka. Był honor i słowo. Teraz jest słowo pisane. Napisać można wszystko, a przypieprzyć się nawet do tego co napisane nie jest i na podstawie tego czego nie ma, wygrać proces i odszkodowanie. Idąc tym tokiem rozumowania, na kaloszach nie jest napisanem, że nie wolno ich zjeść, ani na lokówce do włosów, że rozgrzanej nie można wsadzić sobie w d…pę. Mimo to jakoś nikt tego nie robi…

Mimo to kocham ten popieprzony świat, kocham moje życie. Czuję się jednak odpowiedzialna za to w jakim świecie żyję. Każdy z nas powinien wziąć tę odpowiedzialność za siebie na siebie. I zamiast czekać aż ktoś coś zmieni, każdy, tak Ty też, może zacząć zmieniać przynajmniej swój własny świat na lepszy. Zmieniając swój świat, zmieniasz światy ludzi, którzy każdego dnia dotykają Twojego: męża, żony, dzieci, rodziców, braci i sióstr, znajomych i nieznajomych w Żabce i na stacji benzynowej. Bo cały świat zaczyna się od świata jednego człowieka.

Warsztaty „W poszukiwaniu szczęścia”:
https://agatakomorowska.pl/weekendowe-warsztaty-w-poszukiwaniu-szczescia/

Książki z dedykacją i/lub autografem:
https://sklep.agatakomorowska.pl/kategoria-produktu/ksiazki/

Fot: Photo by Kat J on Unsplash
Boli mnie ten świat…
4.6 (92.73%) 11 votes

6 thoughts on “Boli mnie ten świat…

  1. Właśnie tak… w samo sedno. Zgadzam się również odpowiedzialnością jednostki, ale… czasem nie wiem jak to zmienić? Jak zawrócić kijem Wisłę?

    1. Uparcie robić swoje, mówić, nie zgadzać się, dawać przykład własnymi czynami. Ci którzy są najbliżej Ciebie pójdą w Twoje ślady. Tamci pokażą drogę innym i tak to poleci w świat:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.