Każdy zabija kiedyś to co kocha…

Trzy lata prowadzę bloga. Pamiętam lęk przed publikacją pierwszego wpisu. Wcisnęłam „enter” tylko dlatego, że byłam pewna, że nikt tego nie przeczyta. Spodobało mi się. Za każdym razem kiedy czułam wenę, natchnienie, siadałam do komputera i bębniłam w klawiaturę. Cudowne uczucie. Wtedy nic nie wiedziałam o SEO, klikalności, mediach społecznościowych, właściwych porach publikacji i wielu innych rzeczach, o których niestety dzisiaj już wiem. Byłam jak dziewica w raju, a każdy wpis dostarczał mi nowych doznań. Byłam szczęśliwa. Pisałam.

Klikalność

– Musisz umieszczać w swoich tekstach właściwe słowa klucze – poradził kolega. On zna się na rzeczy. Siedzi w tym od lat. – Będziesz miała lepszą klikalność – wyjaśnił – Piszesz tekst, a potem dodajesz kilka kluczowych słów, np „depresja”. Musi być w tytule, potem w którymś podtytule, w pierwszym akapicie i potem jeszcze kilka razy. Nie możesz odmieniać, bo to się nie liczy. No i nie przesadź, bo Google uzna za spam – spuentował.

Siedziałam nad moimi tekstami i godzinami próbowałam coś pozamieniać coś powciskać. Robił się z tego gniot. Każde klikalne słowo sterczało niczym środkowy palec obrażając mnie, moje teksty i moich czytelników. Pieprzę klikalność. Mimo braku klikalnych słów teksty poszły w świat. Pierwsza republikacja na Foch.pl i setki nowych lajków, pierwsze wywiady. Kiedy jechałam na spotkanie z Joanną Mielewczyk w radiowej Trójce czułam szczęście i strach. Mój głos drżał przez pierwsze minuty rozmowy. Wyszłam rozpalona, podekscytowana, odurzona. Czułam, że robię coś ważnego. Robiłam coraz więcej, wkładając w każde napisane słowo całą siebie, całe swoje Serce, całą Duszę. Siedziałam po nocach, pisałam i nie czułam zmęczenia. Moje Ciało współpracowało, a Rozum pochwalał.

Hotlinki i kontakty

– Powinnaś nawiązać lepsze kontakty z blogerami, bo wiesz, to takie środowisko, które może Ci pomóc.
– Poza tym przydadzą się jakieś gwiazdy na Twoich spotkaniach autorskich. No wiesz, fotka z gwiazdą wiele zdziała.
– Mogłabyś podpisać umowę o wzajemnej wymianie hotlinków, które będą kierowały z twojej strony na czyjąś i z czyjejś na twoją.
Dobrych rad dostawałam coraz więcej, bo o nie prosiłam. W końcu chciałam prowadzić dobrego i poczytnego bloga.

Znam jedną blogerkę i jednego blogera. Na tarasie Matyldy Kozakiewicz prowadzącej „Segrittę” chłonęłam rady co i jak robić, żeby bloga rozpocząć. Jestem jej za to niesamowicie wdzięczna. To Matka Chrzestna mojego bloga. O zdanie co do nazwy i sposób prowadzenia bloga spytałam również Tomka Tomczyka, autora Jasona Hunta i kilku książek na temat social mediów, w tym książki „Bloger”, którą przesłuchałam „od deski do deski”. Wtedy zrozumiałam, że chcę to robić:) To były bardzo szczere i spontaniczne spotkania i kontakty, które na zawsze utkwiły w mojej pamięci. Z niektórych rad skorzystałam, inne, takie jak nazwa bloga, zdecydowałam pominąć. To były tylko moje decyzje, a rady bardziej doświadczonych w blogowaniu były bezcenne. Nie umiem jednak kolegować się z kimkolwiek „dla korzyści”. Wiem, upośledzona jakaś jestem, ale nie umiem. Poza tym nie mam nawet czasu na randki z własnymi dziećmi, brata widuję od wielkiego bum, a tu mam jeszcze wcisnąć brylowanie po salonach i grzecznościowe herbatki. Może nawet jakieś zakrapiane integracje wyjazdowe. Nie umiem i nie mam ochoty się uczyć. Zamiast pić, wolę spać. Jak ktoś mi pasuje, jak kogoś lubię, jak cenię to co robi, to mu nieba przychylę i nie muszę mieć na to żadnych umów o wzajemnej wymianie hotlinków. Nie obchodzi mnie, czy ktoś mnie za to krytykuje, czy lajkuje, bo robię to z Serca, z przekonania. Jestem szczera ze sobą, z ludźmi z którymi się kontaktuję i których polecam. Kropka.

Social media

– Powinnaś prowadzić Instagrama, być aktywna na Twitterze. Im więcej ciebie w social mediach, tym lepiej. Powinnaś uczestniczyć w grupach, komentować i w ten sposób ściągać ludzi do siebie. – To już mnie trochę zdziwiło. No bo po co mam prowadzić Instagrama, skoro to samo robię na Facebooku? Może ja stara już jestem, ale jakoś nie czaję… no ale Instagrama mam. Po co? Nie wiem, ale mam;) Twittera nie. Nie komentuję na grupach, bo nie mam czasu.

Z czasem czasu miałam coraz mniej. Doszło jedno dziecko, całkiem duże i ładne, ale ekstra czasu w pakiecie nie dostałam. Wszystko w te same biedne i porozciągane 24 godziny wciskałam, wyciskając z siebie coraz więcej.

Nadeszła sława! Okładki, telewizja, radio, wywiady… Miłe. Przestałam dygotać głosem. Lubię kontakt z ludźmi i zawsze mam szczęście do niezwykłych postaci. Przed jednym z wywiadów poznałam Joannę Palicę, do której szkoły teraz chodzi Krystian i nareszcie jest szczęśliwym uczniem. Te wszystkie akcje medialne dawały mi dużo frajdy. Fajni ludzie, fajny odzew. Tylko, że trzeba dbać o wizerunek własny i bloga, wszystko sprawdzać, czytać i autoryzować. Interweniować, komentować i odpowiednio pozycjonować. Kupa roboty. No ale bez pracy nie ma kołaczy…

Depresjologia

Było warto! Deresjologia – moja książka, moje marzenie, moje zwierzenie, poradnik i pamiętnik w jednym. Wydana! W Empikach rozsiadła się na półkach. Biegała po Targach Książki. Dostałam „własną” agencję PR-owską, mam „swoje” wydawnictwo. Łaaał! Wywiady, listy, publikacje… ale też dzieci, choroby, wyzwania, szkoły… I ogromna potrzeba czytelników na kontakt. Setki listów, setki pytań. Ogromna moc, poczucie odpowiedzialności, waga misji, radość z odbioru Depresjologii i rodzące się coraz to nowe potrzeby.

Rozmarzyłam się. Szkolenia z Depresjologii. Naprawdę! Pełne sale cudownych ludzi! Rozmowy, wymiana doświadczeń, ciepło drugiego człowieka. Webinary, szkolenia online. Konsultacje z księgowym, kruczki prawne, opodatkowanie, ściąganie plików z Polski i zza granicy, fakturowanie, stawianie nowej strony, kosztorysowanie…a gdzie pisanie? Czy właśnie zabijam to co kocham? Zmęczenie i zniechęcenie. Przestałam pisać. Nie miałam czasu, ani siły. Wena nachodziła o niewłaściwych do publikacji porach dnia i nieklikalnych tytułach. A tak naprawdę byłam totalnie wykończona.

Delegowanie

– Kampania na FB! W mediach społecznościowych! Zatrudnij eksperta! Ktoś ogarnie to za Ciebie, a Ty będziesz sobie pisać…
Delegowanie zadań! W sumie niezły pomysł. Zatrudnię parę osób, które ogarną część obowiązków, a ja skupię się na pisaniu i szkoleniach. Dostałam ofertę: „Kampania 3 wpisy tygodniowo na FB i Insta…, odpowiedzi na komentarze…”
Jak to 3 wpisy tygodniowo na FB? Na moim FB?! Ktoś ma umieszczać w moim imieniu wpisy na moim FB?! W moim imieniu odpowiadać na komentarze?! No nie! Nie, nie, NIE! No fucking way!

Chodziłam przybita, straciłam błysk w oku i wenę w Sercu. Nie ogarniam, zwyczajnie nie ogarniam. Nie ogarniam czwórki dzieci, bloga, książek, szkoleń, kosztorysów, spotkań, mediów… Jakaś kiepska jestem. Kiedyś mi szło, a teraz dupa. I gdzie ja się podziałam?Gdzie spontaniczność? Gdzie autentyczność? Gdzie mój rozwój? Gdzie moje poszukiwania, duchowość, zdrowie… Nie ćwiczę, krótko medytuję, nie chodzę na jogę. Umówiłam się z trenerem personalnym (prezent od koleżanki) – byłam raz. Potem Ada chora, ja trup. Nie mam siły. Chryste, co ja mam robić?! Droga wydała się znajoma. Kiedyś kochałam projektowanie graficzne, stworzyłam agencję reklamową i na projektowanie brakowało czasu. Dzieci, wyrzuty sumienia, pęd, terminy, zmęczenie, spotkania…załamanie, nerwica, nadciśnienie, depresja.

Po co?

Patrząc na mój tatuaż zaczęłam zadawać sobie pytanie: po co? Czego ja chcę? Kiedy byłam najszczęśliwsza? Gdzie jest moja prawda? Czy to jest moje życie? Czy to jestem ja? Nikt nie odpowie mi na te pytania poza mną samą. Żadna przyjaciółka, żaden doradca. Odpowiedzi mam w sobie. Czas znowu zajrzeć do środka. Przejść do następnej klasy, na wyższy poziom nauczania:) Mam czworo cudownych dzieci. Moje Anioły, które mówią do minie szeptem. To one są moim życiem, miłością i inspiracją, tymczasem mam dla nich coraz mniej czasu. Starsi synowie mają po 16 lat. Dwa lata pozostały im do pełnoletności. Dwa kluczowe lata. Za chwilę wylecą z gniazda, już rozpoczynają próby samotnych lotów. Jestem z nich dumna, daję swobodę na doświadczanie, popełnianie błędów, ale moim zadaniem jest stać na tyle blisko, by uchronić przed katastrofą i na tyle daleko, by pozwolić na rozpościeranie skrzydeł (a duże te skrzydła mają), na nabijanie sobie siniaków i guzów. Moim zadaniem jest dla nich BYĆ. Być kiedy wracają do domu, kiedy potrzebna jestem w szkole, kiedy chcą porozmawiać i pomilczeć czując jedynie moją obecność. To czas kiedy nabierają pewności siebie, kiedy odkrywają siebie i potrzebują mojej miłości.

Ada spytała: „Kiedy znowu pójdziemy na randkę?” Z chłopakami wychodzę. Uczę ich jeździć samochodem, a z maluchami przestałam. Ada upomniała się też o Krystiana: „Mamo, Krys też chce być tylko z Tobą.”  Z rachunków zawsze byłam kiepska, ale liczę: to cztery wieczory w tygodniu, po jednym dla każdego z dzieci + jeden dla mnie. A Wy, kochani Czytelnicy i Przyjaciele czekacie na moje wpisy, książki, szkolenia… Jak to wszystko połączyć, co wybrać? Nie chcę nikogo zawieść, nikogo rozczarować, ale przede wszystkim chcę być wierna sobie, swoim marzeniom, podążać własną drogą.

Boże, jak ja się męczyłam. Pytałam Was na Facebooku, pytałam specjalistów i ekspertów. Umówiłam się z doradcą biznesowym, który po przeczytaniu mojego bloga stwierdził „Masz talent i dobry kontakt z ludźmi. Trochę pracy i zrobisz z tego biznes.” Dlaczego mnie to dźgnęło? Nie chodzi o to, że nie chcę zarabiać. Pewnie, że chcę! Chcę pokazywać świat moim dzieciom. Chcę rozwijać ich talenty. Chcę kupować to co mi się podoba. To wszystko kosztuje, a ja chcę mieć wystarczająco dużo, żeby spokojnie żyć. To wszystko. Wygląda jednak na to, że muszę coś poświęcić, coś oddać, z czegoś zrezygnować. Stoję u progu stworzenia nowej firmy, nowego biznesu. Dlaczego mnie to nie cieszy…

Przez ostatnie lata nauczyłam się, że gdy nie wiem co robić, poddaję się  Bogu, Aniołom, Przeznaczeniu, zwij jak chcesz. Tak zwyczajnie odpuszczam całą kontrolę i płynę z nurtem zamiast walczyć z prądem i tracić siły. Przyszła myśl „Stwórz grupę wsparcia na FB – Depresjologia”. Poczułam się szczęśliwa. Zrezygnowałam z odpowiadania na listy na Polki.pl. W grupie jest nas więcej. Możemy wzajemnie sobie pomagać. Poza tym do mnie przychodzi znacznie więcej listów niż na portal. To był znak.

Znaki

Od jakiegoś czasu wierzę w znaki. Dzięki praktykowaniu uważności jestem wrażliwa na subtelne podpowiedzi Wszechświata. Znaki to drogowskazy, które pomagają odnaleźć drogę. W pewien poniedziałkowy wieczór Michał poszedł do Żabki. Wrócił wsparty na ramieniu Aleksandra. Rzepka, którą zwichnął we wrześniu znowu wypadła. Ostry dyżur. Michał został już w szpitalu, a następnego ranka odbyła się długa operacja rekonstrukcji kolana, połączenia zerwanych więzadeł. Tego dnia miałam mieć spotkanie z doradcą biznesowym. Odwołałam i poczułam ulgę. Znak. Wsłuchałam się w to uczucie. 5 dni w szpitalu u boku Michała. Rano maluchy do szkoły, potem szpital, a następnie zbieranie maluchów ze szkół. Wieczorem obiad, pranie, sprzątanie i bajka na dobranoc. Brak czasu na cokolwiek. Za to dużo czasu w samochodzie. Audiobooki. Szukałam. Zawsze szukam czegoś co mi jest w danej chwili potrzebne. Czasem potrzebuję zapomnienia, czasem jednak potrzebuję odpowiedzi. Walkirie, Paulo Coelho. O poszukiwaniu swojego anioła, o zrywaniu paktów, a Archaniele Michale… Znak.

W kolejny piątek mój Michał Anioł opuścił szpital. Skierowanie na codzienną rehabilitację w szpitalu przez kolejne miesiące. Nauczanie domowe. Kiedyś rozmawialiśmy, że nie było mnie przy nim kiedy był malutki. Nie było mi dane się o niego troszczyć, wozić w wózeczku i niańczyć. Teraz mam prawdziwy „urlop macierzyński”.

Mogłam przeklinać los. Mogłam się wściekać, że u progu „wielkiej kariery” mam jakiegoś cholernego pecha i zamiast rozwijać biznes muszę siedzieć w domu. W jednej chwili grunt usunął mi się spod nóg. Wszystkie plany szlag trafił. Mogłam zrobić to, co się schematycznie w takich chwilach robi, czyli się przegrupować, zewrzeć pośladki, napiąć mięśnie i grafik, podłączyć się do kroplówki z espresso i pracować jeszcze bardziej. Poświęcać się i puszyć tym poświęcaniem. Spać mniej, organizować lepiej i co rano ruszać do boju. I taki był mój pierwszy impuls. Taka reakcja wyuczona. Jak to, ja nie dam rady?! Dopiero teraz będę dzielna! Zatrzymałam się i zamiast wyzwania, zauważyłam w tym zdarzeniu szansę. Szansę dla siebie. Szansę, by zrobić coś inaczej. Zamiast się spinać, odpuszczam. Jestem wdzięczna za ten brak oparcia pod stopami. Zamiast histerycznie szukać gruntu, znowu latam. Dziękuję mojemu Aniołowi za to, że wskazał mi drogę. Uchronił przed cudowną przyszłością, która znowu nie byłaby moja. Jednak czegoś się nauczyłam. Całą moją wiedzą podzieliłam się w Depresjologii i dzięki temu jest teraz dostępna dla każdego, kto zechce ją przyjąć. Teraz jest czas dla mnie i moich dzieci. Nareszcie czuję spokój. Nie wiem gdzie ta droga mnie zaprowadzi, ale cieszę się, że na niej jestem:)

Epilog

Po co o tym piszę? Bo każdy z nas staje wielokrotnie przed podobnymi wyzwaniami. Ile razy cieszyłaś się z powodu nowej pracy. Biegłaś pełna entuzjazmu, fascynowały Cię nowe obowiązki. Byłaś tak dobra, że przyszedł awans. Powinnaś się cieszyć, a Ty idziesz do pracy przybita. Nie lubisz nowych zadań. Czujesz się obco na nowym stanowisku. Twoje Serce krzyczy, że to nie dla Ciebie, ale Rozum dzielnie stoi na straży rzucając argumenty: lepsza pensja = lepsze życie dla dzieci, możliwość kolejnego awansu = wtedy już nie będziesz musiała tego robić, będziesz robiła coś innego, więc wytrzymaj te parę lat…

Takich przykładów mogę mnożyć dziesiątki, ale każdy ma swoje. Zaczynamy coś robić z entuzjazmem, a z czasem okazuje się, że tego co kochamy jest w tym co robimy coraz mniej. Zostaliśmy porwani przez nurt, przez jakąś taśmę, gdzie taśmowym schematem kształtowany jest nasz sukces. Czasem trudno jest się obronić, bo „tak już musi być”, bo „każdy tak ma”, bo „taka jest kolej rzeczy”, „takie życie”.  Dlatego tak trudno jest być sobą. Wszyscy wpadamy w pułapki hurtowego sukcesu. Jeśli czujesz, że coś zwala Cię z nóg, zatrzymaj się. Przyjrzyj wyuczonej reakcji obronnej, która powoduje tylko więcej nieszczęścia. Następnie zrób coś zupełnie innego. Coś co podpowiada Ci intuicja, co wykrzykuje Twoje Serce, a na koniec zrób z tego swój sposób na życie. Wtedy każde wyzwanie, każdy brak gruntu pod nogami, będzie dla Ciebie szansą, a nie karą. Będzie wzrostem, a nie upadkiem.

Każdy zabija kiedyś to co kocha…
4.67 (93.33%) 12 votes

19 thoughts on “Każdy zabija kiedyś to co kocha…

  1. Od czasu do czasu wpadam na Pani blog, bo mozna tu natknac sie na ciekawe przemyslenia i odczuc duzo zyczliwosci .Moze Pani byc dla nas inspiracja, jak szukac waznych rzeczy w zyciu. Juz sie zaczynalam martwic , ze tak rzadko Pani pisze, czy cos sie zlego nie stalo. To super, ze bedzie Pani tworzyc z potrzeby serca a nie dla komercji. Wiecej nie znaczy lepiej. Prosze dbac o siebie i bliskich. Ja np. konta na Facebooku nie mam, bo tez cierpie na niedobor czasu i na sama mysl o posiadaniu takiego zobowiazania robi mi sie niedobrze. Cos mi na pewno ucieka. Starcza telefony do przyjaciol czy spotkania. Duzo zdrowia dla calej Rodzinki i trafnych wyborow!

  2. Pani Agato przeczytalam ksiazke i cos w niej jest:) Czytalam i plakalam .Dostalam wsparcie a bardzo go potrzebuje.na depresje choruje od kilku miesiecy-to czs kiedy chodzilam do lekarzy pytajac co mi jest i dostajac coraz to inne leki ktore nie pomagaly.Wyladawalam w szpitalu i dostalam diagnoze-operacja na nastepny dzien. Pobyt ten wspominam traumatycznie i choc minelly dwa miesiace nie moge sie otrzasnac.Szukam wsparcia biore antydepresanty czytam Biblie -to pomaga lecz nie na tyle bym czula sie bezpiecznie.Mam rodzine ktora bardzo mi pomaga .Cudna siostre za ktora dziekuje panu Bogu. Czy ma pani jakies zlote mysli dobre rady ? Co robic by stac sie silniejsza? Pozdrawiam.

    1. Siła leży w słabości. Siła jest w akceptacji siebie słabej, smutnej, rozgoryczonej, rozczarowanej. Walcząc z tym wszystkim, walczysz ze sobą. Nie chodzi o to, by się poddać, ale by potraktować siebie samą tak, jak byś traktowała własne dziecko, czy najserdeczniejszą przyjaciółkę. Z wyrozumiałością, empatią i czułością jakiej teraz potrzebujesz od siebie samej. Wtedy też pozwolisz na to, co chce Ci dać rodzina: opiekę wsparcie, pomoc. W Depresjologii jest wiele ćwiczeń, które możesz zrobić sama. Są w pewnej chronologii. Jeśli jednak nie czujesz się na siłach, by np pisać życiorys emocjonalny, pisz chociaż afirmacje. Z całą pewnością dobry terapeuta by Ci pomógł. Spróbuj terapii, spotkań indywidualnych lub grupowych, warsztatów weekendowych, czy seminariów. Słuchaj audiobooków, które Ci pomogą (Potęga Podświadomości, Potęga Teraźniejszości), przeczytaj książkę „Depresja i Ciało” Alexandra Lowena. Wybierz z tego, to co Ci najbardziej przypadnie do gustu, co czujesz, że możesz teraz zrobić i powolutku, maleńkimi kroczkami, rób to:)
      Ściskam,
      Agata

  3. Pani Agato,
    gratulacje z okazji tych lat. Piękny i mądry tekst Pani powołała do życia na te trzecie urodziny:)
    Mnóstwo w nim też bliskich mi myśli i obserwacji. Zwłaszcza o tym pędzie: wyżej, prędzej, więcej – muszę, bo…bo…bo…Zapominając o ludziach, sprawach i rzeczach naprawdę ważnych.

    Zainspirowana tym tekstem pozwolę sobie na podzielenie się własną obserwacją codzienną:
    -ludzie obecnie pędzą,
    -nie wiele widzą (niektórzy tylko ekran swojego urządzenia mobilnego),
    -nie słuchają – samych siebie i najbliższych,
    -omijają sprawy ważne, bo wymagają wysiłku, a rzucają się w wir rzeczy błahych i bezrefleksyjnych,
    -żyją w nieświadomości, bo może trzeba by coś postanowić, zmienić, przedsięwziąć, podjąć ryzyko emocjonalne,
    – przeglądają bezwiednie strony, poczty, portale, blogi i co tam jeszcze, żeby, właśnie, hm – tracić czas, którego mówią, że tak nie mają?
    Po tej obserwacji zadaję sobie pytanie, „-o co chodzi ludzie, przed czym uciekacie albo za czym tak gnacie?”
    Życie dostaliśmy jedno i warto je chłonąć świadomie i rozważnie, rozejrzeć się dookoła, przystanąć na chwilę, spojrzeć jak wyglądają drzewa, inni ludzie, zwierzęta i choćby po to aby mieć świadomość co się dzieje i poczuć siebie w tym wszystkim.

    Obserwuję, tak jak i Pani „manierę” jak największej ilości działań. Rób – wszystko możesz, pomogą Ci w tym doradcy, coacherzy, wszelkiej maści specjaliści, portale, fora, itd.
    Niemniej niektórzy mimo wszystko nie ogarniają, wpadają w panikę, depresje, stresy, etc. Co robić, żeby być jak inni, a może BYĆ SOBĄ, tak po prostu.
    Spojrzeć racjonalnie na własne możliwości i potrzeby, głośno powiedzieć sobie, przecież to „bujda na resorach”, tak się nie da, bo zawsze coś nawali, coś zrobię kosztem czegoś, doby nie rozciągnę, ktoś na tym straci, itd.
    Można posegregować sprawy na ważne i nie ważne, potrzebne, możliwe, bezcelowe, itp.

    Cieszę się, że Pani się udało, że zatrzymała Pani dla siebie to co naprawdę ważne, a „reszta przyszła sama” – bo wszystko czemuś służy trzeba tylko obserwować, słuchać i czuć.
    Cieszę się, że ja też miałam kiedyś swój moment zatrzymania i wybrania. Nie żałuję, oczywiście coś czasami nie wychodzi, potrzebuję pomocy, korzystam z podpowiedzi, ale spokojnie i uważnie.

  4. Też pamiętam to nasze spotkanie i też się od Ciebie wtedy wiele nauczyłam. A potem to już w ogóle rozwaliłaś system! I to w takim mądrym stylu, a nie na zasadzie „robimy biznes z bloga” (choć i to drugie podejście szanuję, bo przecież praca to praca. :))

  5. Agata, nie znam cię a jakbym znała… Dziękuje ci za ten wpis, ten tekst. Czasem tak jest ze czegoś pragniemy i w porywie fali już prawie to mamy. Niestety cena jaka przychodzi nam zapłacić jest bardzo duża. Czasem za duża… niestety niejedna osoba pod wpływem presji, smaku tego co mogłaby osiągnąć traci z oczu to co najbardziej się liczy. Pęd do sukcesu, trochę wysiłku, będzie lepiej, będzie łatwiej… to są zwyczajne złudzenia… w obliczu tragedii życiowych to wszystko gaśnie w mgnieniu oka… a to co zawsze się liczy, to rodzina… robisz więcej niż ci się wydaje ze robisz… zatrzymaj się … zobacz ….
    nawet kiedy robisz przerwę my tu jesteśmy wraz z tobą… nigdzie się nierozpierzchlismy… zatrzymaj się i nabierz nowych sił. Nbie daj się porwać tej machinie… po prostu nie warto…. to co najważniejsze patrzy oczami twoich dzieci… to przez nie zmieniasz świat nam samym… to tu jest twoja inspiracja… to tu jest początek … ta cała reszta przyjdzie w formie która cię zaskoczy… i nie martw się tyle… twoje dzieci maja już to czego im najbardziej potrzeba . Maja cały świat. Maja ciebie x

  6. Chyba lepszego momentu na przeczytanie tekstu nie bylo jak ten.Stoje ,rozkraczylam sie I tez nie wiem czy jak w tym kawale z zaba w roli glownej” nie rozerwe sie!”Ale zatrzymalam sie.stop.Moge nawet wypic kawe na miescie bez poczucia winy.stop.I chyba wiem co jest najwazniejsze.Czuje sie jakbym wygladala za szafy I przygladala sie swojemu zyciu.Nie pedze,czytam kiedy mam ochote I chyba moje dzieci nieco urosly I z glodu w domu naprawde nie umrą.Dalam sobie czas I teraz siedze na przystanku I tez czekam naswoj autobus.Trzymaj Agato Komorowska za mnie kciuki.
    P.S Moj Kris to Filip I ma 20 lat a jego dlonie sa malego dziecka.Jak cie dotyka żal ucieka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.