Diabeł ubiera się w habit

Do tej pory milczałam. Bałam się, że mu zaszkodzę, ale teraz M jest już z nami. Nie byłam pewna, czy publikować słowa, które napisałam dwa miesiące temu rycząc z bezsilności, aż trafiłam na słowa Papieża Franciszka: „Jeśli widzisz zło, także w Kościele i nie reagujesz, stajesz się tego zła współsprawcą.” 

M ma ciemne oczy, w których tańczą chochliki. Zawsze jest uśmiechnięty. Zawsze. Niewysoki, bardzo zadbany. Jakoś go polubiłam już na początku pierwszej klasy gimnazjum, do której chodził razem z moim najstarszym synem Aleksem. Chłopcy szybko się zakolegowali i M bywał u nas w domu dosyć często. Zawsze kulturalny, grzeczny, miły i roześmiany.Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mieszka w domu dziecka. Skąd miałam wiedzieć. Aleks mi powiedział, a ja poczułam ciekawość i podziw. Zaintrygował mnie.

Druga klasa gimnazjum. Mój pierworodny ma poważne problemy z poranną nawigacją i zamiast na lekcje najczęściej trafia na kebaba. Postanowiłam wozić go do szkoły i odprowadzać do sali jak bobasa z podstawówki. Na kolejne zebranie poszłam z Aleksem. Wychowawczyni kazała nam zostać na rozmowę indywidualną. Przed nami wychowawczyni rozmawiała z opiekunką M sugerując, że ktoś powinien wozić go do szkoły, jeśli ma zdać. Spojrzeliśmy z Aleksem po sobie i decyzja zapadła, będziemy go wozić. To nie problem. Mamy prawie po drodze.

Aleks wstydził się mojej obecności w szkole pod salą. Robię mu obciach, wstyd, siarę, ale trudno, zasłużył sobie, więc codziennie czekam aż chłopcy wejdą do sali i zamkną za sobą drzwi. M w przeciwieństwie do mojego syna jest wyraźnie zadowolony tym obciachowym przejawem uwagi z mojej strony. Poranne rozmowy w samochodzie, potem krótkie wymiany zdań z wychowawczynią. Angażuję się w życie M coraz bardziej. Na fb sprawdzam, czy już wstał. Często widzę, że w biegu zakłada buty skacząc na jednej nodze do samochodu, ale zawsze jest punktualny. Któregoś dnia Aleks pyta, czy mogę zrobić więcej kanapek, bo on dzieli się swoimi z M. Od tej pory robię dwa komplety śniadań. I nie chodzi o to, że on nie ma śniadania tam, gdzie mieszka. Ma, ale moje jest inne, bo to jest śniadanie, które matka szykuje dziecku. Jednak zawsze, zanim cokolwiek zrobię, pytam M o zgodę. Nie chcę robić nic bez jego zgody. Nie chcę wtargnąć w jego życie jak słoń do składu porcelany. Nie znam tego życia, nie znam jego przeszłości, ani nie wiem co czuje i jakie są jego potrzeby. Uczę się go bardzo powoli. Chyba zaczyna mi ufać. Nie chciałam zaszkodzić komuś, kto jest kruchy i bezbronny jak dziecko. Bo on jeszcze jest dzieckiem. Ale już niedługo. Zostały mu niecałe 4 lata. Może to być jego CAŁE dzieciństwo, a ja zapragnęłam zrobić wszystko by było beztroskie, radosne i pełne miłości oraz bezwarunkowej akceptacji i przyzwolenia na popełnianie błędów dojrzewania, za które nikt nie będzie go karał.

Rozmawiałam z Siostrą Dyrektor z domu dziecka, w którym mieszkał M. Wszystko było na dobrej drodze. Dowiedziałam się o formie opieki zwanej Rodziną Zaprzyjaźnioną, czyli taki twór bez zobowiązań. „Mogę, ale nie muszę” zabierać na weekendy, wakacje, oczywiście za zgodą placówki, w której dziecko przebywa. Początkowa aprobata Siostry skończyła się zdecydowaną dezaprobatą, uzasadnioną rozbieżnościami na tle religijnym! Dostałam odmowę… Cholera! To już drugi raz katolicki ośrodek uznał mnie za matkę do dupy. Po raz pierwszy tylko dlatego, że mam syna z zespołem Downa, a teraz dlatego, że mój najstarszy syn głośno wyraża swój bunt przeciw Bogu. Każdy zdrowy człowiek wie, każda mądra matka, że dziecko w okresie dojrzewania buntuje się przeciwko wszystkiemu, tylko po to by na nowo zdefiniować własne, już dorosłe relacje ze światem i również z Bogiem.

Ale czasem przeciwności są po to, byśmy utwierdzili się w naszych decyzjach i poczuli całym sercem moc pragnienia. A ja poczułam, że kocham tego chłopaka i nie odpuszczę. Nie ukrywam, bałam się. W końcu jestem sama z trójką dzieci i czasami czołgam się wieczorem do łóżka. Poza tym nastolatek, dojrzewanie i wszystkie te stereotypy dotyczące dzieci, których przeszłość nie jest nam dobrze znana. Cały ten stereotypowy bełkot musiałam odrzucić i spojrzeć na M zupełnie bezwarunkowo. Zobaczyłam w nim niezwykle odważnego, mądrego i nad wiek dojrzałego młodzieńca, który pomimo zła, które go w życiu spotkało zachował szczerość i niewinność, pogodę ducha i dobre serce. Nauczył się radzić sobie z sytuacją, w której przyszło mu żyć. Już od dawna jego postawa budziła mój podziw. Ja go naprawdę podziwiam i darzę ogromnym szacunkiem oraz zaufaniem. Wiedziałam i od dawna czułam, że M stał się nieodłączną częścią naszej rodziny.

Wyszłam z rozmowy z Siostrą pokonana. A ja głupia myślałam, że jestem odporna na całe zło tego świata, że nic już nie jest w stanie powalić mnie na kolana. W maju klęczałam bezradna i tak wkurwiona, że cały mój zen szlag trafił. Na bezinteresowne zło, a w szczególności zło wymierzone w dzieci nigdy mojej zgody nie będzie. Zaczęłam szukać, pytać, prosić o pomoc. Nie wiedziałam, czy kwalifikuję się na Rodzinę Zastępczą. Piecza zastępcza to coś innego niż adopcja. Tu rodzice dziecka nie mają odebranych praw rodzicielskich, tylko ograniczone, a my jesteśmy zobowiązani do umożliwienia dziecku kontaktów z rodziną biologiczną. I tak jak w przypadku małego dziecka może to grozić koniecznością oddania go z czasem biologicznej matce, tak w przypadku nastolatka, to on sam już ma prawo decydować gdzie chce przebywać. Dlatego czuję ogromną dumę, wielką wdzięczność i zachwyt tym, że ten młody człowiek wybrał właśnie mnie. Można to nazwać cudem, ale ostatnie dwa lata były zbiorem mniejszych i większych wydarzeń, które sprawiły, że nasze wspólne życie stało się przeznaczeniem.

Maj 2016
Mój drogi M, 

Chciałam Cię kochać, dać Ci to czego nigdy nie miałeś, a co Ci się należy od dnia Twoich narodzin. Wczoraj napisałeś, że chyba powinniśmy zrezygnować ze starań o Rodzinę Zaprzyjaźnioną, bo „ona” się nad Tobą znęca. Zabroniła Ci jechać na kolonie, na które czekałeś cały rok. To przecież niby tylko kolonie, żadne znęcanie… Dowodem w sądzie nie będzie. Dla innych dzieci wyjazdy wakacyjne to norma, dla Ciebie największa radość życia, a tę radość „ona” skutecznie Ci odbiera.

Za karę dostałeś 2 złote kieszonkowego z 40, które Ci się co miesiąc należy. To mniej niż wtedy, kiedy regularnie wagarowałeś. Odkąd jeździmy razem do szkoły, prawie nie wagarujesz, ale kieszonkowe się zmniejszyło do całych 2 złotych. Bo był bałagan w Waszym wspólnym z bratem pokoju, bo… ale nie masz prawa się upomnieć, bo „ona” będzie na Ciebie wrzeszczała. Tak samo jak nie możesz zapytać o te kolonie. Twój kolega z grupy został przez „nią” zawołany i propozycja kolonii została mu złożona, Tobie nie, bo „ona” Cię nie lubi. Napisałam, żebyś się dopytał, bo przecież „ona” nie jest Bogiem. Odpisałeś, że dla wychowanków domu dziecka jest. Jest jedyną wyrocznią, której nie wolno się w żaden sposób sprzeciwić, pokazać własnego zdania, ani poglądów. Dopiero co, za karę zabroniła Ci jechać na zieloną szkołę i jako jedyny z klasy nie pojechałeś. Twoja wychowawczyni walczyła o to, by wszyscy pojechali, ale „ona” była nieugięta. Na spotkaniu, które wyprosiłam w nadziei, że uda mi się przekonać ją do zmiany zdania, powiedziała, że to szkoła Ci zabroniła, z powodu nieobecności. Kłamała, choć to Ciebie ciągle oskarża o kłamstwo. Miałeś więc spędzić 4 dni w obcej klasie jako „dodatkowe dziecko” bez ławki, ani krzesła. Poszedłeś na wagary. No i miała rację, bo już miesiąc wcześniej powiedziała żebym się nie cieszyła, że Twoje nieobecności zmalały, bo mamy przed sobą jeszcze maj i czerwiec. Zastanawiałam się co takiego może się zdarzyć przez dwa miesiące, byś nagle przestał chodzić do szkoły. Ja nie wiedziałam, „ona” już wtedy wiedziała.

Tak samo jak wie, że nie pójdziesz na studia. Twoja wychowawczyni pisała, żebym porozmawiała z Tobą o nauce. Porozmawiałam. Rozmawiałam też z „nią”, a ona mnie wyśmiała. Naskoczyła żebym Ci nawet o żadnych studiach nie opowiadała. No i jak Ty masz w siebie wierzyć jeśli nikt w Ciebie nie wierzy? Teraz rozumiem. W sumie to po co się uczyć. Do 18tki jeszcze 4 lata. Jakoś się prześlizgniesz, a w momencie kiedy osiągniesz pełnoletność odejdziesz i tym razem żadna Policja nie będzie mogła Cię przywieźć do „niej” z powrotem. Znajdziesz sobie kąt do mieszkania i pracę w KFC, bo kto Cię zatrudni bez wykształcenia i z piętnem domu dziecka odciśniętym nie tylko w papierach, ale w Twoim sercu i duszy. A ja widzę młodego, sprytnego, bardzo inteligentnego chłopaka, który ma wielki potencjał i zerowe poczucie własnej wartości. W którym drzemie wielka siła charakteru i dobre serce. Który jeszcze ma możliwość być tym, kim zechce. Nie wiem jak do tej pory dotrwałeś, ale nie jesteś już sam. Masz mnie, Aleksa, Adę i Krystiana.

Aleks stoi przy Tobie murem, szukał Cię gdy uciekłeś, pilnuje w szkole, jest z Tobą, gdy robi się bardzo źle. Ty też o niego dbasz, troszczysz się, czujesz się w jego towarzystwie bezpiecznie i dobrze. Jednak „ona” uważa go za zły wzór dla Ciebie. Zabrania wejścia na teren placówki, choć on stoi pod bramą, bo wczoraj ktoś powiedział, że może przyjść na piknik w domu dziecka. Dzisiaj nikt się już do tego nie przyzna, bo dziś „ona” nie pozwoliła. Kiedyś, gdy Aleks był jeszcze mile widzianym gościem w domu dziecka, wygłupiał się, przekręcił krzyż, powiedział, że nie wierzy w Boga. Jako nastolatek ma prawo do podważania i poddawania w wątpliwość wszystkiego, by móc na nowo zbudować, tym razem już własną, dorosłą relację z Bogiem i otaczającym go światem. Nie wolno mu obrażać nikogo, to mu wyjaśniłam. Przekręcanie krzyża jest niestosowne, ale ten jeden krzyż nie powinien przekreślić całej Twojej przyszłości. Rozmawiałam z „nią” przez godzinę. Czekałam na to spotkanie dwa tygodnie, bo nie odbierała moich telefonów, nie miała czasu. Prosiłam i tłumaczyłam, ale „ona” była nieugięta. Powiedziała, że nie zgadza się na Rodzinę Zaprzyjaźnioną, bo stajesz się bardziej arogancki i odchodzisz od Kościoła. A jak masz od niego nie odchodzić, jeśli jego przedstawicielka wyrządza Ci największą krzywdę? Jak masz nie być arogancki? Jak masz się bronić? Odmawiając zdrowaśki?! Z „jej” ust słyszałam stek bzdur na Twój temat i ani jednego dobrego słowa. Teraz się nie dziwię kiedy wychowawczyni martwi się, że Ty nie ufasz autorytetom, że traktujesz każdego jak wroga, który chce Cię skrzywdzić. Teraz rozumiem.

Znam Cię od 2 lat. Nie mogę powiedzieć złego słowa na Twój temat. Jeśli to tylko gra, by coś zyskać, wyłudzić,  jak sugeruje „ona”, to jesteś świetnym aktorem i „wyłudziłeś” ode mnie już spore pokłady miłości, zaufania, którego jakoś nigdy nie zawiodłeś, akceptacji i wielki podziw za to kim jesteś. Jestem pewna, że wyjątkowo cennym łupem były udka z grilla u mojej rodziny, czy wspólne włóczenie się po wystawach motoryzacyjnych oraz uczestniczenie w urodzinach Ady. Bo Ada, moja 5-letnia córeczka Cię uwielbia. Jesteś spójnikiem pomiędzy nią i jej starszym bratem Aleksem. Oni kiepsko się dogadują, Ty dogadujesz się świetnie z obojgiem. No i jest jeszcze Krystian. Mały chłopaczek z zespołem Downa, którego łatwo oszukać przy grach planszowych, ale nie oszuka się jego serca. On ma ten swój dodatkowy zmysł, który wie. Zwykle jest nieufny, nie lubi jeść posiłków z „obcymi”, ale dla Ciebie nakrywa codziennie talerz. Niewiele mówi, ale stawiając ten talerz zaznacza „dla Ała”. Ty wiesz co to znaczy:)

A ja nie pragnę niczego bardziej niż robić Ci codziennie te kanapki do szkoły, nawet jak już będziesz uczniem szkoły wyższej, jeśli tak wybierzesz, bo chcę byś miał wybór. Chcę też musieć zaganiać Cię co wieczór do snu i rano męczyć się z Twoimi pobudkami. Chcę byś czuł się na tyle bezpiecznie, by przyprowadzić tu kiedyś dziewczynę, bo masz ją gdzie przyprowadzić. Chcę byś miał to wszystko, czego nigdy nie miałeś. I wiesz co? To dobrze, że „ona” nie zgadza się na Rodzinę Zaprzyjaźnioną. Pal licho, te weekendy i wakacje! Jesteś już członkiem tej rodziny, czy komuś się to podoba czy nie. Reszta to już tylko formalność i obiecuję, że zrobię wszystko, by ten dom stał się Twoim domem na stałe.”

Byłam u prawnika i psychologa, w MOPSie. Dzwoniłam do Centrum Pomocy Rodzinie, które skierowało mnie do Ośrodka Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT w Warszawie. Bałam się. Bo jeśli tu powiedzą mi „nie”, to cała nadzieja umrze i co ja wtedy zrobię. Jak mu to powiem… Na pierwszym spotkaniu dowiedziałam się, że mogę. Pomimo tego, że jestem samotną matką z trójką dzieci, to mogę zostać Rodziną Zastępczą dla M! Muszę przejść testy psychologiczne i rozmowy kwalifikacyjne, kurs dla Rodzin Zastępczych, ale mogę!

Pozbierałam wszystkie niezbędne papierki (mały stosik) i złożyłam wniosek do Sądu o ustanowienie mnie Rodziną Zastępczą, powierzenie stałej opieki podczas trwania postępowania i o urlopowanie, czyli możliwość zabrania M na wakacje. Nie było łatwo, nie powiem. Każdy etap wymagał popychania, trafiałam na trudności, ale krok za krokiem zbliżałam się do celu. Po raz drugi w życiu zdałam test psychologiczny MMPI-2, czyli 567 pytań z odpowiedziami tak/nie/nie wiem, który określa profil psychologiczny człowieka, jego ewentualne zaburzenia i choroby psychiczne. We wrześniu rozpoczynam kurs. Ostatnimi krokami na mojej drodze dzieliłam się na FB. To były dni pełne napięcia, ale na końcu czekała nagroda. Sąd umieścił M pod moją opieką jeszcze przed zakończeniem kursu i ostatecznym dopełnieniem formalności. Stał się cud!

Bóg lubi robić sobie ze mnie jaja. To już nie pierwszy raz, ale ja kocham to jego poczucie humoru. Kiedy na początku roku pisałam na blogu, że pragnę pełnej rodziny nie przyszło mi do głowy, że będzie to rodzina pełna…dzieci. 26 lipca, dwa miesiące po napisaniu tego listu, wyrokiem sądu zostałam dla Michała Rodziną Zastępczą. Zadzwoniłam do Siostry Dyrektor z informacją, że następnego dnia przyjadę go zabrać. Przyjechaliśmy całą rodziną: Aleks, Krystian, Ada i ja. Nikt na nas nie czekał, Siostra nie odbierała telefonu. Nie było pożegnań i uścisków dłoni, ani „Szczęść Boże” na nową drogę życia. Siostry Dyrektor nie było…

…i mam nadzieję, że Bóg jej wybaczy, bo M z pewnością nieprędko.

PS
Zanim zaczniesz nazywać mnie wielką, dobrą, wspaniałą i nie wiem jeszcze jaką tam, to pomyśl o nim. To nie ja jestem wielka, tylko on. Ja tylko otworzyłam drzwi. Dlaczego o tym piszę? Bo mam nadzieję, że będzie to światełkiem dla wszystkich tych, którzy chcą, ale się boją. Boją się adopcji, rodziny zastępczej, dzieci starszych i nastolatków z przeszłością. Spotykają się z odmowami bezdusznych ludzi i upierdliwą biurokracją. Słyszałam przykre historie, w których się nie udało. A ja wolę skupiać się na tym co dobre. Może dlatego mnie się udaje.

PODZIĘKOWANIA:
Dziękuję Paniom w USC za wyczarowanie mojego aktu urodzenia w parę dni, choć termin był ponad miesięczny.
Dziękuję wszystkim w Sądzie w Otwocku, za cierpliwe odbieranie moich codziennych telefonów i cenne rady.
Dziękuję wszystkim w Sądzie przy ul. Terespolskiej w Warszawie za to samo.
Dziękuję Pani Kurator za to, że przyszła, wizytę wyznaczyła z dnia na dzień i z dnia na dzień napisała opinię, a następnie pomimo urlopu sprawiła, że dotarła na czas do sądu otwockiego.
Dziękuję Sędziemu z Sądu w Otwocku, że wziął pod uwagę wszystkie okoliczności i Michał znalazła się w naszej Rodzinie szybciej niż się spodziewałam.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali, wysyłali serduszka i dobrą energię, radzili i pocieszali.

 

Diabeł ubiera się w habit
4.61 (92.16%) 102 votes

36 thoughts on “Diabeł ubiera się w habit

  1. Witam Panią serdecznie
    Krótko – tak to jest, gdy chce się chcieć.
    Wielkie, wielkie ukłony od 60 ( prawie ) latka z trójką dzieci ( jedno też „doświadczone” przez chorobę ).
    I niech pani wyrzuci z serca i pamięci tego diabła – Bóg wszystko widzi i w odpowiednim czasie, i miejscu przypomni.

  2. Ośmielam się Podziw dla Pani AGATO, oczy pełne łez ze wzruszenia, że TAKIE KOBIETY ISTNIEJĄ. I to co w przedstawionej opowieści najważniejsze to szczęśliwe zakończenie jako nagroda dla Was wszystkich za cały ten trud, wytrwałość i siłę… Chylę z pokorą przed Panią głowę za upór, żelazną konsekwencję i za wiarę jaką dała Pani temu Młodemu Człowiekowi oraz jednocześnie swoim dzieciom jak należy postępować. Nie teoretycznym gadaniem , ale postawą miłości bez granic. Serce się raduje, że są na świecie tacy ludzie jak Pani… Życzę dobrego zdrowia i dużo sił w pokonywaniu codziennych problemów.

  3. Dzisiaj przez przypadek trafiłam na Pani wypowiedź w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Czytam kolejne Pani artykuły, listy wpisy i …jestem pod wrażeniem. Rzeczywiście czuć, że robi Pani coś wielkiego. Zresztą, zwał, jak zwał. Wielkie, Dobre, korzystne, czy jakie tam bądź. Czuć, że To robi się coraz większe – ale To nie EGO, tylko coś innego. Może To to, co miało być kiedyś uleczone? Ale się nie dało uleczyć. Bogu dzięki. W sumie nie wierzę, przynajmniej nie w tego Boga, którego wtłaczają nam od urodzenia uprawnieni do tego 🙂 Jestem zafascynowana Pani Osobą. Cieszę się, że czytam tak mądre i osobiste teksty od Kobiety. Sama nią jestem, sama mam podobne mniemanie i wyobrażenia o Sobie, ale jeszcze nie tyle gotowości, by dzielić się tym wszystkim wielkim z Wewnątrz z ludźmi. Tzn. dzielę się, ale inaczej. Myślałam o sobie, że jestem odważna. Widzę odwagę u Pani i podziwiam – mam nadzieję, że mogę korzystać, bo zmierzam… Regularnie 🙂
    Dziękuję za te wszystkie wpisy i dzielenie się swoimi mądrościami. Dla mnie To, co się pojawia na Pani stronie i spod Pani rąk – to duża mądrość, z której sobie zamierzam zaczerpnąć 🙂

  4. Ale czy Ktos sie zajął ta siostra, żeby juz więcej dzieci nie krzywdzila?taka osoba ne jest odpowiednia do prowadzenia domu dziecka:/

    1. Poprzednia siostra dyrektor biła dzieci, więc ta jest i tak lepsza. Siostry nie powinny prowadzić domów dziecka. Kropka. Ale takiej władzy żeby im tego zabronić nie mam. Jednak my wszyscy możemy przyczynić się do tego, by domów dziecka nie było wcale. Prawie każdy może zostać rodziną zastępczą.

  5. Agatko <3 dziękuję Ci ,że potrafiłaś mimo wszystko przetwac burzę przeciwności i nie poddałas się…ja niestety poległam na ,, polu,, kilka lat temu po urodzeniu drugiego dziecka i widząc noworodki zostawione w szpitalu zadzwoniłam do domu dziecka z pytaniem czy mogę zaprosić dziecko- dzieci do mojego domu ( żeby na pocxzątek tak jak ty zostac,, rodzina zaprzyjaznioną,,.. Niestety pani ,która ze mną rozmawiała zaczęła od tego ,że dzieci starsze juz są zdegenerowane i będę miała same trudności wychowawcze.. mając w domu 3 miesięczne niemowlę i zupełną niewiedze na te tematy ,, poległam,, po – napiętrzeniu trudności jakie ta paniusia wymieniła…czasem myślę ,że nie miałam oparcia w mężu- ale to może wymówka?? Smutno mi bardzo ,że nie mogłam uratowac choć jednej duszyczki przed tymi ,,oprawcami,,..

  6. Wielki szacunek. Może to dziwnie zabrzmi, ale zazdroszczę- zazdroszczę tej siły, energii, motywacji i uporu. I mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.
    Łzy cisnęły się na oczy podczas czytania. Czy Bóg nie widzi tych wiedźm w habitach ? Tych bezdusznych i strasznych kobiet.

    1. Ale też tyle dobrych, współczujących i ciepłych. Nie wsadzajmy wszystkich do jednego worka. Nie raz będąc z córkami w przedszkolu prowadzonym przez siostry, widziałam ich oddanie i poświecenie dzieciom, szczególnie tym wychowywanym przez nie ( tam też jest dom dziecka). Szczególnie wzruszające chwile przeżyłam, patrząc jak te małe istotki w Dniu Matki po skończonym przedstawieniu wtulały się i całowały Siostry a Siostry ze łzami w oczach tuliły dzieci. Jestem bardzo wyczulona na takie sygnały, ponieważ moje adoptowane córeczki w swoim życiu też niejedno przeszły i dostały wiele dobrego od wspaniałych Sióstr.

  7. nie opisalabym lepiej pojecia WIARY, tak to ujelas w slowa, ze jestem pod wielkim wrazeniem ! przypadkiem wpadlam na Twojego bloga i jest przecudowny ! jestes WIELKA ! podziwiam i zycze wszystkiego co najlepsze 🙂

  8. Jestes wspaniala kobieta.Silaczka 21 wieku.Nie bede pisala obrazliwych slow o tych paniach w habitach ,ale ja z nam je z najgorszej strony.Dobrze ,ze wyrwalas to dziecko z ich szponow.Dzieki Tobie ,Twojej milosci wyrosnie na wspanialego czlowieka.

  9. Pani Agato…
    Chciałabym wyrazić wielki szacunek dla Pani i wyrazić to jeszcze w kilku słowach, ale skoro woli Pani kogo innego uczynić bohaterem – przyjmuję.
    Mimo wszystko, od momentu przeczytania tego wpisu nieustannie myślę o drodze, jaką Pani przeszła czekając na Michała. I tak rozmyślając na ten temat doszłam do wniosku, że na swój własny użytek zrozumiałam, co znaczy „moc w słabości się doskonali” oraz czym jest przebaczenie.
    Nie wiem, czy zrozumiałam to zgodnie z Pani intencją, ale zdaje się, że M miał mieć w Was rodzinę zaprzyjaźnioną (oczywiście ze wszelkimi jej zaletami). Opór i chyba brak dobrych chęci ze strony wiadomej osoby dał jednak Pani siłę i chyba przede wszystkim chęć do zawalczenia o Michała tak „jeszcze bardziej”. Jest moc 😉 A tak poważnie, to wiem, że stał się mały cud.
    I pomyślałam, może trochę przewrotnie, że powinna Pani być wdzięczna opornej siostrze dyrektor. Gdyby nie ona, nie miałaby Pani kolejnego syna 🙂 A gdyby tak jej za to podziękować? Ciekawe, czy umiałaby to przyjąć?
    Bóg działa po swojemu i zaskakująco, wykorzystując różne sytuacje dla dobra innych
    Serdecznie pozdrawiam i pozwoli Pani, że podziw jaki czuję rozłożę po równo – dla Pani i dla Michała. Za siłę, odwagę i mądrość.
    Dorota

    1. Dziękuję w imieniu nas obojga. A co do podziękowań… Jestem wdzięczna siostrze, ale może i racja, może trzeba to wyrazić bezpośrednio. Nie jestem jeszcze gotowa, bo emocje zbyt świeże, ale może kiedyś napiszę do niej list:)

    2. Dziekowac? Za co? Za lodowate podejscie do bazbronnego chłopca,ktorego los nie oszczedzal? Piętno na psychice z pewnością pozostanie,choć nie życzę mu tego. Nie MOŻNA ,a z pewnością trzeba przeciwstawić się takim próbą wychowywania dzieci. Tytuł „Diabeł…” jak najbardziej trafiony. Ciekawe czy M. pomyśli, jak będzie dorosły,aby jej dziękować. Na koniec wyrazy szacunku dla Pani Agaty.

  10. Pani Agato, brawo za determinację i wielkie serce! Wspomniała Pani o bracie Michała. Rozumiem, że został w tym domu dziecka? Czy po rozłące z bratem dostaje jakieś wsparcie?

    1. Tak, jest już prawie dorosły (w grudniu kończy 18 lat) i robię co w mojej mocy, by miał zawód i gdzie mieszkać jak wyjdzie. Jesteśmy w codziennym kontakcie:) Jest mi bardzo bliski:)

  11. śledziłam ostatnie poczynania na FB domyślając się tylko o co chodzi. Teraz spłakałam się jak bóbr. Nie wiem skąd bierzesz siły na swoje działanie ale proszę Niebiosa by Ci ich nie zabrakło. Masz niezwykłe szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze i życzę Ci by było tak zawsze. Pani „siostra dyrektor’ to tylko personel naziemny któremu pomyliły się pojęcia
    pozdrawiam
    Maga

    1. Przyciągamy ludzi, na których wierzymy, że zasługujemy. To może przewrotna odpowiedź, ale kiedyś nie widziałam dobrych ludzi, albo nie byłam gotowa ich przyjąć, a może moja postawa życiowa sprawiała, że prowokowało mniej przyjazne odruchy. Teraz większość ludzi, których spotykam to wyjątkowi i cudowni ludzie…a może ja chcę ich takimi widzieć i dlatego tacy są. Z małymi wyjątkami, które są oporne…

  12. Jestem pod wrażeniem Twoich pokładów instynktu macierzyńskiego. Są ogromne i rosną wraz ze stażem matkowania. Mam wrażenie, że im dłużej jesteś w tej roli, tym więcej z siebie dajesz:) Tak trzymać!

    1. TAkie komplementy z „klawiatury” mojej ulubionej Pani Psycholog, to prawdziwy zaszczyt. Dziękuję. Mam wrażenie, że znamy się dłużej niż teraz:)

  13. Serce mam ściśnięte ze wzruszenia…natrafiłam przypadkiem na tego bloga i jestem pod mega podziwem..całym serduchem wspieram Ciebie i twoje dzieciaki,gratuluje uporu i zycze powodzenia ???

  14. Jakbym czytala reportaz Justyny Kopinskiej…Tez go czytalaś, prawda? Mieliscie szczescie, ze sie spotkaliscie, ale On mial szczescie, ze zareagowalas. Zyczymy Wam wielu wspanialych , wspólnych chwil . Pozdrawiamy cieplutko , rodzice i cztery stonki

  15. Brawo! Piękna i wzruszająca życiowa historia. Sama mam adoptowaną dziewczynkę, którą kocham nad życie. To, co Pani zrobiła dla Michała zasługuje na największy podziw. Cudownie Pani o tym pisze… Pozdrawiam serdecznie.

  16. Przywracasz mi wiarę w ludzi, Dziewczyno. Popłakałam się czytając, jak Twój syn z M awansował na pelnoprawnego Michała. Ma chłopak szczęście w życiu, że Was spotkał.
    Pozwolisz, że postawy tej w habicie nie skomentuję…

  17. niesamowita historia, przeczytałam jeszcze przed wstaniem z łóżka. w habicie czy nie, czyny ranią czasem gorzej niż słowa. czekam z niecierpliwością na więcej wpisów o M.
    masz niesamowite pokłady miłości. niesamowite.
    pozdrawiam bardzo gorąco.

  18. Jestem wzruszona, zszokowana i pragnę brać z Ciebie/Was przykład.
    Szczęść Boże od mnie dla Was.
    p.s. Taki ludzi jak Siostra Dyrektor powinno się ………… ;/

    1. Bardzo się Cieszę, że się Wam udało! Czytając ten blog przypominałam sobie, jak to było, kiedy starałam się o uzyskanie pieczy zastępczej nad Anią. Była w zwyczajnym krakowskim domu dziecka. Tam wszyscy mnie wspierali , by mnie i Ani także się powiodło i jeszcze przed załatwieniem wszystkich formalności Ania spędzała u nas wszystkie weekendy, święta i wakacje. Kiedy nie chciała się ciepło ubrać, a było zimno, wychowawcy dzwonili do mnie, bym na nią wpłynęła ( och, jaka była uparta) . Wspaniała dyrektorka interesowała się jeszcze długo potem, jak toczy sie jej życie, Ania też ją odwiedzała. Natomiast ja pamietam, gdy podczas mojej pierwszej wizyty ostrzegła mnie : proszę pani, mamy 50% zwrotów ( co oznaczało, że tylko co druga piecza zastępcza jest udana). Przeraziło mnie to i obiecałam sobie, że mi się uda. No i tak się stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.