wyprawa

Wyprawa do wnętrza siebie – jedyna podróż, którą trzeba odbyć samemu

Pustka. Nic. Czarna dziura…
– Pytam raz jeszcze: Czego chcesz?
– Nie wiem – odpowiadam, a mój słaby głos zaczyna się łamać. Gardło boleśnie się zaciska i zaczynam mieć problemy z oddychaniem. „Co ja dzisiaj zjadłam?. Orzechy, mleko…Nie wiem…”
– No dobrze, powiedz w takim razie, czy mnie jeszcze kochasz? To może jakoś rozjaśni nam temat.
– Nie wiem…
– Chcesz ze mną być?
– Nie wiem…
– Przecież wiesz kochanie, że mogę dać Ci wszystko, wszystko… Chcesz psa? Kota? Konia? Nowy dom? Perły? Samochód?!!! Czego ty do diabła chcesz?!
– Nie wiem…
– Jak to nie wiesz! Czy ty masz 5 lat?!
– 5 letnie dzieci wiedzą! Ja nie wiem! Może to taki wiek, może zwariowałam, może jestem głupia, albo zła, ale…nie wiem! Rozumiesz?! NIE WIEM, NIE WIEM, NIE WIEM!!!! Nie, ty nie rozumiesz…
– Już wiem! Ty kogoś masz! Tak, to na pewno jakiś ON namieszał Ci w głowie, szepnął coś o twoich pięknych oczach, a ty popłynęłaś… Masz kogoś?!
– Nie mam. Nie mam nikogo. Nie mam nawet siebie…

…a ty mi Agata piszesz żeby wymalować swoje życie i jeszcze podajesz te wszystkie kategorie… O czym ty mówisz! RODZICIELSTWO: kiedyś, chciałam mieć dzieci. On nie chciał. Dzisiaj sama już nie wiem, czy to ja nie chcę, czy nadal tylko on, czy on to ja, a ja to on i dlaczego inne dzieci tak mnie wkurzają…czy one mnie wkurzają?

RODZINA: a co to jest RODZINA?: nie miałam, nie mam, chyba już nie chcę…bo jak czegoś nie można mieć, to chyba lepiej nie chcieć, prawda? Co ty tam jeszcze wymalowałaś?

PARTNERSTWO: ha! Poczekaj, muszę zajrzeć do Wikipedii…”Partnerstwo – współpraca, wzajemność, zaufanie, pomoc”… bez komentarza.

LIFESTYLE: jego, nie, mój, zaraz, chyba jego…ja takiego nie chciałam…czy chciałam?…Boże, nie pamiętam… Pamiętam, że kocham kwiaty i konie…czy ja kocham konie? Chciałam mieć mały biały domek z gankiem… Kiedyś chciałam tańczyć, ale powiedzieli, że jestem za stara (miałam 14 lat), więc chciałam być architektem, ale dzieło było zbyt techniczne i jego powstawanie trwało zbyt długo…zostałam grafikiem. Tylko, że jak mnie coś poruszało, to chciałam malować albo pisać tylko że powiedzieli, że z tego  nie da się żyć… Wszystko jedno…nieważne, bo to niemożliwe… Nie tu gdzie jestem, nie z tym z kim jestem i nie tak jak jestem…

No i z tych twoich genialnych kategorii zostało jeszcze JA… Jakie JA? Agata, czy ty do mnie mówisz o tej wizji życia? Mnie nie ma! Kiedyś coś chciałam, ale mówili, że to SELFISH, więc chciałam mniej, kochałam bardziej, a nauczyli mnie, że miłość to znaczy stawiać drugą osobę i jej potrzeby przed własnymi. Kochałam więc z całych sił…o swoje upominałam się rzadko i cicho, za cicho. Kazali mówić głośniej, ale ja już wtedy wolałam nic nie mówić… Taka byłam, bo…mnie już nie ma, bo nie wiem kim jestem. Boże, ja nawet nie wiem co chcę zjeść na śniadanie. Przecież to bez znaczenia…

Kiedyś mówiłam, że nie lubię głośnych wyjść, teraz z nim wychodzę i zdaje mu się, że to lubię. A ja już nawet nie wiem, czy nadal tego nie lubię, czy mi zobojętniało. Kiedyś chciałam mieć ławki w ogrodzie, on nie chciał, kupiłam, on przestawił tak żeby nie było widać z okien. Ja  nie miałam siły przestawić z powrotem. Eee tam, wszystko jedno…Nie lubię awantur, nie robię scen. Kiedyś chciałam mieć takie małe białe autko… Dostałam białe, wcale nie takie małe i innej marki, lepsze. Był dumny. Eee tam, trudno… Kiedyś miałam koty, kochałam je, on nie. Oddałam. Chciałam żeby był szczęśliwy. Z każdym „eee tam” robiło się mnie LESS and LESS, byłam zupełnie SELFLESS, aż zapadłam na tę chorobę, której objawy to bolesny zanik siebie. I ty mi radzisz wymalować swoje życie…Jak?

Chroniczne rezygnowanie z siebie to choroba. Coś w rodzaju alkoholizmu. Nałóg. Na początku sprawia przyjemność, bo rezygnujemy, by sprawić komuś przyjemność, by pokazać jak bardzo kochamy. Rezygnujemy ze snu, żeby przygotować pyszne i zdrowe posiłki, rezygnujemy z nart, bo on ich nie lubi, nie chodzimy na jogę, bo dzieci mają angielski, balet i robotykę. Nie szkodzi, przecież dzieci są najważniejsze… To my zawsze znajdujemy czas żeby pomiędzy robotyką, baletem i obiadkiem zawieźć koleżankę do lekarza, psa sąsiadki na szczepienie i zrobić zakupy starszej pani spod czwórki. Robimy to z uśmiechem na ustach. Dumne z siebie poświęcamy się dla innych, tak jak robiły to nasze mamy i babcie, tak jak uczono nas na lekcjach religii. Jesteśmy wzorem do naśladowania, nieskazitelne, idealne matki, żony, przyjaciółki i sąsiadki.

Nawet nie wiemy kiedy zaczyna brakować nam sił, z nostalgią zerkamy wstecz na marzenia z młodości i bez entuzjazmu spoglądamy w przyszłość. Coś co niegdyś sprawiało nam taką przyjemność, czyli zadowalanie wszystkich naokoło stało się przykrym obowiązkiem. Nikt już nie mówi „dziękuję”. Spotykasz jedynie zdziwione, pełne dezaprobaty spojrzenia, gdy śmiesz odmówić. Wszyscy naokoło są z Tobą szczęśliwi, tylko Ty nie jesteś, bo CIEBIE już nie ma… Masz to na własne życzenie, tak jak alkoholik swój alkohol, jak pracoholik swoją pracę. Miało cieszyć, a powoli zabija, powoduje choroby ciała i umysłu. Zmieniasz środowisko, rodzinę, pracę, ale za każdym razem kończysz dokładnie tak samo wyczerpana, wypluta, bezsilna i wyzbyta swojego JA. I zadajesz sobie pytanie dlaczego? Wkurzasz się, że oddajesz innym wszystko, poświęcasz najlepsze lata swojego życia i czujesz się taka samotna i nieszczęśliwa. Nikt o Tobie nie myśli, nikt o Ciebie nie dba. Nawet najbliżsi nie wiedzą czego Ci do szczęścia potrzeba. Nie cieszą Cię drogie prezenty, bo nikt nie wie, że chciałaś pluszowego misia, nie doczekasz się kwiatów, o których marzysz od lat, bo nikt nie wie, że je kochasz, nie masz co spodziewać się wdzięczności dzieci za swoje poświęcenie, bo one żyją w przekonaniu, że nic nie poświęciłaś.

Mam nadzieję, że nadejdzie taki dzień, że w końcu sięgniesz dna, że przytrafi Ci się coś, co sprawi, że się obudzisz, że ktoś trzepnie Cię w głowę i otworzysz oczy. Mam nadzieję, że rozpoczniesz najtrudniejszą wędrówkę swojego życia, wędrówkę do własnego wnętrza w poszukiwaniu siebie, a gdy wrócisz z tą wyjątkową, delikatną i piękną istotą jaką jesteś, będziesz miała lub miał wystarczająco dużo siły, miłości i wytrwałości by utrzymać ją przy życiu, sprawić, by kwitła, rozwijała się i stawała coraz silniejsza. Na swojej drodze zaczniesz spotykać ludzi, którzy będą Ci w tym pomagali, bo ludzie traktują Ciebie dokładnie tak jak ich nauczysz siebie traktować. Zabiorą Ci tylko tyle, ile im sama oddasz i dadzą Ci dokładnie to, o co prosisz.

Wyprawa do wnętrza siebie, to jedyna podróż, którą musisz odbyć zupełnie sama/sam. Twoi najbliżsi są w szoku, więc będą starali się pomóc. Dostaniesz sterty porad, stosy książek i mnóstwo adresów, telefonów i stron lekarzy, terapeutów i innych magików. Dostaniesz leki, wskazówki i terapie. Będziesz bombardowana przez ukochanych, którzy będą chcieli pomóc… Oto brutalna prawda: oni chcą pomóc sobie. Chcą żebyś wróciła na swoje miejsce. Właśnie zrujnowałaś poczucie ich bezpieczeństwa i stabilizacji. Kochani bliscy i ukochani, jeśli kochacie, uszanujcie, dajcie przestrzeń, czas i zaufajcie. Zaufajcie również sobie. Być może to dobry czas, by odbyć własną podróż, bo zwykle jeśli jedna strona choruje, ta druga też nie jest zdrowa. Jeśli potraficie wytrwać, to będziecie świadkami tego jak odradza się człowiek. Nie wiem, czy się wam spodoba, bo będzie inny od tego, którego znacie, ale jedno jest pewne: będzie prawdziwy. Podróż w głąb siebie można odbyć wyłącznie w pojedynkę, a każda pomoc z zewnątrz, to przeszkoda. Droga podróżniczko, drogi podróżniku, słuchaj siebie, mów do siebie, obserwuj siebie i badaj siebie.
• Wejdź do cukierni i zapytaj siebie na co masz ochotę. To było ćwiczenie, które sama robiłam. Jedno z najtrudniejszych. Raz – cukiernia = kalorie (samo zło), dwa – nie dawałam sobie dojść do głosu. Zanim zdołałam odpowiedzieć na pytanie czego chcę, mój rozum podpowiadał: to ciastko ma za dużo kalorii, to jadłaś wczoraj, więc dzisiaj spróbuj coś nowego, tamto ma krem, a ty kremu nie lubisz (naprawdę?), a na orzechy jesteś uczulona, wiec pas. Kupowałam sernik, choć oko chwilę wcześniej pożerało bezę pomarańczową. Trudno. Następnego dnia kolejna próba.
• Zacznij wychodzić z domu 15 minut wcześniej niż zawsze. Da Ci to parę minut przed, na zrobienie czegoś dla siebie. Czego? Chcesz poczytać książkę, gazetę, posłuchać muzyki, porobić na drutach? Trudne, ale da się zrobić jak trochę poćwiczysz. Przestań zastanawiać się nad tym co powiedzą inni. Inni są nieważni. Jeśli chcesz czytać brukowce, to je czytaj, jeśli masz ochotę szydełkować, to wyciągnij robótkę w poczekalni i szydełkuj.
• Słuchaj intuicji. Nie wiesz co to? To taki mały, cichy głosik, który jako pierwszy udziela odpowiedzi. Zaraz po nim odzywa się rozum. Wygląda to tak: gdzie chcę jechać na weekend? Sardynia! (to intuicja) Zwariowałaś?! Za daleko, za drogo, sama nie pojedziesz, co powiedzą w pracy, nie masz z kim zostawić dzieci, musisz skończyć projekt…Mazury (to rozum).
• Codziennie wykonaj 1 mały kroczek w kierunku swojego chcenia. Sardynia mówisz? OK. Sprawdź ceny lotów. Może akurat jest promocja, może nie są takie drogie jak myślałaś, może niedługo dostaniesz premię, może sprzedaj ten fotel co stoi w garażu… Jeden mały kroczek każdego dnia.
• Słuchaj własnych potrzeb. Nie idź na jogę jeśli wydaje ci się śmieszna, nudna, albo zwyczajnie nie jesteś przekonana. Masz ochotę na pilates? Idź. Nie wykupuj karnetu na cały rok. Ma prawo Ci się nie podobać. Nie podoba się, idź na Krav Magę. To na Krav Madze właśnie nauczyłam się głośno mówić NIE!, STÓJ!, NIE DOTYKAJ! Potem przestała mnie interesować.
• Poszukuj tego co Cię porusza (muzyka, obrazy, widoki, zwierzęta). Spędzaj więcej czasu z tym właśnie.
• Pozwalaj sobie na emocje. Płacz jeśli coś Cię rozczula, krzycz jak wkurza. Nie powstrzymuj, wyrażaj emocje.
• Obserwuj siebie. Nagle okaże się, że twoją uwagę zwracają auta amerykańskie, wnętrza w stylu retro, albo kolor różowy – fuj, to przecież takie infantylne i cukierkowe! No to co!
• Zakładaj rękawiczki w letnie wieczory jeśli zimno Ci w ręce, noś sukienki do ziemi i trampki jeśli Ci się podobają.
• Sprawdzaj, testuj, poszukuj i obserwuj własne reakcje. Nie zwracaj uwagi na opinie innych!

To tak w skrócie, ale jak zaczniesz, to dalej sama/sam znajdziesz drogę. To będzie fascynująca, trudna, żmudna, bolesna wycieczka, na końcu której czeka najcenniejsza nagroda na świecie: TY.

Postanowienia noworoczne – 7 niezawodnych sposobów

 

Wyprawa do wnętrza siebie – jedyna podróż, którą trzeba odbyć samemu
4.86 (97.14%) 140 votes

24 thoughts on “Wyprawa do wnętrza siebie – jedyna podróż, którą trzeba odbyć samemu

  1. Nie wiedziałąm jak ogarnąc swoje zycie ,nawet terapia mi nie pomogła ,a tu taki refertat zyciowy napisałas.Wydrukowalam sobie wszystko co napisalas i codziennie będę go czytac by móc stanąc na nogi bo moje zycie to dramat ale czas to zmienic ,spojrzec na zycie przez różowe okulary..

  2. niesamowite doznanie czytac TWOJE slowa ! w przecudowny sposob przelewasz mysli i uczucia na papier, az nie moge sie nasycic czytaniem tego bloga 🙂 PODZIWIAM i DZIEKUJE !

  3. niesamowite doznanie czytac Twoje slowa, to jest jak najlepszy lek na poradzenie sobie ze soba i swiatem 🙂 nie moge sie nasycic tym przepieknym ubraniem wszystkiego w slowa ! wyrazic wszystie mysli i uczucia i w taki sposob je tu przekazac innym ….. BRAWO i DZIEKUJE

  4. Agatko, właśnie dokonujesz czegoś, czego dotąd nie był w stanie zrobić żaden terapeuta, żadna „mądra książka” ani żaden lek… Zawracasz mnie z równi pochyłej, którą od wielu lat gnałam na dno. Ratujesz moje życie… Dziękuję.

  5. Agatko od jakiegoś czasu małymi łyczkami piję Twoje pisanie… to cudowne doznanie, Masz umiejętność trafiania bardzo głęboko z wielką delikatnością. Podsyłam linki do Twojej strony moim znajomym, przyjaciółkom i wrogom z nadzieją, że każdy przez refleksję nad Twoimi tekstami stanie się lepszy, będzie mu lżej, stanie się mniej zamotany we własne myśli i błędy. Pisz dalej… bo dajesz nadzieję i działasz jak zwierciadło. Widzę w nim prawdziwy obraz siebie jako kobiety, matki, żony i nauczyciela, prostuję wymiętolony przez życie i siebie samą obraz codzienności, żeby dostrzec ponownie jego piękno. Dziękuję.

    1. No i się rozczuliłam:) Dziękuję. Dziękuję i piszę. Jak zaczynałam bloga, bałam się, że zabraknie mi tematów, że nie będę miała o czym pisać, a teraz nie nadążam napisać wszystkiego co bym chciała. Ucałowania dla Ciebie i adoptowanych córek. „Męcz się” Dobra Kobieto, tak jak napisałaś, bo to najsłodsze męczarnie. Coś o tym wiem:)

  6. Agato,
    czytam Twoje teksty… Czy wiesz, co poczułąm, kiedy zobaczyłąm fotografię Krystiana? Czułość… Jakbym chciała go przytulić…

  7. Odnośnie samorozwoju i dzieci, to niedawno odkryłam świetną książkę: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Elaine Mazlisch i Adele Faber. Polecam. Sama planuję też przeczytać „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” tych samych autorek.

    L.

  8. Właśnie próbuję się zebrać żeby ogarnąć swoje życie i odnaleźć siebie. Nie sądziłam, że będzie to takie trudne, ale dałaś mi nadzieję, że da się to zrobić:) To chyba nie przypadek, że znalazłam Cię dziś kiedy jest mi naprawdę ciężko… Dziękuję:)

  9. Przeszłam tą drogę. Było trudniej niż mogłam kiedykolwiek sobie wyobrazić. Ale nie żałuję żadnej z podjętych decyzji. Po czterech latach walki, wygrałam.

  10. Ja Agatko odbyłam taką podróż a może jeszcze w niej jestem. Dla mnie ta podróż to „odnaleźć siebie”. Trudna, samotna i wyboista. Pięknie o tym piszesz i zgadzam się z każdym słowem. Widujemy się tylko na zebraniach i jak mało o sobie wiemy….. Uwielbiam czytać Twoje teksty, ja swoje umiem ubrać tylko w krótkie wiersze. Dziękuję Ci za to że się nimi dzielisz. Pisz pisz dalej i więcej……. po słonecznej stronie życia…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.