Czasem sobie nie radzę…

Tak po prostu, nie radzę sobie czasem. A ten czas jest teraz. No to mam to swoje Tu i Teraz. Żeby sobie poradzić powinnam wstać o 4:45, wstałam 5:20, bo spać poszłam nie pamiętam o której. Obudziłam się zesztywniała i obolała. Resztki konnej jazdy z weekendu okraszone noszeniem dwudziestokilogramowego Krystiana. Nie zrobiłam dzieciom śniadania do szkoły (na szczęście pamiętałam żeby dać drobne do sklepiku). Wczoraj poszłam zapłacić zaległe obiady Krystiana, a tu brak portfela, więc nie zapłaciłam. Nie zrobiłam też licznych przelewów (również zaległych), nie zadzwoniłam w sprawie półkolonii Ady ani jej angielskiego. Nie zamówiłam dostawy z Tesco i teraz będę musiała smażyć placki na kolację. Lista niezrobionych ciągnie się jak guma do żucia przyklejona do buta w upalny dzień. Chodzę dzisiaj niedoczesana i niedomalowana i jest mi źle.

W domu bajzel, choć we wtorek lśniło. Podziękowania za liczne publikacje mojego wpisu z okazji Dnia Matki niewysłane. Chciałam dzisiaj skończyć wpis o naszym weekendowym wypadzie, ale zamiast tego piszę o tym, że sobie nie radzę. I tak sobie myślę, że to nieradzenie sobie jest częścią radzenia sobie z życiem, z przeciwnościami losu, z tym wszystkim co staje nam na drodze i zaśmieca przestrzeń. Nieradzenie sobie, to taka przypominajka, że nie jestem niezniszczalna, że jestem zwykłym człowiekiem, takim jak każdy i czasem muszę się nad sobą poużalać, pomarudzić, postękać i pobiadolić. Bo jak nie, to szlag trafi całą tę moją autentyczność. Będę sfrustrowaną babą z przyklejonym uśmiechem i radosnymi wpisami na blogu. Będę tworzyła sztuczny wizerunek kogoś, kto nie istnieje, a mimo to wiele osób uważa, że jest wzorem do naśladowania.

Tak więc dzisiaj, niedługo po Dniu Matki i wczorajszym cudownym Dniu Dziecka, mam Dzień Nieradzeniasobie i będę go świętować z taką samą pompą. Na początek wciągnę tabliczkę czekolady, potem wypiję wypasioną kawę z miodem i chilli, następnie strzelę sobie chwilkę medytacji i krótką jogę, a na koniec zrobię listę wszystkiego z czym chcę sobie poradzić w pierwszej kolejności i zacznę to robić. Nie będzie na niej sprzątania mieszkania, ani gotowania. Oleję też karmę dla kotów, bo mogę dać im suche. Trudno, one też czasem powinny być wyrozumiałe. Zrobię tylko to, co konieczne i kilka rzeczy zupełnie zbędnych, ale takich które sprawią mi przyjemność. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę:)

Czasem sobie nie radzę…
4.37 (87.33%) 30 votes

16 thoughts on “Czasem sobie nie radzę…

    1. Szlak by to trafil ja tez obie czasem nie radze i zeby se pobiadolic jestem samotna matka mateuszka ,mateuszek jest 6 dzieckiem z tego mamy tim 18 tydzien zmarl ,sevenna julia ma 15 skonczyc,dawidek 22 tydzien,iskierka 7 tydz ,lara sofie 38 tydzien,i jakas wola Boga badz psikus mateusz karol 39 tydzien cesarka ma prawie 6 lat i autyzm adhd,czasmi czuje bezsilnosc ,bezradnosc i wile wiecej ehhhhhhhhhhh,a czasmi usmiech ,radosc i moje dziecko mateusz lubic sie Tulic chwala bogu

  1. Dziś jest i mój dzień nieradzenia i biadolenia. Rozwaliła mnie wizyta u lekarza młodej, ktory niefrasobliwie wytknął mi nadmierny optymizm. Wpypilam już kawę z lodami i bitą śmietaną. Nie pomogło, będzie co spalać. Trzeba przeczekać. 15 minut na słońcu pomoże mam nadzieję. A lekarz beznadziejny. Zadzwonię do tego, który jednym słowem mnie mobilizuje i stawia na nogi. O! I tak zrobię. Szukaj ludzi, którzy nie zabierają a dają zastrzyk energii 😉

    1. Ja też na słoneczku łapałam energię. Trochę pomogło. Nawet chleb zrobiłam, wieczorem upiekę. A z lekarzami, to masz rację. Pesymistom mówimy stanowcze NIE!

  2. Agata ty sobie czasem nie radzisz, ja sobie nie radzę bardzo często 🙂 jakoś sobie trzeba radzić z tym nieradzeniem 🙂 świetny post
    proponuję dzisiaj dobrą kawę i jeszcze lepsza książkę 😀
    pozdrawiam
    Ania mama 13 letniej trójcy

  3. Pewnie że sobie poradzisz,na takie dni tez należy sobie pozwolic.Jak mówi moja psych to dobry objaw,i to ze mamy gorszy dzien nie oznacza kobca swiata :-).Milego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.